OUN podjęła uchwałę o likwidacji Polaków z terenów, które uznała za etnograficznie ukraińskie
data:01 lipca 2026     Redaktor: Redakcja

Wczorajszą rocznicę zajęcia Lwowa przez III Rzeszę i jej kolaborantów ukraiński IPN upamiętnił w specyficzny sposób. W mediach społecznościowych zamieścił wpis ku czci "wyzwolenia" miasta. Gdyby tego było mało, kilka godzin godzin później ten sam ukraiński IPN wrzucił wpis sławiący czołowego ukraińskiego nazistę i zbrodniarza Romana Szuchewycza.



https://www.facebook.com/share/p/18EgBRtz4g/
Dlaczego się dziwimy? Dlaczego mają nie świętować ? Odwiecznym celem Ukraińców i naczelnym OUN, była depolonizacja ziem zasiedlonych przez kilka pokoleń przez Polaków, i dlatego na pierwszym kongresie założycielskim w 1929 r. ,

„Wyrżnąć Lachów aż do 7 pokolenia, nie wyłączając tych, którzy nie mówią już po polsku”.  Czynili to od 1 września 1939 roku, a proklamacja Krajowego Prowodu OUN, będąca dopełnieniem „Aktu” 30 czerwca 1941 dokładnie mówiła:

NARODZIE!-Wiedz! Moskwa, Polska, Madziarzy, Żydostwo- to twoi wrogowi! Niszcz ich!

Rozkaz Romana Szuchewycza w styczniu 1944 r. : […] "W związku z sukcesami bolszewików należy przyśpieszyć likwidację Polaków. W pień wycinać. Czysto polskie wsie palić, wsie mieszane – tylko polską ludność niszczyć!"  miał dzieło depolonizacji ludobójstwem zakończyć. Trwało do 1947 roku do wojskowej operacji Wisła.

I do dzisiaj ta uchwała depolonizacyjna w świadomości świata ma działać, w Polsce na podstawie nowych wytycznych Uchwały Krajowego Prowodu OUN” z 22 czerwca 1990 roku:

"Polacy nie odgrywali na Ukrainie najmniejszej roli, a to co o nich głosi się dzisiaj, zaliczyć należy do polskiej szowinistycznej propagandy.(faszyści, agenci KGB Kremla ruskie onuce itp) Eliminować wszelkie polskie próby zmierzające do potępienia UPA za rzekome znęcanie się jej na Polakach…wykazywać, że UPA brała ich w obronę przed hitlerowcami i bolszewikami…mordy były dziełem sowieckiej partyzantki…pomniejszanie roli wyzwoleńczej UPA w skali europejskiej jest niedopuszczalne".



Dziwić to możemy się bierności polskich polityków, naukowców, mediów –nawet nie bierności ale akceptacji działania nacjonalistów ukraińskich w rządzie, instytutach,uczelniach, fundacjach, stowarzyszeniach, Związku Ukraińców w Polsce , ukraińskiej TV w Polsce - i pomocy w realizacji !!!

Mimo, iż już w 1990 roku powstała pierwsza praca Władysława Siemaszko , nie mówiąc np. o wydanej kronice zdarzeń w 1983 roku przez ks. abp Wincentego Urbana.

„To była długa i wyczerpująca droga. W połowie lat 80. prof. Jerzy Tomaszewski na łamach poznańskiego czasopisma "Nurt" oskarżył Armię Krajową o mordowanie bezbronnych ukraińskich kobiet, dzieci i starców. Wówczas oburzeni żołnierze 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK przystąpili do zbierania relacji o ludobójstwie ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Zgromadzili około 360 relacji. Opracowali je - mój ojciec Władysław Siemaszko i jego kolega, świętej pamięci Józef Turowski - obaj żołnierze 27. Dywizji Piechoty Wołyńskiej.

Książka ukazała się w 1990 roku. Od tego czasu napłynęła do nas lawina relacji o okrutnych losach Polaków na Wołyniu. Z czasem utworzyła się rozległa sieć informatorów wśród Kresowiaków. Niezależnie od tego sięgnęliśmy do źródeł archiwalnych - głównie dokumentów polskiego państwa podziemnego, do nielicznych ocalałych ksiąg parafialnych, do materiałów sądowych z lat powojennych, kiedy to byli mieszkańcy Wołynia ustalali zgony swoich najbliższych. W sumie dwa i pół tysiąca źródeł. Dziesięć lat pracy mojego ojca i mojej, gdy zorientował się, że sam nie podoła.

