Mariusz Dzierżawski: Zwolennicy pedofilii twórcami standardów edukacji polskich dzieci?
data:02 maja 2024     Redaktor: Anna

Zbigniew Izdebski, który z nadania rządu Tuska koordynuje wdrażanie niemieckiej "edukacji seksualnej" w polskich szkołach, otrzymał niedawno niemiecki medal za wkład w "edukację seksualną". Dla Tuska to właściwy człowiek na właściwym miejscu, który ma wyznaczyć standardy dla polskich dzieci. Prestiżowe odznaczenie nadała Izdebskiemu niemiecka organizacja, której były prezes homoseksualista Helmut Kentler był uczestnikiem wstrząsającej afery pedofilskiej - przekazywał bezdomne dzieci do adopcji pedofilom! Uważał, że kontakt seksualny między dziećmi i dorosłymi nie jest szkodliwy, więc opracował koncepcję "wspólnego mieszkania dzieci i pedofilów". Jego następca na stanowisku prezesa organizacji, która odznaczyła Izdebskiego, twierdził, że dzieci mają prawo do seksualnych relacji z dorosłymi. Ci ludzie to twórcy niemieckiej "edukacji seksualnej", która teraz ma objąć swym zasięgiem wszystkie dzieci w Polsce! Trzeba stanąć do walki i odeprzeć zagrażającą nam inwazję.

Tydzień temu pisaliśmy o tym, że rząd Tuska planuje przeforsować "edukację seksualną" do wszystkich szkół w Polsce. Koordynatorem tego procesu został seksuolog Zbigniew Izdebski. Na jaw wychodzą kolejne, wstrząsające fakty z tym związane.

Zaledwie dwa miesiące przed tym, jak rząd Donalda Tuska wyznaczył prof. Zbigniewa Izdebskiego na stanowisko koordynatora zespołu mającego zadanie wdrożyć w polskich szkołach "edukację seksualną", Izdebski jako pierwszy Polak w historii został uhonorowany specjalnym medalem przez Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Naukowych Badań nad Seksualnością (DGSS) za "szczególne zasługi w dziedzinie badań nad seksualnością człowieka i edukację seksualną".

Prezesem DGSS był homoseksualista Helmut Kentler, główny uczestnik przerażającej afery pedofilskiej. Choć brzmi to jak scenariusz horroru, wszystko wydarzyło się naprawdę. W ramach "eksperymentu seksuologicznego" niemieckie władze przez 30 lat przekazywały bezdomne dzieci do adopcji pedofilom. Wszystko pod przykrywką "badań naukowych" prowadzonych przez Helmuta Kentlera. Jak informuje portal Deutsche Welle:

"Przez całe dziesięciolecia młodociani z instytucji opieki nad dziećmi i młodzieżą byli celowo oddawani pod opiekę pedofilom z kryminalną przeszłością, a działo się to w ramach sieci obejmującej całe Niemcy (...) Postawy pedofilskie i przemoc seksualna wobec dzieci i młodzieży były nie tylko tolerowane, wspierane i legitymizowane, ale i wewnątrz niej stosowane (...) Kentler wierzył, że pedofile jako ojcowie zastępczy lepiej zaopiekują się swoimi podopiecznymi niż inni rodzice zastępczy. Określił tę praktykę jako „eksperyment naukowy”. Fakt, że mężczyźni w zamian mogliby domagać się seksu, nie był przeszkodą dla powszechnie uznanego psychologa i seksuologa. Pedofile otrzymywali nawet pieniądze na opiekę. Ludzie działający w ramach stworzonej przez Kentlera sieci bądź sami dopuszczali się przemocy seksualnej, bądź ją czynnie ułatwiali lub świadomie tolerowali."

Następcą Kentlera na stanowisku prezesa niemieckiego DGSS był Ernest Borneman, który twierdził, że dzieci mają prawo do seksualnych relacji z dorosłymi. Jedna z prac "naukowych" Bornemana jest oficjalnie podana w źródłach Standardów Edukacji Seksualnej w Europie, opracowanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) i rząd Niemiec. To właśnie według tych standardów mają być "edukowane seksualne" wszystkie dzieci w Polsce. Warto w tym momencie przypomnieć, że Standardy Edukacji Seksualnej przewidują, że dzieci już w wieku 6-9 lat mają być świadome swoich rzekomych "praw seksualnych" oraz rozumieć kwestię wyrażania zgody na seks.

Za opracowaną w Niemczech i eksportowaną stamtąd na całą Europę koncepcją "edukacji" seksualnej stoją ludzie, którzy wychwalali rzekome korzyści wynikające z kontaktów seksualnych między dziećmi a dorosłymi oraz wzywali do uczenia dzieci masturbacji i innych perwersji seksualnych. Teraz decyzją rządu Donalda Tuska niemiecka "edukacja seksualna" ma się rozpocząć również w polskich szkołach.

