Myśli, 34/2023 25 sierpnia 2023
Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16, 17)
Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim (Mt 5, 18-19).
Media pozwalają śledzić wypowiedzi najwyższych dostojników Kościoła i słuchając ich można poczuć wątpliwości co do tego, jaka jest nauka Kościoła. Wypowiedzi jednych hierarchów przeciwstawiają się innym i często nie są zgodne z niezmienną nauką Kościoła znaną dotychczas. Niepokój wzrasta w związku z mającym się odbyć synodem o synodalności.
Kard. R. L. Burke napisał, że: „Mówi się nam, że Kościół, który – jak wyznajemy w jedności z naszymi przodkami w wierze od czasów Apostołów – jest jeden, święty, katolicki i apostolski, ma być teraz definiowany przez synodalność. To termin, którego nie ma żadnej historii w doktrynie Kościoła, a w związku z tym nie ma jego racjonalnej definicji. Synodalność i ukuty od niej przymiotnik, synodalny, stały się sloganami, za którymi kryje się praca rewolucji na rzecz radykalnej zmiany samorozumienia Kościoła, w zgodzie ze współczesną ideologią, która odrzuca wiele z tego, czego Kościół zawsze nauczał i co praktykował. Taka ideologia już od szeregu lat jest realizowana w Kościele katolickim w Niemczech, co rodzi wiele chaosu i podziałów, a nawet schizmę. „Można się słusznie obawiać, że wraz z nadchodzącym Synodem o Synodalności ten sam chaos, błąd i podział zostanie przeniesiony na cały Kościół powszechny. W istocie to już zaczęło się dziać wraz z przygotowaniami do Synodu na szczeblu lokalnym."
I podobnie bp J. Strickland w liście do diecezjan ostrzegał przed możliwymi próbami zmiany nauczania Kościoła: „W nadchodzących tygodniach i miesiącach wiele z tych prawd będzie podważanych w ramach Synodu o Synodalności. Musimy trzymać się mocno tych prawd i uważać na wszystkie próby głoszenia alternatywnej Ewangelii Jezusa Chrystusa, jak i na głoszenie wiary, która mówi o dialogu i braterstwie, zapominając o ojcostwie Boga."
W Kościele katolickim w Polsce pasterze nie podnoszą tych trudnych zagadnień, licząc, że jakoś to wszystko się ułoży. To bardzo niebezpieczna postawa; biskup powinien ostrzegać wiernych przed zagrożeniami, a swoich braci w biskupstwie upominać jeśli błądzą.
Co w takiej sytuacji mają robić świeccy, którzy niejednokrotnie zachęcani są do aktywności?
Tu jest trudność, gdyż w Kościele obowiązuje hierarchia: jest Kościół nauczający (pasterze) i nauczany (wierni). Czy ma tu nastąpić odwrócenie porządku? Żadną miarą! W Kościele istnieje coś takiego jak zmysł wiary Ludu Bożego (sensus fidei), który pozwalał podtrzymać prawdziwe nauczanie Kościoła. Suma wiernych ma gwarancję od Pana Boga przez Ducha Świętego, że nigdy nie zbłądzi w wierze. Pojedynczy człowiek, pojedynczy chrześcijanin, nie wyłączając kapłanów lub biskupów, może zbłądzić w wierze. Dlatego świeccy mogą pokazywać naukę tych pasterzy, którzy wiernie głoszą Ewangelię.
Chciałbym przytoczyć kilka myśli kard. R. Saraha, wiernego świadka Chrystusa.
Kard. R. Sarah w „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli" wskazuje na wielką odpowiedzialność pasterzy: my, biskupi, powinniśmy drżeć na myśl o naszym karygodnym milczeniu, o naszym milczeniu, które czyni nas współwinnymi, o naszym milczeniu, które chce przypodobać się światu. Moi bracia biskupi, czy chcecie podźwignąć Kościół? Padnijcie na kolana! To jedyny sposób! Jeśli postępujecie inaczej, to wasze uczynki nie będą od Boga. Tylko Bóg może nas zbawić.
Utrata spojrzenia wiary na Kościół stanowi źródło wszystkich objawów sekularyzacji. Modlitwę zżera aktywizm, prawdziwa miłość miłosierna przeobraża się w humanistyczną solidarność, liturgia zostaje wydana na pastwę sekularyzacji, teologia przemienia się w politykę. Sekularyzacja to straszliwe zjawisko. Można by powiedzieć, że polega na dobrowolnym zaślepieniu. Niektórzy chrześcijanie postanawiają już więcej nie oświecać się światłem wiary. Postanawiają żyć w ciemnościach. Czytamy Pismo Święte jako świecką książkę, a nie jako słowo natchnione przez Boga. Organizujemy liturgię jako spektakl, a nie jako mistyczne odnowienie ofiary Krzyża.
Zdesakralizowaliśmy celebrację eucharystyczną. Przemieniliśmy nasze celebracje eucharystyczne w folklorystyczne widowisko, w wydarzenie społeczne, w rozrywkę, w beztreściowy dialog między księdzem a zgromadzeniem chrześcijańskim. Czy w naszych liturgiach jest jeszcze miejsce dla Najwyższego? Czy jeszcze możemy w nich doświadczyć Boga? Świeccy domagają się czasem jakiejś funkcji podczas Mszy, żeby się czuć aktywnie zaangażowanymi odbiorcami. Zastanówmy się przez chwilę nad naturą aktywnego udziału Maryi i św. Jana na Golgocie. Byli tam obecni, milcząc pozwalali, by przenikała ich, przepajała i kształtowała tajemnica Krzyża.
Przechodzimy obok rzeczy w najwyższym stopniu sakralnych i wcale nie ogarnia nas szacunek i bojaźń. Poczucie sacrum znajduje wyraz poprzez wszystkie progi, wszystkie przegrody jakie otaczają i chronią święte rzeczy: kościół, prezbiterium, ołtarz, tabernakulum. Dzisiaj w wielu miejscach wszystko jest dostępne dla wszystkich. Usunięto symboliczne granice, takie jak balustrada, która otaczała prezbiterium kościoła, schody, które otaczały ołtarz. W konsekwencji wszystko staje się wspólne, wręcz profanum. Odrzucając obecność sacrum w naszym życiu, stwarzamy świat jednolity i pozbawiony głębi, świat spłaszczony. Staje się nam obojętne, gdzie sprawowana jest Msza św., w kościele czy w jakiejś sali widowiskowej. Czy odprawiamy na poświęconym ołtarzu, czy na zwykłym stole.
Sacrum to cenne dobro, jest ono bramą, przez którą radość wchodzi w świat.
Zachęcam do wysłuchania ostrzeżenia P. Chmielewskiego, przed tym co się może wydarzyć na synodzie:
I trzeba się modlić do Ducha Świętego by nie doszło do zmiany nauki Kościoła.