Toyah: Historia pewnego elektoratu
data:20 lipca 2011     Redaktor:

Oczywiście, dobrzy ludzie zachodzą w głowę, jak to możliwe, że kłamstwo i gnuśność, w połączeniu z wizerunkowym lansem, robi na wielu takie wrażenie.

net
Od kilku już dobrych dni ? sam się dziwię, że to trwa już tak długo ? media obrabiają w kółko jedną informację. Że oto większość społeczeństwa, jak wynika z bardzo solidnie przeprowadzonych badań, uważa Donalda Tuska za przystojnego, inteligentnego i zgnuśniałego kłamcę i obiboka, i w tym prawdopodobnie leży przyczyna niebywałego wizerunkowego sukcesu samego Premiera, jak i politycznego sukcesu projektu, jaki on reprezentuje.

Oczywiście, dobrzy ludzie zachodzą w głowę, jak to możliwe, że kłamstwo i gnuśność, w połączeniu z wizerunkowym lansem, robi na wielu takie wrażenie. My jednak już na tyle zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że na pewne pytania odpowiedzi nie otrzymamy nigdy, że pozostaje nam tylko patrzeć na to co się dzieje w osłupieniu i ewentualnie sobie, na zmianę raz trochę pożartować, a raz się nieco powyzłośliwiać.

Możliwości ruchów w tym zakresie mamy naprawdę wiele. Możnaby zacząć od tej tuskowej urody, i na przykład zadać sobie pytanie, jak to jest możliwe, że nagle za wzór przystojności stawia się nam osobnika, który oczy ma umieszczone dokładnie w połowie wysokości twarzy, a którego ogólna sylwetka bardziej przypomina parodię niejakiego Wayne?a Rooneya, niż coś co przyjmuje się jako najbardziej ogólny standard. Ale to jednak już wszystko na ten temat. Wszystko w ogóle na temat Donalda Tuska. Proponuję, żeby w tej ponurej sytuacji skupić się na drugiej stronie tego niezwykłego wprost obciachu, czyli na tak zwanym elektoracie. Poczytajmy sobie więc Tuwima. Żydzi to w końcu mądry naród.

Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.

Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań - na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.

I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc - widzą wszystko oddzielnie
Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...

Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.

I znowu mówią, że Ford... że kino...
Że Bóg... że Rosja... radio, sport, wojna...
Warstwami rośnie brednia potworna...

Toyah





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.