Przez ponad 45 lat istnienia Polski Ludowej starano się wymazać z pamięci narodu żołnierzy Armii Krajowej – jeśli już o nich wspominano, nazywano ich m.in. „sanacyjnymi pachołkami”, „sługusami Andersa”, "bandytami”,„zaplutymi karłami reakcji”. W tym samym czasie skazywano ich na wieloletnie kary więzienia lub mordowano w majestacie prawa.
Historią całkowicie przemilczaną, bez względu na przemiany - bardziej personalne niż polityczne - była walka AK na Kresach Wschodnich IIRP i to nie tylko z okupantem niemieckim, ale także sowieckim i litewskim. Wymazano z oficjalnej historiografii walki o Wilno i Lwów, Grodno. Jednak tragizm żołnierzy AK polegał nie tylko na tym, że w powojennym okresie „zapomniano” o ich bohaterstwie, miał bowiem jeszcze inne przyczyny. „Zdrada jałtańska” spowodowała utratę 1/3 terytorium przedwojennej Polski, w tym Wilna. Na Ziemiach Zabranych tysiące Polaków, którzy w latach 1944-1945 nie zdążyli uciec do „nowej Polski”, znalazło się pod jurysdykcją radziecką.
Większość osób odeszła już bezpowrotnie i nie miały one szans przekazać przed śmiercią swoich relacji. Można tu jednak wyrazić nadzieję, że dzięki tej publikacji udało się uratować od zapomnienia choć fragmenty losów tych Polaków, w tym żołnierzy Wileńskiego Okręgu AK, którzy znaleźli się pod okupacją sowiecką, losów, które były tak tragiczne i bolesne dla większości z nich. Nie tylko bowiem stracili swoje ukochane Wilno, o które z największym poświęceniem walczyli, ale także przeszli gehennę więzień i łagrów.
Po przyjeździe do Polski środowisko wileńskie, jako wyjątkowo patriotyczne i niebezpieczne dla „władzy ludowej”, stało się obiektem działań aparatu bezpieczeństwa, który próbował je systematycznie niszczyć, rozbijać i inwigilować aż do lat osiemdziesiątych XX w. (fragment wstępu Dariusza Roguta do wydanych przez IPN wspomnień żołnierzy wileńskiego AK, „Przeżyliśmy łagry”).
„Urodziłam się w Rydze na Łotwie, chodziłam tam do polskiej szkoły. Było tam sześć polskich szkół. W pierwszej klasie język polski. W drugiej łotewski, w trzeciej angielski, w czwartej niemiecki i rosyjski.Uczyłyśmy się pięciu języków. Przyjeżdżaliśmy zawsze do Polski na wakacje. W 1939 roku przedłużyłyśmy razem z mamą pobyt w Polsce, a tu wojna. Byłyśmy w majątku rodzinnym Gudele k. Oszmiany. Mama była nauczycielką, tata urzędnikiem państwowym. Jeden stryj był profesorem na Uniwersytecie Wileńskim. Drugi był dyrektorem w banku w Wilnie. (…) Włączyłyśmy się całą rodziną do konspiracji. Otrzymałam polecenie od naszej komendy podjęcia pracy na stacji kolejowej Gudogaje. Do moich obowiązków należało przygotowanie tzw. kolejówek, informacji o pociągach przewożących wojsko niemieckie i broń. (…) Jeździłam do Wilna pociągami dla Niemców. Oni spali, byli strasznie zmęczeni. Pasy z kaburą wieszali na półki. Kładłam zwykle obok swoje rzeczy i sprawdzałam, czy można ją szybko wyciągnąć – broń. (…)
Zostałam aresztowana 18 grudnia 1944 r. …W Kutaisi była wysoka śmiertelność, lekarze nie mieli środków do leczenia chorych. Pracowałem w szpitaliku obozowym, w którym szefem był dr Niuoradze. A warunki w obozie były straszne. Ludzie chorowali na zapalnie płuc, malarię, tyfus brzuszny, gruźlicę. Umierali także od dystrofii. Wywieźli nas do Borowicz. Tam były lepsze warunki. Ziemianki dla mężczyzn, baraki dla kobiet. W Borowiczach znalazł się Leopold Szymkowicz i spora grupa lwowiaków: Jurek Kucharski, Antoni Szostakiewicz i inni. Stworzyli oni zespół artystyczny. ..Ania Żukowska uczyła nas francuskiego, p. Duannajewski ze Lwowa recytował Trylogię, znał ją na pamięć!” . (wspomnienia Ireny Moderskiej z domu Osit, „Przeżyliśmy łagry, wspomnienia żołnierzy Okręgu Wileńskiego AK (1945-1949)”).
Bożena Ratter