BOHATEROWIE CZY? PUCHATKI?
data:03 sierpnia 2011     Redaktor: AlicjaS

Ten piękny felieton drukujemy za uprzejmą zgodą brata Tadeusza Rucińskiego

mb

Jeśli życie nie jest sielanką, a wiara

i religia nie są poduszką i usypianką, to

wychowanie musi mocno uwzględniać

cnotę heroizmu, bez którego człowiek

może być tylko albo bydlęciem, albo

bestią. Tego heroizmu uczyły kiedyś

baśnie, ale te chyba ostatnio wychodzą

z mody i wychowania?

 

Nie wiem, ile zawdzięczam całemu tłumowi czy korowodowi bohaterów książek, które bardziej od innych przeżywałem od dziecka. Nie pamiętam może już ich fabuł, autorów, szczegółów, ale zostały w świadomości sylwetki bohaterów - bardziej czy mniej rzeczywiste, lecz wiele znaczące. To byli naprawdę bohaterowie: Sindbad, Sokole Oko, Nemeczek, Guliwer, Gerda, Hobbit, Wierny Jan, Mały Książę, Pinokio, Wołodyjowski, Smuga, Staś Tarkowski... Trudno było jakoś wobec nich tchórzyć, zdradzać, łgać, chować się za innych. I dziwnie smutno mi się zrobiło, gdy zapytałem teraz kilkunastoletnich chłopców, jakich bohaterów podziwiają, to kilku z nich powiedziało, że oni nie chcą mieć takich bohaterów, bo są pacyfistami... Niektórym imponowali czarodzieje typu Harry Potter, a dwóch z nich za ideał bohatera literackiego uważało... Kubusia Puchatka. I poczuli się dotknięci, gdy roześmiałem się z "bohaterstwa" misia o bardzo małym rozumku, myślącego tylko brzuszkiem o słodkim conieco. A przecież tamte wspomniane wyżej baśnie czy opowieści opisywały zwykle trudne wędrówki tych, co walczyli ze smokami... swoich lęków, uwalniali serca od opętania kręceniem się wokół siebie tylko, poddawali próbie swoją cierpliwość, uważność, mądrość i wrażliwość na takich, z których jakoby nie było żadnych korzyści... A przede wszystkim gotowi byli poświęcić życie nie dla własnej fortuny, kariery, zabawy, podniecenia czy potwierdzenia, ale dla kogoś, komu byli wierni, kogo chcieli uratować, na czyją miłość chcieli zasłużyć... I być godnymi królestwa, w którym potem panowali - przede wszystkim... nad sobą. Bo bez tego nie sposób kimkolwiek rządzić.

 

*

czata_550

 

Do grupy licealistów mających w pogardzie wszystkich "harcerzyków", "żołnierzyków", "donkiszocików", przyszedł raz ktoś, kto znając świetnie historię Orląt Lwowskich i Cudu nad Wisłą, Powstania Warszawskiego, i opowiadał o kilkunastoletnich dzieciakach, które tam walczyły, bo dla nich było coś świętszego od własnego bezpieczeństwa, interesu, wygody. Mówił o nich bez patosu czy rzewności, bardzo rzeczowo - o postaciach z imionami, nazwiskami, często zbyt krótkimi żywotami. Licealiści słuchali w coraz większej ciszy. A gdy opowiadający kazał im nagle stanąć na baczność do apelu poległych, zerwali się wszyscy i w przejmującej ciszy słuchali tych imion z opowieści. Gdy tamten wyszedł, stali jeszcze zmieszani, a w końcu jeden z nich powiedział: "Głupio nam, bo oni wszyscy tu byli przed chwilą. I oni się nie bali, a my się zgrywamy na pacyfistów, chyba jednak z lenistwa i ze strachu. Oni się chyba za nas wstydzą."

 

*

mieczyki_550

 

Człowiek wyrasta wśród opowieści, wśród postaci, które tworzą jego tęsknoty, marzenia, dążenia. Wiele zależy od tego, w kogo się zapatrzy, kogo wybierze za wzór. Nic nie mam przeciw Kubusiowi Puchatkowi w przedszkolu, ale gdy po kolejnych wyborach w Polsce, mam wrażenie, że gatunek Kubusia myślącego brzuszkiem jednak przeważa, to robi mi się nieswojo, bo Polska wcale nie przypomina Zaczarowanego Lasu, z którego już dawno prawdziwy bohater tej książeczki, Krzyś, odszedł, by pozmagać się z życiem, jak mężczyzna, który może słuchał kiedyś opowieści o Kubusiu Puchatku, ale w życiu wołał spełniać inne. Nie chciał bowiem mieć potem krótkiego i niegodnego mężczyzny życiorysu: "Urodził się, przestraszył, potem chował się i długo bał, by w końcu?umrzeć ze strachu."

 

*

gloriavictis_550

 

Czasem zapominamy, że chrześcijaństwo nie jest religią dla lękliwych, kryjących się po kątach, zgodliwych stworzonek, ale dla dzielnych, mężnych, ofiarnych świadków Królestwa, którego dla niczego innego nie można poświęcić, przed byle kim nie można się go zaprzeć i którego nigdy nie można stracić z oczu i pamięci. Choćby dla niektórych brzmiało ono nieco baśniowo? a droga zdawała się zbyt heroiczna, jak na te czasy.

Brat Tadeusz Ruciński

 

zdjęcia: mb

przesłała: mb






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.