Zwyczajna rozpacz? Ślady Powstania Warszawskiego w literaturze i fotografii
data:06 sierpnia 2011     Redaktor:

Powstanie Warszawskie ? 63 dni krwawych i bohaterskich walk. 18 tysięcy zabitych i 25 tysięcy rannych żołnierzy oraz od 120 do 200 tysięcy ofiar spośród ludności cywilnej. Wśród zabitych głównie młodzież, w tym ogromna większość warszawskiej inteligencji... Jeśli weźmiemy pod uwagę wcześniejsze zniszczenia Warszawy poczynając od 1939 roku, powstanie w getcie warszawskim i Powstanie Warszawskie ? po klęsce tego ostatniego w gruzach leżało... 85 procent zabudowy miejskiej! Tak tragiczne dzieje Powstania Warszawskiego domagały się nie tylko dokumentacji, opartego na faktach surowego rozrachunku historycznego, ale także ich odzwierciedlenia i oceny w sztuce.

zbiory Muzeum Powstania Warszawskiego, MPW-IN/212

Najbardziej znanym dziełem literackim opowiadającym o Powstaniu jest "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego" Mirona Białoszewskiego. Powieść ta jest pisana z perspektywy czasu i z punktu widzenia cywila, jest rejestrem obserwacji i odczuć bohatera patrzącego na walczącą stolicę. Białoszewski nie relacjonuje tutaj wiedzy o faktach ani swoich poglądów czy komentarzy, ale stara się dać najwierniejszy wyraz pamięci. Co ważne, pisze pamiętnik dopiero 20 lat po powstaniu, bo (jak sam przyznaje) zupełnie nie wiedział jak ma opowiedzieć o tak wstrząsających dla niego przeżyciach. Szukał jakiegoś kryterium szczerości i znalazł go z "antyliterackiej", jak mówi, formie "gadania". "Gadanie" o wojnie przywraca jej wymiar "zwyczajności". Wojny nie traktuje Białoszewski w kategoriach wielkich cnót militarnych, bohaterstwa, poświęcenia, jakiejś wielkiej, męskiej przygody, genialnych posunięć strategicznych, sprawiedliwej zemsty na wrogu, odparcia najeźdźcy. Przedstawia za to codzienną egzystencję ludzi ukrywających się w piwnicach, kanałach, którzy zdobywają pożywienie i próbują przystosować się do życia w ciągłym zagrożeniu i chaosie. Niepodobna wyliczyć wszystkich męczeństw tej ludności ? "Pamiętnik" przeważnie się z nich składa. Według Białoszewskiego ludność powstańcza wdała się w swoją grę o jedną tylko stawkę: o życie. Jak przechytrzyć czekające zewsząd nieszczęśliwe wypadki? Nie ma żadnego schowka, ani chwili odetchnienia. Za każdym rogiem czeka śmierć, a ludzkim życiem rządzi przypadek. W tym świecie zagłady szlochające dziecko uspokaja się słowami: "Nie płacz, i tak nie będziesz żyła". Życie cywilne waha się między najmniejszą drobiną spokoju, bezruchu i ładu, a nieprzerwanym zagrożeniem przez chaos i śmierć, które rodzą nieustanną potrzebę zmiany miejsca ( "Zaczął się za to niepokój na temat, gdzie przebywać. W ogóle. U wszystkich. My też. Zaczęliśmy mieć potrzebę zmiany miejsca. Na razie małej. Potem to urosło." )

W "Pamiętniku" wiele jest wyraźnych prób oswojenia grozy wojennej przez humor, jak choćby w takim fragmencie: "Zabiera się Roman do jedzenia. A tu <krowa> -u-u!u-u!- i sypie się do sufitu. Prosto w zupę. Roman odgarnia łychą, co się da. Drobniejsze sufitowe zjada. Drugi raz też tak chyba było. [...] Sufit spadał chyba codziennie. Plastrami. Plasterkami. I do zup. I na głowę. A miało so spadać, bo to była gorsza z wierzchu, ale w środku też secesja. A raczej ten piąty-szósty klasycyzm warszawski. I siutki. Rozety. Girlandy. Co najmniej gzymsy". Oswaja się także inne sytuacje ? te związane ze śmiercią, często bliskich osób: "Było wiadro, taka wielka blaszanka, na głowy, ręce i nogi. Ale nie bardzo dało się rozpoznać, które czyje. Pamiętam te: -Czy to noga Zdzisia? A może Ryśka? I wrzucanie do blaszanki po karbidzie. Nie dziwcie się. To wtedy była rzecz zwyczajna". To wszystko powoduje deheroizację wojny, grozy i zagłady. Ludzie ci musieli co dzień na nowo przyzwyczajać się do sytuacji, w jakiej przyszło im być i nie mieli innego wyjścia, jak tylko wszelkimi sposobami przystosować się do niej.

