Rolex - KANTYCZKA NA 1 WRZEŚNIA
data:02 września 2011     Redaktor: Barbara Chojnacka

Jest jasne jak wyprodukowany dowód Tomasz Merty, że cała ta akcja to jedna sowiecka produkcja, a sypie się dlatego, że zwyczajowo głupawo zrobiona. I wiedzą o tym wojskowi prokuratorzy, którzy na ekranach telewizorów wyglądami jąk rząd napalonych zielem surykatek ogłuszonych dodatkowo bambusowym kijem.

gosc.pl
KANTYCZKA NA 1 WRZEŚNIA


rolex1.09_550
Wikipedia surykatki w zoo w Auckland


Chciałbym dzisiaj zwrócić Państwa uwagę na pewne doniosłe wydarzenie, do którego doszło w tym tygodniu, a na które mało kto uwagę zwrócił. Chodzi mi o wszczęcie przez polską prokuraturę śledztwa w sprawie niszczenia bądź fałszowania dowodów w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jak zapewne państwo pamiętacie podstawą do wszczęcia śledztwa z urzędu były dowody fałszowania materiału dowodowego w śledztwie. Na jednym ze zdjęć lub na filmie z procedury rozpoznawania ciał ofiar znalazło się zdjęcie dowodu śp. Tomasz Merty zachowanego w idealnym stanie, co stało się podstawą dokonania wpisu w rosyjskiej dokumentacji. Wśród dostarczonych rzeczy osobistych ofiar znalazł się również dowód pana Tomasz Merty, tym razem jednak noszący wyraźne ślady nadpalenia.

W wywiadzie zamieszczonym na portalu niezależna.pl żona posła PO i wiceministra kultury w rządzie Donalda Tuska, pani Magdalena Merta mówi: ""z opóźnieniem z góra rocznym, znajdują się rzeczy świadczące o tym, że te przedmioty zostały wyprodukowane czy też po prostu sfałszowane". "I w moim przekonaniu podłożone mojemu mężowi" (Wdowa podkreśliła, że w maju ub. roku w Mińsku Mazowieckim Żandarmeria Wojskowa oddała jej zestaw rzeczy odnalezionych, jak powiedziano, przy ciele jej męża ? niezależna.pl)

"Natomiast miesiąc temu, mniej więcej w lipcu, w każdym razie tego roku, przedstawiono mi zestaw przedmiotów i dokumentów, po których identyfikowano mojego męża, zestaw, który jest dokładnie rozbieżny z tym, co otrzymałam w Mińsku" [...] "To są po prostu inne rzeczy, o których nie ma słowa w protokole odnalezienia zwłok czy późniejszego przeszukania".

"Jedynym punktem wspólnym w obu zbiorach przedmiotów jest dowód osobisty, co do którego ja się upieram, że nie jest tym samym dowodem. Że jeden jest rzeczywiście przedmiotem, który był przy moim mężu, a drugi jest przedmiotem, który preparowano po to, by komuś przypisać tę tożsamość".

Nie ma najmniejszego powodu, żeby nie wierzyć pani Magdalenie Mercie, ani wątpić w jej umiejętność rozpoznania rzeczy osobistych męża. A to oznacza, że istnieją dwa dowody osobiste pana Tomasza Merty, jeden wydany w Polsce, a drugi wyprodukowany w Rosji.

Powstaje pytanie, kto i po co wyprodukował dowód p. Merty w Rosji? I po co na wyprodukowanym dowodzie "naniesiono" ślady nadpalenia? Co więcej, pani Magdalena Merta przyznaje, że nie zwrócono jej wartościowych rzeczy osobistych. Czy zostały ukradzione? Czy też może byłby zbyt duży kłopot z wykonaniem duplikatów?

Podrobienie dowodu osobistego nie jest być może czynnością ogromnie skomplikowaną ? chociaż zabezpiecza się przecież takie dokumenty przed fałszerstwami , niemniej nie wykona jej zwykły śmiertelnik, zresztą: w jakim celu?

Jeśli dowód wiceministra kultury został sfałszowany to tylko przez rosyjskie służby specjalne i jedynie po to, by ukryć prawdę. Co więcej, pani Merta przyznaje, że zawiadomiono ją ostatecznie, że w przypadku jej męża nie przeprowadzano badań genetycznych, pomimo że początkowo informowano ją, że takie badania były podając sprzeczne informacje, a to że do takich badań pobrano próbkę krwi, a to że wycinek mięśnia. Po co bohaterska ??? dokonywała nalotów w celu pobrania próbek genetycznych, skoro nikt ich później do niczego nie wykorzystał? Czy też wykorzystał wskazując je właśnie jako próbki pobrane ze zwłok?

Przypomnijmy, że prokuratura wojskowa podjęła już raz decyzję o utylizacji rzeczy znalezionych przy ofiarach, i tylko determinacji rodzin zawdzięczamy, że do tego nie doszło. Po co prokuratorzy wojskowi chcieli zniszczyć dowody fałszerstwa?

Czemu to fałszerstwo odkryli po 18 miesiącach śledztwa pomimo, że jak twierdzą pełnomocnicy rodzin prokuratorzy wojskowi byli informowani o podejrzeniach rodzin już dawno?

