"Na pozór to nieprawdopodobne, by wciąż w Polsce mogło dojść na komisariacie do brutalnego pobicia przez policjanta kompletnie niewinnego człowieka. By traktowano go gazem pieprzowym, duszono, rozbierano do naga, by upokorzyć" ? pisze portal "wPolityce".
Bohater artykułu spędzał czas w klubie "Cud nad Wisłą" w Warszawie. "Około północy zauważył młodego mężczyznę biegnącego w kierunku rzeki, krzyczącego, wskazującego na wodę i wskakującego do Wisły. Pan Paweł zorientował się, że ktoś tonie, pobiegł więc na pomoc. Wyciągnął mężczyznę z wody. Okazało się, że chciał uratować brata. Nie zdążył."
Po pół godzinie pojawiła się policja. Funkcjonariusz zaczął przesłuchiwać wyciągniętego z wody mężczyznę. Człowiek ten był w wielkim w szoku i miał problemy z dokładnym wysłowieniem się. Chciał tylko, żeby szybko zawieźć go do matki. Policjant jednak powiedział, że zostanie przewieziony na komisariat. (?)był bardzo agresywny ?mówi pan Paweł .Gdy chwycił tego chłopaka za ramię i próbował na siłę wepchnąć go do radiowozu, odtrąciłem ramię policjanta. Natychmiast prysnął mi w twarz gazem pieprzowym. Chciałem uciec z tego miejsca, by nie spotkało mnie nic gorszego, ale zostałem obezwładniony. Kolejny z funkcjonariuszy nie próbując mnie w jakikolwiek inny sposób zatrzymać, podstawił mi nogę. Podbiegło kilku policjantów. Każdy z nich od razu pozwolił sobie na kopnięcie mnie. NR (ten pierwszy policjant ? przyp. AS) po ok. 3 minutach podszedł do mnie, gdy leżałem na ziemi i też dał mi solidnego kopniaka. Kopano mnie w korpus, w klatkę piersiową. Siniaki zostały. Te obrażenia potwierdziła obdukcja, której poddałem się w niedzielę wieczorem.
Nasz bohater był zamknięty w radiowozie przez 2 godziny. Przez pewien czas razem z mężczyzną, którego wyciągnął z wody. Nikt nie poszukiwał topielca. Po jakimś czasie pan Paweł zaczął się dusić.
Na chwilę otworzono drzwi, ale szybko je zamknięto. Dalej jednak się dusiłem, krzyczałem więc, by chociaż otworzono szybę. Jeden z policjantów otworzył ponownie drzwi, ale tylko po to, by po raz kolejny zaatakować mnie gazem i je zamknąć. Wówczas, w ciasnej klatce wypełnionej gazem pieprzowym, wpadłem w panikę i nie mogąc liczyć na policjantów, kopnąłem bosą stopą w szybę radiowozu, która od razu się stłukła. I znowu dostałem gazem.
Kolejna "przygoda" bohatera miała miejsce w? izbie wytrzeźwień, gdzie stwierdzono, że nie jest pijany. Najgorsze jednak wciąż było przed nim. Około 5 rano w niedzielny poranek bohater trafił na komisariat przy ul. Wilczej.
Od razu po wejściu do komisariatu, jeszcze na schodach dostałem pierwsze ciosy. Zaprowadzono mnie do jakiegoś nieużywanego chyba pomieszczenia ? łazienki czy magazynu. Tam regularnie mnie bito. NR postanowił nauczyć młodszego kolegę, jak postępuje się z tymi, którzy znieważają policję. Wymierzył mi trzy ciosy, później do tego samego namawiał kolegę mówiąc: "on cię obraził, pokaż mu teraz". Dostałem około sześciu mocnych ciosów z otwartej dłoni i kilka kopnięć kolanem. Później nastąpiło coś, co policja formalnie ma prawo zrobić, czyli kazano mi rozebrać się do naga. To sprawiło im największą satysfakcję.
Później pan Paweł trafił na tzw. dołek, gdzie najpierw starano się go wszelkimi sposobami sprowokować. Następnie do pomieszczenia weszło dwóch funkcjonariuszy.
Postanowiłem w żaden sposób nie przejawiać agresji, a co najwyżej stosować bierny opór. Chwyciłem się ławki, bo nie chciałem być kolejny raz pobity. Trzymałem się wyjątkowo mocno, bo nie mogli mnie oderwać. Stosowali więc coraz brutalniejsze metody. Jeden z nich chwycił mnie jedną ręką za gardło i zaczął ściskać. Ciągnięto mnie za uszy ? mam "na pamiątkę" siniaki na uszach. W końcu NR odsunął się na kilka kroków i wyciągnął pistolet. Wtedy puściłem się ławki. NR chwycił mnie od tyłu za szyję i zaczął solidnie dusić. Zacząłem tracić przytomność, więc się poddałem.
EPILOG:
Panu Pawłowi postawiono 3 zarzuty:
1) czynna napaść na policjanta (za strącenie ręki z ramienia uratowanego mężczyzny, co spowodowało całą tragiczną serię zdarzeń)
2) obraza policjanta
3) zniszczenie mienia (czyli szyby w samochodzie policyjnym) o wartości ok. 2 tysięcy złotych.
AlicjaS
źródło:wPolityce