Zb.Żak: Myśli - Reforma czy reformacja?
data:03 lutego 2024     Redaktor: Redakcja

Myśli, 05/2024, 02 lutego 2024
Bo oto grzesznicy łuk napinają, kładą strzałę na cięciwę, by w mroku razić prawych sercem. Gdy walą się fundamenty, cóż może zdziałać sprawiedliwy? Pan bada sprawiedliwego i występnego, nie cierpi Jego dusza tego, kto kocha nieprawość (Ps 11, 2,3,5).
O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. (Fl 4, 6-7).

 
Patrzymy z niepokojem na zamęt w Kościele i na dokumenty oraz działania Stolicy Apostolskiej. Są one sprzeczne z dotychczasowym nauczaniem Kościoła. Część biskupów sprzeciwia się otwarcie temu nauczaniu, ale część przyjmuje i cieszy się z tych zmian. Kardynał występuje przeciw kardynałowi, biskup przeciw biskupowi – dzieje się to co przepowiadała Matka Boża w Akita.
 
Dobrze byłoby znaleźć przyczyny i źródła tego nowego nauczania. Może gdy zostaną wskazane, nastąpi powrót do niezmiennego nauczania Kościoła opartego na Tradycji i Piśmie Św. Niekiedy te źródła są znane, ale są też dość głęboko ukryte. Warto spojrzeć na niektóre z nich.
 
Watykan realizuje konsekwentnie przygotowany plan działania przez grupę wysokich rangą duchownych katolickich, którzy zaczęli się potajemnie spotykać w 1996 r. w pewnym klasztorze w Szwajcarii, w Sankt Gallen. Dociekliwe śledztwo w tej sprawie przeprowadziła amerykańska dziennikarka Julia Meloni („Mafia z Sankt Gallen”). Nazwę tej grupie nadał grupie kard. G. Danneels w jednym z wywiadów. Swoistym przywódcą jej był kard. C. M. Martini (zm. w 2012 r.). a w skład wchodzili m.in. kard. Walter Kasper, kard. Godfried Danneels (następca kard. Suenensa), kard. Karl Lehmann, kard. Achille Silvestrini, kard. C. Murphy-O’Connor. Byli to kardynałowie, którzy od wielu dekad pracowali nad głębokimi zmianami w Kościele.
 
Kardynał C. M. Martini wyobrażał sobie nieustający Kościół synodalny, zdolny do bycia w stanie ciągłej synodalności, z «kolegialną i wiążącą wymianą między wszystkimi biskupami w niektórych kluczowych kwestiach». W progresywnej koncepcji kard. Martiniego, Kościół miał w większej mierze bazować na osobach świeckich przejmujących część funkcji duchownych. Nie podobało się także podejście Kościoła do sakramentu małżeństwa, seksualności, pokuty czy relacji z „siostrzanymi” Kościołami schizmatyckimi. C. M. Martini to, obok Yves Congara, jeden z inicjatorów idei „synodalności”, która obecnie znajduje swój wyraz w popieranej przez papieża Franciszka.
 
Wewnątrzkościelna Rewolucja nie potrzebuje krępujących więzów Tradycji; chce przebudowywać zastaną rzeczywistość i nie tłumaczyć się, dlaczego tak robi. Formuła Kościoła synodalnego pasuje bardzo dobrze do tego celu. Nie trzeba wyjaśniać powodów odrzucenia utwierdzonego wielowiekową tradycją nauczania i zwyczajów. Znaczenie ma dostosowanie się do „świata”: może uzasadnić dosłownie wszystko, kiedy jest sprytnie interpretowane przez postępową grupę, która trzyma stery w Kurii Rzymskiej. Można sądzić, że papież jest przekonany, że realizuje reformy rozpoczęte na soborze.
 