Dlaczego decyzja o ekshumacji ciała ministra Wassermanna została podjęta po upływie 18 miesięcy, i po takim samym upływie czasu pan Seremet uzgodnił ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, że polscy śledczy otrzymają dostęp do wraku, gdzie nikt im nie będzie przeszkadzał i będą mogli nawet wykonać zdjęcia, a być może i film nakręcić?

Myślę, że wśród nas jest niewielu takich, którzy wierzą w rosyjskie śledztwo, rosyjskie badania, rosyjskie deklaracje i rosyjską gównianą prawdę, żeby trzymać się tishnerowskiej typologii prawdy.

Przy czym mnie Rosyjskie bzdety, Anodiny i Morozowy nie przerażają. To się tam zalęgło na acywilizacyjnym podłożu już dawno i żre jak robactwo aż zeżre ze szczętem i nic nie zostanie. Rosją rządzą zbrodniarze i rządzą nią nie od dzisiaj.

Mnie przeraża coś innego. Po dwudziestu latach rzekomych "reform", wychodzenia z komunizmu na rozkaz genseka Gorbaczowa znalazła się armia ludzi, którzy w tej ruskiej gównianej prawdzie rzeźbią ornamenty. Tu przyklepią, tam rozsmarują, żeby lepiej śmierdziało, tam posmakują i nam powiedzą w telewizorze, że smaczne, bo dobrze przyprawione.

Każdy, niezależnie od politycznych sympatii, kto się z bliska tej prawdzie sowieckiej przyjrzał, nie ma wątpliwości, że niczego ? podkreślę, niczego nie da się zebrać w jedną sensowną całość. Można się zabrać za dowolny element tego co się stało albo co nam mówią, że się stało 10 kwietnia 2010 roku, i każdy będzie budził wątpliwość.

Jest jasne jak wyprodukowany dowód Tomasz Merty, że cała ta akcja to jedna sowiecka produkcja, a sypie się dlatego, że zwyczajowo głupawo zrobiona. I wiedzą o tym wojskowi prokuratorzy, którzy na ekranach telewizorów wyglądami jąk rząd napalonych zielem surykatek ogłuszonych dodatkowo bambusowym kijem.

Ale do konkluzji. Otóż konkluzja jest prosta. My mamy taki zwyczaj, którego musimy się oduczyć, że wciąż oczekujemy od świata, że z racji jakichś tam naszych zasług nam pomoże. Bo świat czasami pomaga, jak na przykład wtedy, kiedy wkurzeni na swojego jełopinę w czarnych okularach beduini zamontowali na jeepach karabiny maszynowe i zaczęli się na poważnie strzelać z zawodową armią.

My tymczasem nie potrafimy nawet głośno nazwać tego koszmarnego draństwa, które naszemu, polskiemu mundurowi wyrządziła banda opłacanych przez sowieckie służby po polsku mówiących opryczników (jak mówiących to wiemy z taśm, które tu i ówdzie wyciekły). My tymczasem nie mamy dużej gazety, dużej stacji radiowej, dużej stacji telewizyjnej, które upomniałyby się o ten honor, a te które mamy, to nam zakonnik zbudował przy pomocy emerytów, na którego zresztą wylewamy pomyje, jak nam redaktorzyna nakazał.

Więc po co te wszystkie miauczenia, apele, prośby?

To nie Tusk z Komorowskim wyprowadzają nas z Europy na Białoruś albo i hen, hen, w takim tempie, że ho! ho!

Dwóch to za mało. Dwustu to za mało i dwadzieścia tysięcy to jeszcze za mało na przyzwoity europejski naród. Kiedyś, żeby choćby zacząć próbować nas skądkolwiek wyprowadzać potrzeba było tysięcy bombowców myśliwców, czołgów i ton trotylu, a i to się tak do końca nie udało, o czym musimy pamietać 1 września, bo nikt za nas tego nie będzie pamietał, a na Westerplatte pies z kulawą nogą, bo nie ma Putinu.

No chyba, że jesteśmy jak to plemię z tego dowcipu na sam koniec, albo już nie tylko prokuratorzy ale i my wszyscy wyglądamy jak surykatki na zdjęciu u góry.

No ale miał być dowcip na sam koniec: idzie sobie Europejczyk przez pole, patrzy a tam trzydzieści osiem milionów leci na łeb, na szyję. W przerażeniu wielkim. Schował się za jedyny duży głaz, który na tym polu przypadkowo stał i siedzi. A trzydzieści osiem milionów leci i krzyczy: pomocy! Zdradzili nas! Zostawili! Oszukali!

Złapał nasz podróżnik z Europy jednego, co się szczególnie biegnąc wybałuszał i pyta: przed czym wy tak uciekacie w popłochu wielkim?

"Panie Europejczyk! Myśmy wszędzie pisali w różnych językach, prosilim, żebralim, domagalim i apelowalim! I nic!"

"No dobrze, mogę się tym zająć, jak wam się taka wielka krzywda dzieje, ale w czym rzecz?"

"No idzie za nami taki wielki z kijem"

"No ale przecież was jest trzydzieści osiem milionów!"

"A wiadomo komu przypieprzy?"

To po kiego mamy składać wieńce na tym Westerplatte? No żeż bądźmy konsekwentni!


Serdeczności!

Rolex



Link: http://hekatonchejres.salon24.pl/338553,kantyczka-na-1-wrzesnia





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.