Zarejestruj się >>   Logowanie >>
„Krzyż jest mocniejszy niźli wszyscy ludzie twoi, A kto się Boga boi, ten się nic nie boi” - Dziady, część III. Adam Mickiewicz





Solidarni 2010 w Twoim mieście!



Społeczność
hmm.
Jest nas już: 3415
Wygodna bylejakość
Mechanizm, który funkcjonował w systemie sowieckim, i mechanizm wynikający z procesu globalizacji oraz unijnej unifikacji jest dokładnie taki sam. I wtedy państwo nie liczyło się z obywatelem, i nie liczy się z nim dziś. Z prof. Stanisławem Kowalikiem, psychologiem społecznym, rozmawia Anna Raczyńska.

Autor: cs, wpisał dnia 23.02.2012r.
Foto:



– Panie profesorze, podziela Pan nastroje tych Polaków, którzy z niepokojem oceniają obecną sytuację społeczną i polityczną?
– W moim przypadku niepokój to za małe słowo. Źródłem mojego lęku są dwa narastające zjawiska: bylejakość i biurokratyzacja. Oba bardzo groźne dla społeczeństwa i demokracji, oba ogarniające życie społeczne we wszystkich wymiarach. Edukacja, kultura, debata publiczna stają się coraz bardziej płytkie. Ja też jestem dziś gorszy niż pięć lat temu, ponieważ jestem zmuszany do obniżania wymagań, jakie do niedawna stawiałem.

– Bylejakość jest dla polityków wygodna. Ułatwia zarządzanie społeczeństwem.
– Od kilku lat uczestniczymy w czymś, co przewidział Stanisław Lem, twierdząc, że pewne naturalne funkcje życia społecznego, nawet funkcje rodzinne będą przejmowane przez państwo. I tak się dzieje. Jesteśmy coraz bardziej formatowani za pomocą wprowadzanych standardów. Dobrą ilustracją jest tu edukacja i szkolnictwo wyższe. Nauka pod testy, matura pisana pod klucz, Krajowe Ramy Kwalifikacyjne – czemu to służy? A czym, jeśli nie przemycaną standaryzacją jest wmawianie nam w sposób autorytarny, co jest dobre, a co złe, co europejskie, a co trąci zaściankiem. To jest prosta droga do przedemokratyzowania państwa.

– Demokracja dopuszcza wielość głosów, a obecnej władzy zarzuca się raczej arbitralność w podejmowaniu decyzji i lekceważenie głosu obywatela, opozycji, a czasem nawet koalicjanta.

– Narzucanie zdania partnerom społecznym jest wulgaryzacją demokracji i politycznym cynizmem. Zwłaszcza że czyni się to w imię postępu i gwarancji ładu społecznego. A my w efekcie stajemy się powoli tym, czego ludzie władzy sobie życzą, a więc przedmiotami, które w ramach wyznaczonych ról społecznych wykonują od a do z swoje obowiązki. Mam zawód psychologa wykonywać według standardów? Mam być przezroczysty? Ukryty za procedurami? A może zbliżamy się do wizji jaką przedstawił Orwell w „Roku 1984”, w której z wielkich telewizyjnych ekranów sączą się „odpowiednie” i odpowiednio dawkowane treści?

– Konsekwencją standaryzacji jest odarcie człowieka z indywidualności?

– Nie tylko. Standaryzacja prowadzi wprost do biurokratyzacji państwa. Jeśli wprowadzamy standardy, to musimy sprawdzać, czy są one przestrzegane. Zaczyna się więc pojawiać coraz więcej instytucji i coraz więcej urzędników, których jedynym zadaniem jest kontrola przestrzegania procedur. Prawo Parkinsona, czyli żywiołowy rozrost administracji publicznej funkcjonuje we wzorcowej wersji. Skutek jest taki, że zamiast naprawiać państwo, władza je paraliżuje i wzmaga powszechną nieufność. A przecież wprowadzanie dodatkowych instytucji niczego nie rozwiązuje, o czym świadczy przykład z listą leków refundowanych. Nikt – ani władza wykonawcza, ani ustawodawcza, ani samorządy lekarskie – nie potrafił zapobiec sytuacji, która uderzyła w chorych ludzi. Państwo zamiast uczyć obywatela szacunku do prawa, woli go kontrolować. Nie dbamy o świadomość kierowców, tylko stawiamy na drodze pięć radarów, które oni w taki czy inny sposób starają się oszukać.