Z Ewą Siemaszko rozmawiał Jerzy Pawlas ("Opcja na prawo", 12.11.2010)

Pisał też prof. Edward Prus w 2007 roku :

W każdą rocznicę 30 czerwca przypominają o swoim istnieniu, muszą przypominać i wciąż przekonywać, jakimi to byli oni „herojami, którzy rzucili wezwanie największej wtedy potędze europejskiej i jej się nie zlękli”; później stworzyli UPA-oczywiście „łagodną i rycerską”, która nigdy nikomu nie wyrządziła najmniejszej krzywdy. Liczebność UPA z każdym rokiem rośnie” z 30 tys. w roku 1944, w roku 2006 już sięgnęła zawrotnej cyfry 300 tys. i nie jakichś tam rizunów, tylko wojaków, którzy „wyzwolili” Wołyń i pół Małopolski Wschodniej, rozbili sowiecką partyzantkę gen. S. Kowpaka. Jednakże Naród Ukraiński nie chce jakoś dostrzec „rycerskości” rzeźników z UPA, a jego parlament nie spieszy się z przyznaniem „rycerzom absurdu” uprawnień kombatanckich i zaliczenia do weteranów wojny. (Edward Prus Banderomachia 2007 r)

Dlaczego mieli inaczej w 2026 roku?
--------------------------------------------------

fragmenty wywiadu:
Dać świadectwo prawdzie
Ewa Siemaszko

Z Ewą Siemaszko rozmawia Jerzy Pawlas (fragment wywiadu).
Nagroda im. Józefa Mackiewicza wyróżnia autorów dążących do prawdy,
nawet wbrew okolicznościom. Jak państwo dochodzili od okrutnej prawdy
o wołyńskim ludobójstwie?
- To była długa i wyczerpująca droga. W połowie lat 80. prof. Jerzy Tomaszewski
na łamach poznańskiego czasopisma "Nurt" oskarżył Armię Krajową o mordowanie
bezbronnych ukraińskich kobiet, dzieci i starców. Wówczas oburzeni żołnierze 27.
Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK przystąpili do zbierania relacji o ludobójstwie
ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Zgromadzili
około 360 relacji. Opracowali je - mój ojciec Władysław Siemaszko i jego kolega,
świętej pamięci Józef Turowski - obaj żołnierze 27. Dywizji Piechoty Wołyńskiej.
Książka ukazała się w 1990 roku. Od tego czasu napłynęła do nas lawina relacji o
okrutnych losach Polaków na Wołyniu. Z czasem utworzyła się rozległa sieć
informatorów wśród Kresowiaków. Niezależnie od tego sięgnęliśmy do źródeł
archiwalnych - głównie dokumentów polskiego państwa podziemnego, do
nielicznych ocalałych ksiąg parafialnych, do materiałów sądowych z lat
powojennych, kiedy to byli mieszkańcy Wołynia ustalali zgony swoich najbliższych.
W sumie dwa i pół tysiąca źródeł. Dziesięć lat pracy mojego ojca i mojej, gdy
zorientował się, że sam nie podoła.
Dać świadectwo prawdzie to zadanie historyków, dokumentalistów,
dlaczego nie dopełnili swych obowiązków? Ludobójstwo ukraińskich
nacjonalistów tak długo pozostawało nieopisane.
- Trudno krótko odpowiedzieć na takie pytanie. Prasa przed 1989 rokiem i to, co
mamy dzisiaj, to dwa różne światy. Zniknął urząd cenzury, centralne
rozdzielnictwo papieru, mamy wolność gospodarczą i polityczną. Media rozwinęły
się w sposób niesłychany. Jednocześnie można zaobserwować nowe, nieznane
wcześniej mechanizmy, które psują sielankowy obraz szalejącej wolności słowa:
uwikłanie mediów w gry biznesowe, upartyjnienie telewizji publicznej, rozliczne
powiązania nowych mediów ze światem polityki. Powstał zupełnie nowy układ
medialny. Nieporównanie lepszy niż ten z czasów PRL. To nie znaczy jednak, że
jest to układ idealny. W jakiejś mierze jest refleksem tego, co dzieje się w życiu
politycznym, gdzie przytłaczającą przewagę mają siły liberalno-lewicowe. W
mediach jest podobnie, a mechanizmy blokujące wolność słowa stały się bardziej
subtelne, trudniejsze do opisania i przez to mniej zauważalne.
Gdy ludzie zapomną, kamienie płakać będą, ale na Wołyniu nie pozostał
ślad po Polakach i polskości. Wznieśli więc państwo dwutomowy pomnik.
Niemniej dopiero połowa z 3500 jednostek administracyjnych na Wołyniu
zyskała martyrologiczną dokumentację. Czy znaleźli państwo sojuszników
bądź pomoc w kontynuowaniu badań?
- O pomocy nie można mówić, co najwyżej o pewnej sympatii poszczególnych
osób za środowisk politycznych, naukowych czy publicystycznych dla naszego
przedsięwzięcia. Jednak praca na Wołyniu jest niemal ukończona. Co prawda
napływają nowe materiały, odkrywa się dokumenty, ale nie można spodziewać
się, by znalazły się informacje o losach Polaków z 1787 jednostek
administracyjnych, prawdopodobnie nie da się już wyjaśnić wszystkich białych

