Koniec kadencji obecnego rządu obfituje w pospiesznie realizowane projekty ustaw, które jak w soczewce skupiają wszystkie niedociągnięcia koalicji i brak dobrej woli w stosunku do obywateli. Niektóre z nich są wyraźnie sprzeczne z interesem publicznym, jednak w mediach niewiele się o tym mówi. Weźmy na przykład taką ustawę o nasiennictwie?
Sejm z początkiem lipca przyjął ustawę, która otwiera nasz kraj na import modyfikowanych genetycznie zbóż. Co to oznacza dla przeciętnego pana Kazika zajmującego się uprawą i sprzedażą zbóż? Nasiona roślin GMO (genetycznie modyfikowanych) są opatentowane. Są własnością firmy, która zmodyfikowała roślinę w określony, znany sobie sposób. Pan Kazik, chcąc uprawiać GMO będzie musiał co roku uiścić opłatę licencyjną, a także podpisać stosowną umowę z tą firmą. Jeśli tego nie zrobi, nie będzie miał prawa zebrać nasion i wysiać ich za rok. Trzeba się liczyć z tym, że wysokość opłaty licencyjnej może być zmienna i zależna od aktualnej polityki marketingowej firmy. Jednym słowem, uprawa, którą prowadzić będzie nasz rolnik będzie należała do korporacji biotechnologicznej, a nie do rolnika Kazika. Pan Kazik stanie się zakładnikiem zagranicznej korporacji.
A co jeśli zdecyduje się być niezależnym i uprawiać zboża po swojemu, jak dawniej? Będzie się musiał liczyć z tym, że jego zbiory nie będą tak idealne i pozbawione mankamentów, jak zbiory jego sąsiada korzystającego z nasion genetycznie modyfikowanych. W punkcie skupu może nie otrzymać dobrej ceny za płody swojej ziemi. W tym przypadku może zadziałać ten sam mechanizm, który obserwowany jest na targach warzywnych ? klient kupuje śliczne jabłka, a omija szerokim łukiem te z dziurą po robaku i nie myśli o tym, że te nieskazitelnej urody są takie dzięki pestycydom, których użył producent. Siłą rzeczy, duża konkurencja na rynku może stłamsić ekonomicznie te uprawy i tych rolników, którzy nie chcą zrezygnować z tradycyjnych metod upraw. Również naszego tradycjonalistę ? pana Kazika. Poza tym, jeśli uprawa metodą tradycyjną i uprawa GMO sąsiadują ze sobą, a pyłek roślin GMO przeniesie się na te pola, które miały być wolne od GMO, właściciel uprawy tradycyjnej jest zmuszony uiścić opłatę licencyjną. Brzmi to absurdalnie ale taka jest prawda.
Ustawa o nasiennictwie niesie również inne zagrożenia. Do niedawna jednym z atutów polskiego rolnictwa była różnorodność genetyczna wysiewanych roślin. Jeśli pojawiał się nowy szkodnik niszczący daną uprawę np. kukurydzy, inne odmiany kukurydzy miały szanse przetrwać. Jeśli natomiast uprawiać się będzie jedną taką samą odmianę GMO, szkodnik zniszczy wszystko. Poza tym, w zaburzonym genetycznie ekosystemie, drastycznie zmniejsza się populacja pszczół. A bez nich nie będzie warzyw i owoców.
Wejście w życie ustawy umożliwiającej rejestrację nasion genetycznie modyfikowanych nie jest bez znaczenia dla przeciętnego polskiego konsumenta. Większość naukowców sprzeciwia się spożywaniu żywności GMO. Badania światowych instytutów naukowych zajmujących się wpływem żywności genetycznie modyfikowanej na ssaki, wskazują na to, że żywność GMO powoduje spadek odporności, spadek płodności, zmniejszenia masy ciała, wyższą śmiertelność oraz zaburzenia wzrostu.
Przeciwko żywności modyfikowanej genetycznie protestują na całym świecie środowiska ekologów, ale także osoby znane z mediów. "Wierzę, że epidemia nowotworów jest ściśle związana z tym, co jemy! A w Ameryce zaczyna się o tym coraz głośniej mówić! Ratujmy naszą szansę na długowieczność. STOP GMO!!!!!" ? ostrzega znana restauratorka Magda Gessler.
Przed wpuszczeniem na swoje rynki transgenicznych odmian roślin bronią się za wszelką cenę organizacje rolnicze i politycy partii ludowych zachodniej Europy. 9 krajów Unii Europejskiej wprowadziło zakazy upraw GMO chroniąc swoje rolnictwo i swoich obywateli... A w Polsce? Spójrzmy na wyniki głosowania nad kontrowersyjną ustawą:
Platforma Obywatelska: ZA- 190, PRZECIW- 0
Polskie Stronnictwo Ludowe: ZA- 29, PRZECIW- 0
Prawo i Sprawiedliwość: ZA- 0, PRZECIW- 140
Sojusz Lewicy Demokratycznej: ZA- 2, PRZECIW- 33
Pozostaje zadać pytanie ? czyje interesy tak ochoczo reprezentuje koalicja PO-PSL? Na pewno nie polskich rolników i na pewno też nie polskich konsumentów.