– Standardy nie są wymierzone w porządek społeczny. Wchodząc do Unii, mówiliśmy nawet, że one nauczą nas szacunku dla prawa.

– A nauczyły? Czy częste nowelizowanie kodeksu drogowego poprawia stan bezpieczeństwa? Nie! Czy wyjęcie prokuratury z nadzoru ministra sprawiedliwości odpolityczniło tę instytucję? Nie! Dlatego uważam, że standardy – tak, przestandaryzowanie – nie. Wadą naszego życia społecznego jest nieumiejętność ustalenia delikatnej granicy między jednym a drugim. Właśnie ta nieudolność zniszczyła piękną ideę wolontariatu. Dopóki wynikał on z ludzkiej potrzeby niesienia pomocy, był darem człowieka dla człowieka. Ale kiedy został zinstytucjonalizowany, kiedy pojawiło się coraz więcej procedur i kontroli, wolontariat przestał być wolontariatem. Granica między nim a pracą zawodową została rozmyta. Nawet jeśli ludzie mają dobre intencje, szybko się ich pozbywają. Skoro stawia się im trudne wymagania i próbuje nimi sterować, zanika spontaniczna potrzeba, a pojawiają żądania, na przykład ekwiwalentu płacy, co przeczy idei wolontariatu.

– Politycy nie widzą skutków swoich działań?

– Politycy chcieliby oprzeć życie społeczne na dwóch zasadach. Pierwsza to zasada ładu społecznego, a więc istniejącego w kraju porządku. Politykom wydaje się, że im większa stabilizacja, tym pewniejsza gwarancja uzyskania premii od wyborcy. Natomiast zasada druga, to zasada postępu społecznego. Równie ważna, ponieważ decydująca o tym, czy się rozwijamy, czy jesteśmy w regresie. I dlatego władza zapewnia nas, że idziemy do przodu, że każdy człowiek ma możliwość osobistego rozwoju. Władza liczy na to, że obywatel uwierzy w te słowa i będzie czerpał z nich poczucie bezpieczeństwa.

– Jaką szansę na rozwój ma ktoś, kto musi stawiać pytanie: jak żyć? Polska jest krajem o największej rozpiętości dochodów w Unii Europejskiej, a liczba wykluczonych z roku na rok rośnie. Czy w takiej sytuacji można słowami zapewnić ład społeczny?

– Można, i tak się właśnie dzieje. Przecież ład społeczny jest często w naszym kraju naruszany. Klasycznym tego dowodem jest sytuacja w służbie zdrowia, pacyfikowanie samorządności, dialogu społecznego, częste nowelizacje ustaw, które zamiast poprawiać naszą sytuację, bardziej ją komplikują. Obywatel z jednej strony słyszy więc, że sytuacja jest przewidywalna i pod kontrolą, a z drugiej doświadcza nieprzewidywalności państwa i chaosu. Ludzie chcą jednak takich zapewnień. Chcą wierzyć, że władza nad wszystkim panuje. Bo gdzie mają szukać poczucia bezpieczeństwa? W horoskopach? W magii? I to jest przez władzę wykorzystywane, daje jej pretekst, by sięgnąć po metody pseudodemokratyczne.

– Z jednej strony samooszukiwanie, z drugiej cynizm. Tak opisałby Pan relacje między obywatelem a władzą?

– W dużej mierze właśnie tak. To zjawisko potęguje fakt, że im dłużej człowiek tkwi w polityce, tym staje się bardziej cyniczny. Ze zdumieniem stwierdzam, że niektóre znane mi od lat osoby już po roku bycia posłem stają się zupełnie kimś innym. Widocznie partia stawia przed nimi zadania, które wymagają wyrzeczenia się znacznej części swojej osobowości i wartości. Funkcjonowanie w polityce wymaga od nich wejścia w inne role. Jeden jest więc poważnym przywódcą, drugi błaznem, a trzeci klakierem, który bije brawo nawet jeśli uważa, że spektakl jest do niczego. Wszyscy zaś są wykonawcami postanowień podjętych w pierwszej kolejności z myślą o partii, a dopiero w drugiej o państwie. Pamiętam program w TVP INFO na temat listy leków refundowanych. Brali w niej udział przedstawiciele komisji trójstronnej. Wspólny front związkowców i pracodawców wskazywał na chęć rozwiązania konfliktu, natomiast wiceminister pracy, Radosław Mleczko, udawał, że nie rozumie, co się do niego mówi. To był pokaz tego, w jaki sposób władza lekceważy partnerów społecznych, dystansuje się do rzeczywistości i próbuje sterować opinią publiczną, udając, że nie ma problemów tam, gdzie one są. Politycy oczywiście wiedzą, że gra, którą prowadzą jest brudna. Zaczynają więc patrzeć na siebie wzajemnie jak na cwaniaków, ale tej gry nie przerywają. Przeciwnie. Próbują prześcigać się w poziomie cwaniactwa i cynizmu.