Podczas Soboru Watykańskiego II progresywna część biskupów postulowała zmiany w nauczaniu Kościoła. Byli dobrze zorganizowani i udało się im wprowadzić do dokumentów soborowych wiele poważnych dwuznaczności, a zdaniem części ekspertów, w pewnych szczegółach nawet błędów. Biskupi i ich eksperci z porozumienia progresywnego pracowali w trakcie Soboru, aby dokonać zmian w nauce Kościoła w duchu modernizmu, a tam, gdzie nie mogli liczyć na poparcie uczestników soboru w głosowaniach, starali się wprowadzić rozmyte zapisy, by później móc je interpretować po swojemu. Środowisko to reprezentowane było przez znaczących moderatorów soboru, którzy mieli duży wpływ na prowadzone obrady (kardynałowie: Döpfner, Suenens, Lercaro). Mieli również duży wpływ na wdrażanie tych dokumentów. A tam, gdzie papież próbował nie dopuścić do zmian, nie wahali się mu przeciwstawić. Przeciw encyklice Pawła VI „Humanae Vitae” wystąpili kardynałowie: Suenens (Belgia), Alfrink (Holandia), Döpfner (RFN) i König(Austria)
 
Sam o. H. de Lubac, ekspert grupy progresywnej na soborze, musiał zauważyć negatywne skutki. W 1969 r mówił: „konstytucja Dei Verbum otwiera furtkę na wąski biblicyzm, który gardzi całą tradycją i pożera samego siebie. Konstytucja Lumen Gentium została zinterpretowana w celu przemienienia Kościoła w szeroką demokrację, by krytykowała to, co nazywamy Kościołem instytucjonalnym w imię ideału amorficznego chrześcijaństwa. Otwarcie się na świat Gaudium et Spes stało się oddaleniem od Ewangelii, odrzuceniem Krzyża, podążaniem ku sekularyzacji, zaniedbaniem wiary i obyczajów, zdradą naszych obowiązków względem świata. Z dekretu o wolności religijnej chce się wnioskować, że nie ma już potrzeby głoszenia Ewangelii".
 
Dominująca idea reformy liturgicznej polegała na aktywnym uczestnictwie wiernych. Poprzez zasadę aktywnej partycypacji cała wspólnota stała się podmiotem i nośnikiem akcji liturgicznej w myśl radykalnej sekularyzacji liturgii. Ten, który działa, nie jest już kapłanem in persona Christi tzn. Samym Bogiem, ale bardziej wspólnotą wiernych in persona hominis w celu przedstawienia wymogów współczesnego świata. Wynik reformy liturgicznej w swojej pełnej realizacji nie był reanimacją, lecz dewastacją pisał kard. J. Ratzinger.
 
U podstaw zmian dokonanych podczas soboru można wskazać powołanie Sekretariatu ds Jedności Chrześcijan przez papieża Jana XXIII i powierzenie jego kierownictwa kard. A. Bea, jezuicie. Odtąd wszystkie działania rozpatrywane były pod kątem ich akceptacji przez protestantów. Wszystkie dokumenty soborowe były sprawdzane pod kątem ekumenizmu i i ten sekretariat ważniejszy był od Świętego Officium (czy Komisji Teologicznej podczas soboru). Kluczowe role w przygotowaniu dokumentów i poprawek oraz taktyki przemawiania i głosowań mieli doradcy soborowi : o. H. de Lubac, o. K. Rahner,  o. H. Urs von Balthasar – jezuici oraz o. Y. Congar – dominikanin, którzy za pontyfikatu Piusa XII podlegali różnym zakazom ze względu na głoszone niekatolickie poglądy. Zadziwia, że wiele z tych osób to jezuici; czyżby odeszli oni od pierwotnego ducha ich założyciela św. Ignacego Loyoli? Może pycha przesłoniła im Boga i skłoniła ich do przypodobania się światu?
 
Trzeba powrócić do niezmienionego nauczania Kościoła sprzed 60 lat.
 
Polecam relację ze spotkania P. Lisickiego, K. Kratiuka i Skiby:
 
 
korelujące z tymi myślami. Warta uwagi jest konstatacja P. Lisickiego, że prawda jest po naszej stronie, a nie reformatorów i wcześniej czy później zwycięży.
 
Może podobnie będzie w przypadku naszych polskich spraw, że Polacy również opowiedzą się za prawdą i odrzucą uzurpatorów.
 
 
 
Zb.





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.