To nie Smoleńsk pogrąża Polskę
data:26 lipca 2011     Redaktor: AlicjaS

Naród to wspólnota żyjąca na pewnej przestrzeni, ale też w czasie. Musimy czuć więź z naszymi rodakami, którzy żyją w teraz i z tymi, którzy odeszli. Nie możemy o nich zapominać.

AlicjaS

Filip Memches w artykule w "Rzeczpospolitej" pt. "Smoleńsk pogrąża Polskę" napisał, że po 10 kwietnia 2010 roku narodził się nowy polski romantyzm polityczny. "Ma on chrześcijański charakter wyłącznie w wymiarze retoryki. W istocie bowiem to rodzaj świeckiej religii obywatelskiej. W jej ramach katastrofa smoleńska urasta do rangi centralnego wydarzenia w dziejach nie tylko Polski, ale i całego świata".

No tak. Już zdaje się "Newsweek" pisał o sekcie smoleńskiej. Teraz i redaktor Memches obawia się o rodaków i dorabia swoją filozofię. Autor pisze też, że większości Polaków sprawa katastrofy w ogóle nie obchodzi, bo słyszał na własne uszy(!). Nie wiem, czy jest to prawda, mam wątpliwości, ale większości Polaków nie obchodzą różne inne sprawy, m.in. wybory i to nie jest powód, żeby przestać je organizować. Przeciwnie, media, rząd i inne instytucje starają się ciągle uświadamiać społeczeństwo, że trzeba korzystać z prawa do głosowania.

"Dla smoleńskich romantyków śmierć fizyczna okazuje się istotą metafizycznego zła. Można odnieść wrażenie, że są kompletnie głusi na słowa Chrystusa skierowane do opłakujących Jego męczeństwo niewiast: "Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!". (Łk 23,28).

O ile sobie przypominam, Chrystus zapłakał jednak, kiedy dowiedział się o śmierci Łazarza i nie wymaga od nikogo takiego heroizmu, żeby w trakcie żałoby zapomniał o smutku, a przeniósł swe myśli od razu w rejony eschatologii. Celowo piszę o żałobie, choć niektóre osobistości wypowiadały się niegdyś w TV, że żałoba trwa miesiąc (!). Później pewien hierarcha uroczyście zamknął roczny okres żałoby. Żałobę można jednak zakończyć, kiedy się zna przyczyny śmierci, a w tym wypadku również jej winnych. Wtedy można powoli uspokajać się i godzić z wolą Bożą. Niestety, w przypadku katastrofy smoleńskiej w żadnym wypadku nie można mówić o spokoju. Ja nadal nie mogę zakończyć żałoby, bo mi się nie pozwala (poprzez różne tzw. wrzuty albo przecieki kontrolowane), a jestem dla tych zmarłych obcą osobą. Nie potrafię sobie wprost wyobrazić, co muszą czuć rodziny ofiar. W rocznicę katastrofy przyjechałam do Warszawy, bo było mi łatwiej tę żałobę przeżywać ? we wspólnocie.

Memches pisze dalej: " A przecież śmierć fizyczna nie jest z piekła rodem. Gdyby była, to Bóg uczyniłby nas nieśmiertelnymi. Życie jest darem Bożym, nie można go sobie ani innym odbierać, należy je chronić, ale nie jest ono wartością absolutną".

Nie jestem teologiem, ale przecież Bóg uczynił nas nieśmiertelnymi, a śmierć przyszła jako pokłosie grzechu, czyli od szatana.

Autor też stawia takie tezy, jakoby organizatorzy marszów pamięci, "Solidarni 2010" czy inni ludzie mocniej zaangażowani w wyjaśnienie katastrofy mieli pełną gębę religijnych frazesów, a w rzeczywistości byli "materialistami". To jest nadużycie. Może niektórzy rzeczywiście tak robią, ale jestem przekonana, że akurat zdecydowana większość tych ludzi, to osoby na co dzień żyjące głęboką wiarą, chodzące na Msze święte, zamawiające Msze święte za poległych w katastrofie.

"A zatem śmierć fizyczna jest przejściem do życia wiecznego, chociaż trzeba głębokiej wiary w Boga, żeby nabrać o tym przekonania. Podobnie i katastrofę smoleńską, niezależnie od tego, jakie przyczyny za nią stoją, należy traktować z uwzględnieniem perspektywy wieczności". (?) "Polska nie jest najważniejsza. Najważniejszy jest Bóg".

Pełna zgoda. Bez Boga nic nie możemy uczynić. Dlatego włączamy się w Krucjatę Różańcową. I jeszcze raz powtarzam, nie domagamy się należytego uczczenia pamięci ofiar tu, na ziemi, bo nie wierzymy w życie wieczne. Naród to wspólnota żyjąca na pewnej przestrzeni, ale też w czasie. Musimy czuć więź z naszymi rodakami, którzy żyją w teraz i z tymi, którzy odeszli. Nie możemy o nich zapominać.

Jeśli nie poznamy prawdy o katastrofie, tylko przyjmiemy za wiarygodne np. tezy zawarte w raporcie MAK-u lub wyniki "śledztwa" przeprowadzonego bez najważniejszych dowodów, to rzeczywiście będziemy mogli zapłakać nad sobą i nad naszymi dziećmi. Bo jakie państwo zostawimy im w spadku?

źródło: rp.pl






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.