– A kim jest obywatel, który funkcjonuje w takiej rzeczywistości? To nadal sterowany przez system homo sovieticus?

– Mechanizm, który funkcjonował w systemie sowieckim i mechanizm wynikający z procesu globalizacji oraz unijnej unifikacji jest dokładnie taki sam. I wtedy państwo nie liczyło się z obywatelem, i nie liczy się z nim dziś. Wyznacznikiem homo demokraticus jest odpowiedzialność i aktywność. Czy te cechy są potrzebne elicie politycznej? Wystarczy sprawdzić ile projektów ustaw obywatelskich zalega w sejmowej zamrażarce. Różnica polega na tym, że poprzedni system za nieprawomyślność karał, a obecny ośmiesza ludzi lub ich deprecjonuje. Awans zawodowy w wielu miejscach zależny jest od stopnia wpisania się w poprawność polityczną i grupę, która ją określa. Dziś nikt nie każe kochać Stalina, ale jeśli ktoś ma wątpliwości związane z procesem globalizacji lub naszym funkcjonowaniem w ramach UE, budzi pobłażliwość. Wszyscy powinni być z tego samego zadowoleni. Powiem więcej. Polacy w czasach PRL-u organizowali się przeciwko biedzie i państwu, które nie było ich państwem. A teraz są uśpieni faktem, że jest demokracja. Uśpieni przez dobrze funkcjonującą propagandę.

– Lepszą niż w poprzednim systemie?

– Bardziej przemyślaną i profesjonalną. Dawniej nie doceniało się psychologii społecznej. Dziś jej prawa wykorzystuje się i do interpretacji zjawisk, i tworzenia filozofii nowoczesnego PR. Dawniej wiedzieliśmy, kiedy jesteśmy oszukiwani, teraz tego nie wiemy. Ale to jest bardzo groźne w skutkach zjawisko. Przede wszystkim bardzo zubaża człowieka i redukuje jego potrzeby do spraw elementarnych. Do konsumpcji. Ono jest groźne także dlatego, że zgubiliśmy coś, co było przedmiotem naszej dumy. Zgubiliśmy istniejące między ludźmi więzi emocjonalne. Przeżyliśmy stan wojenny nie tylko dzięki nadziei, że Solidarność się odrodzi, ale także dzięki owym silnym więziom. Dyskutowaliśmy, przekazywaliśmy sobie literaturę drugiego obiegu, pomagaliśmy w sytuacjach trudnych. Dziś nawet nie chcę myśleć co będzie się działo, kiedy dotknie nas prawdziwy kryzys. Coraz większa ingerencja państwa w różne obszary życia społecznego przyzwyczaja ludzi do egoizmu. Skupiamy się na spełnianiu stawianych nam oczekiwań, a reszta nas nie interesuje. To ma już swoje odbicie w języku. Pojęcia typu: „wyścig szczurów”, „umowy śmieciowe”, „praca na czarno” wzięły się z naszego doświadczenia i wiele o nas mówią.

– A może to ekonomia i technologia zniszczyły międzyludzkie relacje?

– Ludźmi demokracji byliśmy przez pierwszych dziesięć lat transformacji. Potem, nie wiedząc nawet o tym, byliśmy nimi coraz mniej. Mamy wolność, ale z tej wolności nic nie wynika. Nawet nie myślimy o tym, jakim jesteśmy społeczeństwem i jakim narodem. Dlaczego wicepremier Pawlak zrezygnował z przewodniczenia komisji trójstronnej? Wyszło szydło z worka, że ustalano na niej coś, czym się rząd nie przejmował. I to kolejny przykład jakie znaczenie ma, a właściwie jakiego nie ma dla władzy – obywatelskość i instytucje, które ją budują.

– Nie sądzi Pan, że władza już zobaczyła jej znaczenie i siłę?

– Kiedy na początku stycznia umawialiśmy się na spotkanie, spytała mnie pani w luźnej rozmowie: czego boją się lub powinni się bać politycy? Powiedziałem wówczas, że powinni się bać buntu ludzi młodych. Dwa tygodnie później na ulicach polskich miast rozlał się protest przeciw ACTA. Jednak zarówno zjawisko jak i jego skutki to nie jest temat na krótki komentarz, lecz oddzielną rozmowę.


