Prof. Andrzej Nowak: Cud nad Wisłą
data:16 sierpnia 2011     Redaktor: Barbara Chojnacka

Z  okazji rocznicy Cudu nad Wisłą przypominamy poniżej artykuł prof.  Andrzeja Nowaka "Dziedzictwo roku 1920" opublikowany w Naszym Dzienniku z  dn. 13-15.08.2011.

Jerzy Kossak, Cud nad Wisłą; net
Od redakcji Solidarni2010:  Z racji niezwykłej wagi tego tekstu i liczącego się w nim każdego słowa  Autora pozwalamy sobie wyjątkowo na przedruk całości artykułu. Liczymy  na życzliwość Pana prof. Andrzeja Nowaka ? gościa miniwykładu pod  namiotem w dn. 28.06.br.- oraz zaprzyjaźnionej Redakcji Naszego  Dziennika.
 

 
Dziedzictwo roku 1920
 

 
Wojna sowiecko-polska  zaczęła się już na początku 1919 roku. Oddziały Armii Czerwonej szły na  zachód. W połowie lutego zatrzymał je opór polskich formacji wojskowych  na ziemi białoruskiej, pod Berezą Kartuską. Walka miała trwać kolejnych  20 miesięcy.
 
O co walczyła Armia  Czerwona? O zwycięstwo rewolucji komunistycznej w Europie. Biuro  Polityczne partii bolszewickiej (Włodzimierz Lenin, Lew Trocki, Lew  Kamieniew, Józef Stalin) widziało jedną drogę do tego celu: drogę na  Berlin, połączenie sił komunizmu sowieckiego w Rosji z potęgą  niemieckiego proletariatu i przemysłu. Ta droga nieuchronnie prowadziła,  jak to ujął już w listopadzie 1918 r. Stalin, przez "polskie  przepierzenie". Armia Czerwona miała je przebić żelazną pięścią, by  dojść do Berlina.
 
O co walczyło Wojsko  Polskie? O utrwalenie odzyskanej po wieku rozbiorów niepodległości i o  granice. Ale granice czego? Czy tylko o granice Polski? Czy czegoś  więcej w rezultacie? Granice ideologicznej pychy komunizmu? Granice  wolności mniejszych, położonych między Rosją a Niemcami, narodów?  Granice Europy? Jakiej Europy?
 

 
Rozbić imperialne więzienie
 
Odpowiedź na te pytania  stała się najbardziej dramatyczna wiosną i latem 1920 roku. Wojna  sowiecko-polska weszła wtedy w decydującą fazę. Armia Czerwona szykowała  od stycznia potężne uderzenie, które miało w maju rozbić Wojsko Polskie  na froncie białoruskim. Naczelnik państwa Józef Piłsudski chciał  uprzedzić to uderzenie i podjąć próbę realizacji najambitniejszego  zadania. Pragnął utrwalić niepodległość Polski poprzez ostateczne  rozbicie imperialnego więzienia narodów na wschód od niej. Uzyskanie  niepodległości przez Ukrainę miało zabezpieczyć nie tylko Polskę, ale  także pozwolić na wolny rozwój mniejszych narodów - od Kaukazu do  Bałtyku.
 
Tego celu nie udało się  jednak w pełni osiągnąć. Żywioł niepodległościowy na Ukrainie okazał się  zbyt słaby, a i siły Polski niewystarczające do prowadzenia samotnej  walki o przyszłość całej Europy Wschodniej nie tylko przeciw Rosji  Sowieckiej, ale także wbrew stanowisku głównych mocarstw zachodnich  (Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych), które przyzwyczaiły  się widzieć na tym obszarze tylko jeden czynnik siły: Rosję.
 
Wielka Brytania w  szczególności chciała się wówczas porozumieć z Moskwą, nawet z  "czerwoną" Moskwą jako jedynym na wschód od Niemiec istotnym partnerem w  układaniu nowego ładu Europy po wielkiej wojnie. Brytyjski premier  David Lloyd George dążył od kwietnia 1920 roku do bezpośredniego  porozumienia z Leninem jako rzeczywistym gospodarzem nie tylko Rosji,  ale także patronem owego nowego ładu w Europie Wschodniej. Polska  niepodległa polityka, uwzględniająca istnienie innych, mniejszych państw  na tym obszarze, a także zwracająca uwagę na ideologiczny charakter  sowieckiego niebezpieczeństwa dla całej Europy - była w tej perspektywie  także tylko przeszkodą.
 