Jak już ostrzegaliśmy, będzie się to działo pod przykrywką nowego przedmiotu o nazwie "Edukacja zdrowotna". Rządowa propaganda twierdzi, że nowy przedmiot będzie nauczał dzieci o profilaktyce zdrowotnej oraz zachęcał do sportowego stylu życia, zdrowego odżywiania się i dbania o prawidłowy sen. Skoro tak, to dlaczego koordynatorem odpowiedzialnym za powstanie tego przedmiotu i opracowanie do niego podstawy programowej został seksuolog Zbigniew Izdebski, który otrzymał od Niemców medal za wkład w rozwój "edukacji seksualnej"...?

Polacy nie powinni dać się omamić i oszukać propagandowymi hasłami. W tym wszystkim chodzi o jedno - o dotarcie do naszych dzieci w szkołach z przekazem oswajającym z rozwiązłością seksualną i aborcją oraz zachętami do oddawania się masturbacji i homoseksualnemu stylowi życia. Innymi słowy - o zniszczenie sumień dzieci i młodzieży. To jednak nie wszystko.

W Niemczech "edukacja seksualna" jest od dziesięcioleci obowiązkowa dla wszystkich uczniów. Docelowo tak ma być również w Polsce. Jak pisze Deutsche Welle:

"Wychowanie seksualne w niemieckich szkołach ma już ponad 50-letnią tradycję (...) W 1968 roku konferencja ministrów edukacji krajów związkowych (wówczas jeszcze tylko Niemiec Zachodnich) zatwierdziła po raz pierwszy „Zalecenia ws. wychowania seksualnego w szkołach”. Od tej pory lekcje wychowania seksualnego są w Niemczech obowiązkowe (...) O zwolnieniu dzieci z tych lekcji nie ma jednak mowy. Za nieprzestrzeganie obowiązku szkolnego grożą rodzicom wysokie grzywny. Kilka lat temu głośnym echem odbił się protest rodziców – baptystów z Salzkotten w Nadrenii Północnej-Westfalii. Odmówili oni udziału swoich dzieci w lekcjach wychowania seksualnego, bo uznali podręcznik za zbyt „pornograficzny” i „niechrześcijański” (...) Sprawa trafiła do sądów, a rodzice, którzy nie chcieli płacić grzywny, odsiedzieli do 43 dni w więzieniu. Sprawa miała swój finał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który orzekł, że rodzice nie mogą z powodu swoich religijnych przekonań zwalniać dzieci z lekcji."

Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) orzekł, że rodzice nie mogą zwalniać swoich dzieci z obowiązkowych lekcji "edukacji seksualnej". Taka wykładnia ETPCz będzie obowiązywała również w Polsce. Na poziomie europejskim sprawa jest już przesądzona - "edukacja" seksualna ma być obowiązkowa według Standardów Edukacji Seksualnej w Europie autorstwa WHO i rządu Niemiec.

Wielu rodziców jest biernych wobec zagrożenia "edukacji seksualnej". Mówią, że jeżeli to wejdzie w życie, to po prostu zwolnią swoje dzieci z tych lekcji. Jak pokazuje przykład Niemiec i wyrok ETPCz nie będzie to możliwe. Nawet jeżeli na jakimś etapie wdrażania „edukacji seksualnej” do polskich szkół będzie można jeszcze odmówić udziału dziecka w zajęciach, to w praktyce w niczym to nie pomoże, kiedy większość rówieśników pójdzie na deprawacyjne lekcje, a potem po szkole opowie naszemu dziecku o rzekomych zaletach związanych z oglądaniem pornografii, masturbacją czy homoseksualnym stylem życia. Deprawacja prędzej czy później sięgnie również naszego dziecka. "Edukacja seksualna" w szkołach oznacza, że WSZYSTKIE dzieci w Polsce są zagrożone.
Dlatego trzeba działać. W najbliższych dniach nasza Fundacja zamierza zintensyfikować niezależne akcje informacyjne oraz mobilne kampanie społeczne z użyciem furgonetek. Coraz lepsza pogoda sprawia, że będziemy mogli dotrzeć do większej liczby Polaków na ulicach. Chcemy także przygotować się do zbliżającego się sezonu tzw. "parad równości" LGBT, które publicznie stawiają polityczne żądanie objęcia wszystkich dzieci w Polsce "edukacją seksualną". Przygotowaliśmy nowe zabudowy i plandeki naszych furgonetek, związane z aktualną sytuacją i ostrzegające rodziców przed "edukacją seksualną". Chcemy też kupić nowe plakaty i bannery. Potrzebujemy na te cele ok. 16 000 zł.
Proszę Państwa o przekazanie dowolnej innej kwoty, jaka jest w obecnej sytuacji dla Państwa możliwa, aby umożliwić nam wysłanie furgonetek na ulice polskich miast i organizację kolejnych kampanii ostrzegających Polaków przed zagrożeniem deprawacją ich dzieci.

Mariusz Dzierżawski/ Fundacja Pro - Prawo do życia





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.