Prof. dr hab. Stanisław Zbigniew Kowalik jest prorektorem ds. nauki AWF w Poznaniu. Przez wiele lat kierował Zakładem Psychologii Społecznej w Instytucie Psychologii UAM. Jest członkiem redakcji: „Przeglądu Psychologicznego”, Polskiego Forum Psychologicznego, „Czasopisma Psychologicznego”; przewodniczy serii wydawniczej „Człowiek – Gospodarka – Społeczeństwo”.

za: Tygodnik Solidarność

100%
0%

Komentarze
#1 | neti dnia 22.02.2012
Może przymierzymy miarę Profesora do takiej małej społeczności jak ten Portal ( Profesor mówi o Społeczeństwie polskim):
1."bylejakość i biurokracja" - uderzmy się w piersi czy nie dotyka nas płytkość ( komu ten Portal jest potrzebny? - komentatorów brak, jakaś administracja jest i formułuje komunikaty oraz przedruki)
2. "lekceważenie głosu (żywego człowieka) i stanowisk opozycyjnych" - jaką wspólnotę wypracował Portal?
3. "narzucanie zdania partnerom" - przeczytajcie i idźcie spać
4. " nie dbamy o świadomość kierowców ale stawiamy radary" - tak też mi się zdaje że największy pożytek mają radary - lemingi bo portal umożliwia kontrolowanie indywidualności i jednostek
5." idea wolontariatu" - tu powinno sie roić od wolontariuszy
wspierających nieposłuszeństwo w granicach wyznaczonych przez idee załozycielskie przynajmniej. Tymczasem wolontariuszy czynnych jest tu Trzech: Liberawski, Rob i ja. Reszta na wagarach.
6." czy sie rozwijamy czy jesteśmy w regresie?" - chciałabym usłyszeć analizę Załozycieli
7." zapewnić ład społeczny" - czy ta mała enklawa ma już wypracowany jakis ład?
8. "udawał że nie wie co się do niego mówi" - a tutaj ktoś udaje, czy w ogóle go nie interesuje co ludzie mówią i o czym z nimi pogadać?
9."wyznacznikiem homo democraticus jest odpowiedzialność i aktywność" - no właśnie...za co/kogo odpowiedzialność na co dzień.
10." zgubiliśmy coś co było przedmiotem naszej dumy. Zgubiliśmy istniejące między ludźmi związki emocjonalne." - bo marsz w niedziele to były emocje religijne, Radio Maryja i Krucjata Różańcowa. Gdzie emocje Solidarnych? Kto je wygasza, a przynajmniej o nie nie dba?
11 " Nawet nie myślimy o tym jakim jestęśmy społeczeństwem" - ba! ani raz nie było namysłu na tym portalu: jaką społeczność stanowimy i co zrobić aby ta społeczność myślała
12. "Czego powinni bać się politycy?" - na pewno nie tego Portalu.
Ps. Wsadzam nóż w mrowisko. W końcu niech tu się coś zacznie dziać: jakiś namysł, jakaś troska o wspólnotę, jakaś wyrazista droga do struktur i jakieś wsparcie dla aktywnych.
"Niech sobie pobędzie" - mówiła moja ciotka, gdy podrzucano mnie do niej.
ZANIM ZACZNIEMY STAWIAĆ POLSKĘ NA NOGI - POSTAWMY COŚ MAŁEGO WŁASNEGO choćby przykładną "gminę Solidarnych"
#2 | rob2004 dnia 22.02.2012
neti - brawo. jutro napiszę więcej. późna pora. ale masz rację. podpisuję się obiema rękoma.
Te punkty powinny poruszyć cały portal - jakby tu było życie a nie tylko puste atrapy.
Więc na pewno "przeminie z wiatrem".
#3 | rob2004 dnia 23.02.2012
Witam Neti i wszystkich, ktorzy tu jeszcze zaglądają a chyba jest ich coraz mniej.
Może najpierw zacznę od skomentowania 12 "przykazań" neti.
Tylko docenić, że ktoś ma jeszcze ochotę i wolę "krzyczenia na puszczy".
Potwierdziły się moje przypuszczenia, które pisałem wczoraj - to że nie odbyła się tu od samego rana wielka debata Solidarnych, że nie ma dyskusji, przemyśleń, przerzucania się argumentami, emocjami, wnioskami świadczy, że mamy do czynienia coraz mniej z żywymi ludźmi a coraz bardziej z atrapami.
"Redakcja" robi jakieś wrzutki, przedruki, komunikaty ale to wszystko nie ma życia. Poderwać do życia, zmusić do myślenia i dyskusji ludzi artykułami mającymi tyle emocji co książka telefoniczna jest wielką pomyłką.
Ale słaby artykuł można ożywić ciekawą dyskusją, podjęciem wspólnych rozmów.
A co robi szanowna "redakcja"? Wrzuca nam jakiś "ochłap" i patrzy czy się na niego rzucimy czy nie. A może nawet nie patrzy. Skąd nam to wiedzieć - nie ma zależności pomiędzy zainteresowaniem danym artykułem a włączeniem się "redakcji" w dyskusję pod nim.
Jeśli macie problem z czasem to może mniej artykułów, przedruków a więcej własnej obecności na tej stronie.
Skoro odwracacie się do nas tyłem i nie interesuje Was dyskusja z nami więc nie oczekujcie również zainteresowania z Naszej strony.
Jeśli nie robicie portalu dla Nas to dla kogo? Dla siebie? Dla samozadowolenia, że wkleiliście w tym tygodniu 10 nowych artykułów? Prawdziwi "stachanowcy" - mogli 2 a wkleili 10.
Tylko co z tego jak to same pustostany bez życia.
Artykuł, ktory nikogo nie porusza nie jest wart aby się tu znaleść. Autor, który odwraca się od swoich czytelników nie jest wart aby go czytać.
Skoro więc My nie jesteśmy warci waszej uwagi i dyskusji to czego od Nas oczekujecie?
Może od tego powinniśmy zacząć całą rozmowę?
Czego oczekujecie od Nas - odwiedzających stronę Solidarnych2010?
A może niczego? Może jesteśmy tak wam potrzebni jak przysłowiowe piąte koło u wozu?