 
Na Zachód marsz
 
Lenin wysłał do Londynu  Lwa Kamieniewa, członka Politbiura, by podtrzymał iluzję pokojowego  porozumienia państwa sowieckiego z Zachodem (za cenę oddania pod  kontrolę Moskwy całej Europy Wschodniej). Jednak w miarę odzyskiwania  militarnej inicjatywy w wojnie z Polską i postępów Armii Czerwonej na  zachód korciło go rzucenie rękawicy całemu systemowi wersalskiemu w  Europie. Front Zachodni Michaiła Tuchaczewskiego miał ruszyć "przez  trupa białej Polski" na Berlin. Nie tylko Polska miała być  zsowietyzowana. Skalę ambicji bolszewickiego kierownictwa latem 1920  roku oddaje najpełniej wymiana depesz między Leninem a Stalinem (który  bezpośrednio nadzorował wówczas natarcie Armii Czerwonej na Lwów). 23  lipca Lenin pisał do Stalina: "Uważam, że należałoby w tej chwili  pobudzić rewolucję we Włoszech. Uważam osobiście, że należy w tym celu  sowietyzować Węgry, a być może także Czechy i Rumunię". Stalin, który  obiecywał w ciągu tygodnia zająć Lwów, następnego dnia odpowiadał:  "Teraz, kiedy mamy Komintern, pokonaną Polskę i mniej czy bardziej  przyzwoitą Armię Czerwoną (...) byłoby grzechem nie pobudzić rewolucji  we Włoszech. (...) Należy postawić kwestię organizacji powstania we  Włoszech i w takich jeszcze nieokrzepłych państwach, jak Węgry, Czechy  (Rumunię przyjdzie rozbić). (...) Najkrócej mówiąc: trzeba podnieść  kotwicę i puścić się w drogę, póki imperializm nie zdążył jako tako  podreperować swojej rozwalającej się fury".
 
Stalin, zanim ruszył pod  Lwów, zdążył już zająć się opracowaniem teoretyczno-ustrojowych  rozwiązań, aby poszerzyć sowieckie imperium. We wcześniejszym liście do  Lenina zwracał uwagę, że przyszłe sowieckie Niemcy, sowiecka Polska,  Węgry czy Finlandia nie powinny być od razu przyłączone do sowieckiej  Rosji na takiej samej federacyjnej zasadzie jak Baszkiria czy Ukraina,  ale zasługują na wprowadzenie dla nich zasady konfederacji, czasowo  honorującej tradycje ich odrębności państwowej. Trocki z kolei nalegał  17 lipca na zwiększoną agitację wśród polskich robotników i chłopów w  celu zaszczepiania w ich świadomości nowych bohaterów narodowych,  których dotąd nie znali: "towarzyszy Dzierżyńskiego, Marchlewskiego,  Radka, Unszlichta i in.". Oni mieli zastąpić Piłsudskiego, Dmowskiego,  Witosa czy Paderewskiego w nowej Polsce.
 

 
Dobić Polskę
 
W Moskwie trwał II kongres  III Międzynarodówki Komunistycznej. Delegaci z entuzjazmem patrzyli na  wielką mapę, na której codziennie przesuwały się na zachód czerwone  chorągiewki. Izaak Babel, wielki pisarz, a w lecie 1920 roku politruk  towarzyszący 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego w wielkim rajdzie na  Polskę, tak zapisywał na gorąco swoje wrażenia z tego momentu:  "Moskiewskie gazety z 29 lipca. Otwarcie II kongresu Kominternu,  nareszcie urzeczywistnia się jedność ludów, wszystko jasne: są dwa  światy i wojna jest wypowiedziana. Będziemy wojować w nieskończoność.  Rosja rzuciła wyzwanie. Ruszamy w głąb Europy, aby zdobyć świat.  Czerwona Armia stała się czynnikiem o znaczeniu światowym". Podniecony  otwierającymi się perspektywami Lenin jeszcze 12 sierpnia nawoływał ze  zniecierpliwieniem na posiedzeniu Politbiura: "Z politycznego punktu  widzenia jest arcyważne, aby dobić Polskę".
 
Polska jednak dobić się  nie dała. Rozczarowanie Lenina było wielkie. Zderzenie z siłą  ugruntowanego w zdecydowanej większości społeczeństwa dojrzałego  patriotyzmu było dla bolszewików zjawiskiem nowym. Próba sowietyzacji  Polski rozbiła się o to, co Richard Pipes nazwał europejskim  nacjonalizmem, a co tak korzystnie odróżniało sytuację Polski od anomii  społecznej, na której bolszewicy zbudowali swój sukces w Rosji, na  Ukrainie czy na Białorusi. "Przeklęta, ciemna Polska" - jak pisał 4  września Kliment Woroszyłow, towarzysz Stalina z walk pod Lwowem -  wykazała "szowinizm i tępą nienawiść do "ruskich"." Nie było już mowy -  przez następnych 20 lat - o sowieckiej Czechosłowacji, Węgrzech,  Rumunii, w mocy pozostały traktaty pokojowe bolszewików z  "burżuazyjnymi" rządami małych republik bałtyckich. Lenin zweryfikował  stanowczo całość swojej strategii: pomoc "moralna" i materialna dla  sprawy rewolucji w państwach imperialistycznych miała być utrzymana, a  nawet zintensyfikowana, w szczególności na terenie kolonii, natomiast  wykluczone zostało na długie lata bezpośrednie angażowanie militarne  państwa sowieckiego w eksporcie rewolucji: w każdym razie na terenie  Europy. System wersalski został na 20 lat ocalony w Bitwie Warszawskiej,  a później niemeńskiej. Wraz z nim ocalała szansa niepodległego rozwoju  Europy Środkowo-Wschodniej. Przynajmniej jej części i przynajmniej na  pewien czas.
 