plam. Upłynęło zbyt wiele czasu. Nikt nie prowadził dokumentacji zbrodni. Wydaje
się, że i tak dużo udało się ustalić, biorąc pod uwagę czas i okoliczności.
Niedziela 11 lipca 1943 roku to data symboliczna i tragiczna, choć bliżej nieznana
polskiemu społeczeństwu, które w wyniku nadzwyczajnej i selektywnej aktywności
IPN lepiej zapamiętało 11 lipca 1941 roku (Jedwabne - dop. red.). A przecież w
tym dniu doszło do bezprecedensowego bestialstwa: mordowano Polaków w
kościołach - podczas Mszy św. Bojówki OUN-UPA wymordowały wówczas co
najmniej 2,5 tysiąca mieszkańców powiatów włodzimierskiego, horochowskiego i
kowelskiego.
Upamiętnienie ofiar, opisanie zbrodni, ukaranie zbrodniarzy - czy to
możliwe po latach bezsilnej pamięci?
- Opisanie zbrodni dokonało się. Trudniej z upamiętnieniem ofiar. Byłoby
satysfakcjonujące, gdyby na wszystkich miejscach zbrodni przynajmniej
postawiono krzyże. Niestety, na Ukrainie nie ma sił - ani politycznych, ani
moralnych - które byłyby zainteresowane przynajmniej tak symbolicznym
zadośćuczynieniem. Jedyne, co możemy robić, to w naszym kraju umieszczać
tablice pamięci, bądź wznosić pomniki, co też nie obywa się bez trudności.
Inicjatywę umieszczenia tablicy na warszawskiej siedzibie Wspólnoty Polskiej,
ufundowanej przez Towarzystwo miłośników Wołynia i Polesia, spotkało się z
krytyką i niechęcią władz. Mam nadzieje, że upór Wołyniaków doprowadzi do
finału.
11 lipca 1943 roku w Porycku nacjonaliści ukraińscy napadli na kościół wypełniony
wiernymi. Mordy trwały także nazajutrz. Zginęło co najmniej dwieście osób. 60 lat
później na cmentarzu odrestaurowanym staraniem Rady Ochrony Pamięci Walk i
Męczeństwa, prezydenci Polski i Ukrainy oddali hołd ofiarom. Natomiast jeżeli idzie
o zbrodniarzy, to zapewne ujdą sprawiedliwości, większość z nich zapewne już nie
żyje, żyjących sądy prawdopodobnie nie zdążą osadzić. Niemniej zbrodnia musi
być potępiona, zarówno przez władze polskie, jak i ukraińskie. Trzeba jednak mieć
świadomość, że społeczeństwo ukraińskie dalekie jest od uznania OUN-UPA za
organizacje zbrodnicze.
Czy książka może podtrzymywać - jak to się mówi - stereotyp złego
Ukraińca, o co posądzają ją zwolennicy pojednania bez poznania prawdy
historycznej?
- Książka dotyczy tylko części społeczeństwa ukraińskiego, zamieszkałego na
kresach II Rzeczypospolitej, które stanowiły jedna trzecią obecnego terytorium
Ukrainy. Konkretnie tej części społeczeństwa, która była związana z OUN-UPA
bądź dopuszczała się eksterminacji Polaków, choć pozostawała poza strukturami
nacjonalistycznymi. Nie można bowiem zapominać, że oprócz bojówek OUN-UPA,
mordowały Polaków rzesze chłopstwa ukraińskiego. Oczywiście, nie wszyscy
uczestniczyli w zbrodniach. Niemniej tylko nieliczni Ukraińcy starali się pomagać
Polakom. Bez wątpienia przyczyniała się do tego działalność OUN-UPA, które
terroryzowały społeczeństwo ukraińskie.
Wiktor Poliszczuk uważa organizacje nacjonalistów ukraińskich OUN-UPA
za zbrodnicze. Jednak w Polsce nie brakuje historyków i publicystów,
tworzących bohaterską legendę tej organizacji. Czy takie fałszowanie
historii może służyć pojednaniu?
- Tylko prawda może służyć pojednaniu. Przedtem musi jednak zaistnieć gotowość
psychiczna do jej przyjmowania i akceptacji. Po stronie ukraińskiej nie ma jeszcze

takiej gotowości. Głosy potępiające zbrodnie są nieliczne. Giną wśród wrzawy
fałszującej historię, zmierzającej do utrzymania mitu OUN-UPA jako organizacji
patriotycznych, walczących o niepodległość. Niewątpliwie stawiały one sobie za cel
niepodległość państwa ukraińskiego, ale metody osiągania tego celu są nie do
przyjęcia w cywilizowanym świecie, który uznaje pewien porządek moralny.
Rzekome bohaterstwo tych organizacji przepada z kretesem w zestawieniu z ich
zbrodniczymi wyczynami. (...)
Z Ewą Siemaszko rozmawiał Jerzy Pawlas ("Opcja na prawo", 12.11.2010)

-----------------------------

Bożena Ratter





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.