Gdzie jest Wasz bezpośredni kontakt z Nami?
Nie ma go ani tu ani mailowo.
Nie odpowiadacie na żadne zapytania, komentarze, żądania.
Nie jesteśmy godni abyście z Nami rozmawiali?
Jakiś czas temu nie mogąc porozumieć się z szanowną "redakcją" musiałem prosić o interwencję Jacka Kazimierskiego.
Ale czy ze wszystkim trzeba biec do najwyższych władz Stowarzyszenia? Czy wszystko musi być załatwiane niczym w PRL-u z Pierwszym Sekretarzem?
Owszem, szanowna "redakcja" podjęła temat walki z cenzurą w internecie na jednym z portali - ale też po kilkukrotnych nagabywaniach z mojej strony.
Teraz natomiast kiedy ta cenzura dotknęła Nasz portal okazało się, że już kontakt ponownie się urwał.
Wracam tu do tematu "śledztwa obywatelskiego" - likwidowanie działu za niepoprawne komentarze jest dla mnie niczym innym jak cenzurą.
Tym bardziej perfidną, iż nie mają odwagi osoby które podjeły taką decyzję podpisać się z imienia i nazwiska zasłaniając się szyldem "redakcji portalu".
Mogłbym zrozumieć, gdyby autorzy takiej decyzji kierowali się dobrem śledztwa - ale wówczas uzasadnieniem powinna być chęć oczyszczenia pewnych temetów zamulonych zbyt fantastycznymi teoriami spiskowymi.
Co to oznacza? Otóż to, że wiele z teorii przedstawianych w "śledztwie obywatelskim" miało charakter trudny do udowodnienia, żeby nie powiedziec fantastyczny. I przez to nie pozwalało skupić się na wątkach, ktore wydają się najbardziej racjonalne i którymi zajmuje się Zespół Parlamentarny Antoniego Macierewicza.
Takie zamulanie można rzeczywiście traktować jako wrogie działanie mające zdyskredytować całe śledztwo.
Ale wszyscy wiemy, że nie taka była argumentacja "redakcji".