Cena nie była mała. Blisko  sto tysięcy poległych i zmarłych w tej wojnie: żołnierzy, młodych  ochotników, których symbolem stali się akademicy warszawscy walczący pod  Radzyminem pod duchowym przywództwem księdza Ignacego Skorupki,  akademicy lwowscy z polskich Termopil - Zadwórnej, ochotniczki broniące  bohatersko Płocka i Włocławka. Polscy jeńcy, którzy nigdy nie wrócili z  sowieckiej niewoli. Wykazujący się najwyższym poświęceniem młodzi  członkowie POW (Polskiej Organizacji Wojskowej), którzy zbierali  informacje wywiadowcze na zapleczu sowieckiego frontu.
 

 
W cieniu czerwonej gwiazdy
 
Racje w tej wojnie nie  były podzielone. Na pewno nie w lipcu i sierpniu 1920 roku. Agresywny,  totalitarny imperializm sowiecki niósł przemoc fizyczną i cywilizacyjną.  Narzucał siłą zmianę tożsamości swoim nowym poddanym. Mieli stać się  wyznawcami komunistycznej ideologii, opartej w swym rdzeniu na klasowej  nienawiści, na stałym resentymencie wobec tych, którym powodzi się  lepiej, wobec tych, którzy wierzą w coś większego niż partia. Rację  mieli tylko ci, którzy bronili Ossowa, bronili Polski, bronili Europy,  bronili Boga. Nie ci, którzy chcieli przygnieść Ossów, Polskę, Europę i  Boga ciężarem czerwonej gwiazdy.
 
I o tej racji, racji  polskiej z sierpnia 1920 roku, nie wolno nam zapomnieć. Nie wolno nam  zapomnieć, jeśli mamy pozostać Polakami, a także jeśli Europa ma  zachować rdzeń swej duchowej tożsamości: tej, w której centrum jest  wolność i chrześcijaństwo.
 
W maju 1920 roku, kiedy  żołnierz polski zmagał się z Armią Czerwoną o przyszłość Europy  Wschodniej, w Wadowicach, w rodzinie urzędnika wojskowego, urodził się  Karol Wojtyła. Wyobraźmy sobie, że Polska poddaje się dyktatowi Lenina w  sierpniu 1920 roku. Że powstaje nowa, skrojona według projektu Stalina,  polska republika sowiecka. Czy młody Karol mógłby usłyszeć o Bogu?  Mógłby stać się Polakiem? Te pytania dotyczą całego pokolenia -  najwspanialszego bodaj w XX wieku pokolenia Polaków: urodzonych i  wychowanych w wolnej Ojczyźnie.
 
Te pytania dotyczą także nas, dzieci i wnuków tego pokolenia.
 
Owe pytania, pytania o  pamięć roku 1920, przekształcają się dziś w pytania jeszcze  poważniejsze: czy chcemy nadal być Polakami, czy chcemy walczyć (walczyć  naszą pracą, naszą odwagą dawania świadectwa swojej tożsamości) o  Polskę i Europę wierną swym najlepszym duchowym tradycjom? Czy chcemy  Polski niepodległej, gotowej wspierać wolność mniejszych narodów naszej  części kontynentu, czy godzimy się z rolą pionków, ustawianych na  geopolitycznej mapie przez mocarstwa lekceważące mniejszych i słabszych i  narzucające im bezwzględnie dyktat swoich ideologicznych preferencji?
 
Andrzej Nowak
 
źródło: http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110813&typ=my&id=my05.txt
 
________________________________________
 
 
 
Od redakcji: Jako niezwykłe postscriptum do myśli zawartej w puencie artykułu pozwalamy sobie zamieścić otrzymany list.
 

Szanowna Pani!

...To nie moherowy  berecik ? cynia wyrosła  niespodziewanie wśród innych kolorowych, ale  jednobarwnych cynii na naszej działce k/Siekierek, wprawiając wszystkich  w zdumienie.

Cynia w polskich barwach - wyrosła na polskiej ziemi, samorzutnie, z polskiej myśli?. Jedna, jedyna! Jak znak szczególny!

Pomiędzy Powstaniem Warszawskim 1944  a  Bitwą Warszawską 1920!

Pozdrawiam

Ewa O.

dsc01959_640_550
Foto: EO

____________________________
Od redakcji 2:

Po ukazaniu się na stronie artykułu prof. Andrzeja Nowaka "Dziedzictwo roku 1920" otrzymaliśmy niżej prezentowane zdjęcie i  list.

cudnadwisla-st.zawadzki_550_01
Obraz  Stanisława Zawadzkiego "Bitwa polsko-bolszewicka 1920 r. Cud nad Wisłą"

Za  ten obraz nasz Dziadek dostał II nagrodę m.st. Warszawy w 1928 roku.  Niestety rodzina dysponuje tylko czarno-białą reprodukcją i - także  niestety - nieznane są losy tego obrazu, mimo długotrwałych poszukiwań.  Może ktoś z Internautów ma wiedzę na ten temat?






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.