Znakomitą dokumentację Powstania Warszawskiego stanowią fotografie należące do zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego, a ich liczba jest imponująca (ponad 5000 zdjęć). Gdyby chcieć nazwać jednym słowem rolę, jaką spełniają te zdjęcia, można by, podobnie jak w odniesieniu do "Pamiętnika..." Białoszewskiego, użyć określenia: opisywanie "mikrohistorii". Mikrohistoria składa się z drobin prawdziwego życia, nie sfałszowanego przez idee, mity, stereotypy, interpretacje historii. Widzimy tu powstanie już nie jako abstrakcyjne pojęcie, daty historyczne, czy nazwiska dowódców z podręcznika do historii, ale jako konkretne wydarzenia ? ważne i mniej ważne ? zatrzymane w kadrze. W zbiorach muzeum wiele jest zdjęć powstańców z bronią w ręku, fotografii miejsc strategicznych dla przebiegu powstania, konkretnych działań powstańczych, grobów, zdjęć pokazujących tragedię ludności cywilnej, miasta obróconego w pył. Jednak warto także skupić się na zdjęciach, które na pozór nie są niezwykłe, ale dla mnie są wyjątkowe, bo pokazują powstanie, jakiego nie znamy. Ludność Warszawy, o czym pisałam wcześniej, starała się za wszelką cenę oswoić ciężką dla niej sytuację. Życie w walczącej Warszawie toczyło się w miarę normalnie ? rozbawione i beztroskie niemowlę podczas kąpieli, kobiety rozmawiające i zajmujące się dzieckiem, teatrzyk kukiełkowy dla dzieci? Dzieci często pojawiają się na zdjęciach z powstania, często też w bardzo poważnych i odpowiedzialnych, jak na swój wiek, rolach. Na jednym z takich "obrazków" ulicą przechadza się mały powstaniec w za dużym hełmie. Z naszej perspektywy jest to szokujące, ale w powstaniu walczyło wiele dzieci ?

najmłodszy powstaniec, który zginął podczas walk miał zaledwie 12 lat... Sanitariuszka, która uśmiecha się do nas z innego zdjęcia ma pewnie nie więcej lat niż on. To, co najbardziej porusza w niektórych fotografiach, to zwyczajność pewnych sytuacji i zwyczajność tych ludzi, a przede wszystkim ich twarze ? uśmiechnięte, pełne życia, lub zatroskania. Kiedy na nie patrzę, zastanawiam się ile z tych osób zginęło, ile przeżyło powstanie, jak potoczyły się ich dalsze losy...