Myślę, że na razie tyle jeśli chodzi o portal "Solidarni2010".
Inne swoje spostrzeżenia co do strukturalnych działań Stowarzyszenia zostawię na inną okazję.
#4 | solidariusz dnia 23.02.2012
neti, rob2004 - całkowicie się zgadzam z Waszymi opiniami...
rob2004 - stwierdzanie stanu faktycznego chyba nie jest opluwaniem (Twój komentarz chyba do mnie...); bez odspawania się Solidarnych 2010 od PiSu, od ludzi znanych w pseudopolityce od dwudziestu lat, ludzi niezdolnych (z wielu obiektywnych względów - np wiek i niemożność pójścia nową drogą) do zmienienia rzeczywistości - Stowarzyszenie uwiędnie, jak ten portal; trzeba zmienić się w partię, ogłosić program i ruszyć po władzę - łatwo napisać; wiem...
#5 | rob2004 dnia 23.02.2012
solidariusz - co do partii ..... może powstrzymałbym się przed tego typu krokami ale nie mówię "nie". Natomiast brak mi solidnych struktur Stowarzyszenia, które rwie się dziś jak stare prześcieradło.
Nie będę na razie rozwijał wątku ponieważ chcę najpierw abyśmy skupili się na tym portalu. Działajmy najpierw w tym temacie - zadajmy pytanie "redakcji" dla kogo i po co robi ten portal? Żądajmy odpowiedzi. Pytajmy jaką drogą to podąża - drogą otwartości czy drogą kneblowania, drogą zwierania szyków przez zapraszanie do współpracy czy też wyrzucania poza nawias wszystkich INNYCH.
Zastanówcie się dlaczego Kraków zakłada swoją stronę, dlaczego Łódź swoją, Białystok swoją - hermetyczne zamknięcie redakcji we własnym gronie?
Stowarzyszenie powinno skupiać się Tu a nie rozmieniać się na drobne. Dlaczego jednak dochodzi do takich separatystycznych aktów? Czy ktoś zadał sobie to pytanie i próbował na nie odpowiedzieć?
Dlaczego twórcy tamtych portali nie czują potrzeby realizowania się tutaj? Swoją podstronę można było tworzyć na podstawie tego portalu - a jednak stało się inaczej. Dlaczego?
Same pytania i żadnej odpowiedzi.
#6 | dan dnia 23.02.2012
#1 | neti
smutno mi, że to piszesz.
Umiem sobie wyobrazić, ile czasu trzeba poświęcić na "przedruki" i inne teksty ułatwiające zdybycie informacji. Mnie one są bardzo pomocne i cenne. Domyślam się, że robią to osoby mające inne obowiązki zawodwowe i rodzinne, i nie czerpią z tego zysków finansowych.
Ja im dziękuję, wyrażam swoją wdzięczność i proszę: kontynuujcie.
#7 | rob2004 dnia 23.02.2012
dan - a umiesz sobie wyobrazić blokadę i hermetyczne zamknięcie?
Skoro nie mają czasu dlaczego nie pozwalają wejść na portal innym? Mówię tu o tych, którzy zakłądają inne strony Solidarnych - skoro tamci mają czas na zakładanie stron dla Krakowa, Białegostoku czy Łodzi czemu nie mieliby znaleść czasu dla głównej strony Solidarnych?
Zamiast "smutno mi" więcej refleksji - nikomu nie chodzi o to aby było Tobie smutno ale żeby było lepiej Nam wszystkim.
#8 | Arek dnia 23.02.2012
Jakie inne strony? Łódź ma swoje forum dyskusyjne ale z całkowicie innym adresem (solidarnilodz.pl) i pełniące inną funkcję.
#9 | Arek dnia 23.02.2012
Odnośnie strony: w moim odczuciu ma ona przede wszystkim znaczenie informacyjne, chociaż czasami ciężko mi się w niej połapać. Tworzą ją ludzie pracujący, po godzinach próbujący uporać się z natłokiem wiadomości, artykułów, zdjęć. I serdecznie im za to dziękuję- nie każdemu by się chciało.
Solidarni2010 jako stowarzyszenie wciąż są- tak myślę- na etapie kształtowania, zarówno organizacyjnego jak i ideologicznego. Trzeba jeszcze dużo pracy aby wszystko zaczęło działać jak jeden organizm- ale od tego jesteśmy my, członkowie Stowarzyszenia.
#10 | rob2004 dnia 23.02.2012
arek - skoro się pytasz chętnie odpowiem - na tym właśnie polega różnica między mną a "redakcją".
Proszę Cię bardzo
Kraków:http://www.solidarni2010-krakow.pl/
Białystok: http://solidarni2010bialystok.pl/
Łódź:www.solidarnilodz.pl

Co do natłoku i braku czasu już odpowiedziałem wcześniej więc nie będę powtarzał: to co za trudne jest dla trzech będzie łatwiejsze dla sześciu.
Trzeba dopuścić tych innych a nie tylko: "Ja sam!".
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.