Bumelant to dezerter z frontu walki o spokój i eurokraj
Jeżeli kroczysz Krakowskiego Przedmieścia linią frontu,
w miłości pełnej naszej walce o dobro i umysł człowieka,
zważ, że ja nią także - z pałą i tarczą - żwawo kroczę.
Bacz, aktywisto, uważnie na bikiniarzy z namiotem grono.
Przyznam, iż z ich powodu nie mogę spać i ze strachu się moczę.
Niech to będzie kontrakt nasz pro publico bono,
w krocza rozkroku pozycji zawarty.
Ty mi za złotych tysiąc (może euro) powiesz: ten, ta, to?
Przyznam, że bumelantów jestem wróg zażarty,
sierpa i młota liberalny partii członek prący w bój,
a serce bije: lewa, lewa, lewa...!
Co tam, że w reakcji zapluł się mój historyczny wuj,
a opozycja teraz, zamiast walczyć, mówi i śpiewa:
Nie było was - był las, znikniecie - szumieć będą drzewa.
Podanie ja piszę o spokój, za cenę wszelką, i eurokraj.
Nie pytaj, kto zapełni twoje garnki;
ty przecież patriota - swoje garnki daj.
Lewa, lewa, lewa...
Gdzie my, mańkuci, zmierzamy - kto odpowie?
Towarzysz Lenin, wiecznie żywy, ziewa.
Gdy się rozbudzi, wszystko wytłumaczy:
lewa, lewa, lewa...!
Na polach pracy przodownicy,
stado skubiących trawę baranów,
a ty odpowiedz:
Coś ty zrobił dla realizacji europlanu?
Tylko bumelant w bratniego kraju łagrze ziewa:
lewa, lewa, lewa...!
Lech Galicki