Na tym jednak chciałabym zakończyć opowieść o uczestnikach powstania, aczkolwiek należy im się zapewne więcej słów pamięci. Warto jednak poświęcić odrobinę miejsca samemu miastu, opisać "śmierć miasta". Białoszewski w swym "Pamiętniku" poświęca mu wiele uwagi. W niszczejącej z godziny na godzinę Warszawie wszystkie przedmioty znajdują się w procesie bezustannego zniszczenia: "Rozłupane kamienice. Nadbudówki. Po ileś pięter. Rozłupane na piony. W ukosy. Puste. W wióry. W wisiory. Z wapna, trzcin, desek, cegieł. Strasznie dużo tego. Z tego była cała Warszawa. Prawie. Te pięciopiętrowe też: trzcina, wapno, cegła, dechy. Czyli drzazgi.[...] W ogóle ? Warszawa zdradzała się ze wszystkich swoich sekretów. Już się zdradziła ? nie ma co ukrywać. Już się sypnęła. Wkopała. I te sto lat wkopała. I te dwieście. I te trzysta. I te więcej. Wszystko się wydało. Od góry do dołu. Od Książat Mazowieckich. Do nas. I z powrotem. Staś, Sobieski, Sasy, Wazy. Wazy, Sobieski, Staś, Fukier. Sobiescy, Marysieńka, Sakramentki". Ten mistrzowski fragment prozy jest uderzający... Zniszczenie obnaża wypatroszenie i wymieszanie się tego, na co składa się miasto. Białoszewski ma do tego swojego miasta osobisty stosunek, zapisuje najdrobniejsze przejawy jego agonii tak, jakby zapisywał śmierć najbliższej osoby. "Dużo tu może mówię o tych zabytkach. Ale były ważne. Bo z nami ginęły" mówi Białoszewski, a w innym miejscu opowiada: Tak chciałem. A tak przeoczyłem. To nie aż takie ważne. Niby. Ale dla mnie... I Pałacu Radziwiłłowskiego. Ważne. I dla tego muru. Z ogrodem". W opowieściach Białoszewskiego o powstaniu ważny jest każdy mur, brama, gzyms, które, tak samo jak ludzie tam żyjący, stanowią one żywą tkankę miasta. Bohaterowie chodzą do Katedry po to, by ją odwiedzić, zobaczyć się z nią, tak, jak odwiedzamy przyjaciela, o którego się martwimy. Opisując śmierć Warszawy Białoszewski osiąga wyżyny arcydzieła. Widzimy tu straszliwy lament nad trupem miasta. "Na Jasnej było chyba najgorzej. Szliśmy po potwornych zwaliskach. [...] I Swen zaczął nagle płakać. Na cały głos. Na całą ulicę. To mnie do reszty rozłożyło. I tak zresztą ryczałem. Tyle, że może ciszej. Żadnego miasta na świecie nie spotkał taki los jak Warszawy, choć wiele było miast zburzonych, zrównanych z ziemią. Białoszewski w swym "Pamiętniku" mówi o Warszawie, że szło się "między prawe i lewe zburzenie". Słowa Białoszewskiego kojarzą mi się z obrazem, który utkwił mi głowie i jest dla mnie bardzo wymowny. Mówię tu o scenie z filmu Romana Polańskiego "Pianista". Widzimy na nim jak Władysław Szpilman, grany przez Adriena Brody?ego, po wyjściu z kryjówki, gdzie ukrywał się przez całe powstanie, przemierza, lekko jeszcze skulony i przestraszony, jakąś, nieistniejącą, już ulicę Warszawy. Widok jest porażający ? człowiek wydaje się mały i bezradny w zestawieniu ze zgliszczami miasta, z tym ogromem zniszczenia. Obraz niewyobrażalnej klęski ciążył nad całym dzieciństwem, nad całą młodością, ale i nad dojrzałością pokolenia świadków powstania.

Umarłej Warszawie poświęcił swój wiersz Kazimierz Wierzyński i poprzez ten właśnie obraz opisał klęskę powstania. Jest to wstrząsający i wzruszający wiersz zatytułowany "A więc stało się". Tytuł wskazuje na nieodwracalność tego, co się wydarzyło i pogodzenie się z tym. Miasto jest obrócone w pył, "gruzy tylko i klęska". Gdzieś, spod głębi ziemi słychać "skowyt nieczłowieczy". Czy jest to przywołanie obrazu cierpień ludzi umierających w zgliszczach miasta, czy też to Warszawa wydając ostatnie tchnienie wydała z siebie ten skowyt? A może jest to dźwięk całej rozpaczy, jaka przelała się przez to miasto i poeta ma na myśli i ludzi, i miasto? Poeta pisze ten wiersz z USA, więc nie może widzieć tego na własne oczy, ale przeżywa los postania tak samo mocno, jak jego uczestnicy i naoczni świadkowie. Prosi " zamknijcie jej kamienne na czole powieki"? tak jak zamyka się oczy bliskiemu człowiekowi, który przed chwilą umarł. W tym geście jest szacunek i czułość. Warszawa w wierszu jest już tylko widmem i jako duch przelatuje nad sobą samą umarłą, "nad ziemią podłości". "Wychodzi nad ciemność i wachty roztrąca", "mija granice, armie, moc wszelką przerasta"? poeta tymi słowami daje wiarę w pośmiertne, duchowe życie stolicy-serca Polski, w której rozegrało się krwawe powstanie. To nic, że zakończyło się klęską ? samo powstanie było zwycięstwem, bo pokazało polską dumę i honor. Warszawa w wierszu "umiera pokonana", ale "umiera zwycięska" i dla poety te słowa się nie wykluczają.

Istnieją różne obrazy Powstania Warszawskiego, a także różne jego interpretacje. Można się spierać czy decyzja o powstaniu była słuszna, czy nie. Przez lata wielokrotnie ją krytykowano jako kolejny romantyczny zryw, zbyt kosztowny, nieprzemyślany, emocjonalny. Jednak żadna krytyka nie przyćmi bohaterstwa i męczeństwa młodzieży polskiej, która walczyła i ginęła w obronie swojego miasta. Jeśli ktoś wątpi w sensowność Powstania Warszawskiego, wystarczy spojrzeć na zdjęcia znajdujące się w archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego ? na uśmiechnięte, pełne wiary twarze młodych powstańców. JEŚLI ONI WIERZYLI W SENS SWOJEGO POŚWIĘCENIA, TO JA TEŻ WIERZĘ, ŻE MIAŁO SENS ?

Autor: Elan






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.