Sławomir Matusz: Malowany ptak a polski antysemityzm
data:17 sierpnia 2023     Redaktor: Agnieszka

Oburza zakłamywanie historii i przypisywanie Polakom antysemickich poglądów i postaw. Stosunki Polaków do Żydów były i są bardziej złożone, niż chce Barbara Engelking, a i społeczność żydowska również.

Żydzi ładowani przez Niemców do pociągu do obozu zagłady w Treblince na rampie warszawskiego Umschlagplatzu. Fot. Wikipedia

Przed II wojną światową w Polsce mieszkało około 3 400 000 ludzi narodowości żydowskiej, co stanowiło 10% całej populacji kraju. Żydzi mieli swoje dzielnice, szkoły, wydawali własne gazety i książki w języku jidisz, mieli własne teatry, wytwórnie filmowe. Synagog nikt nie palił. Mogli ubierać się tradycyjnie i mówić we własnym języku. Współtworzyli kulturę Polski – by wspomnieć wielu pisarzy i poetów, ale także kilku wielkich szachistów żydowskich, którzy występowali na olimpiadach szachowych w barwach polskich. Rząd wspierał ruch syjonistyczny, pomagał finansowo organizacjom żydowskim, zbroił i szkolił bojowników żydowskich zrzeszonych w organizacji Betar, która w Polsce miała około 40 tys. członków. Społeczność żydowska to ortodoksyjni Żydzi, kupcy, sklepikarze i rzemieślnicy żydowscy, robotnicy, inteligencja żydowska, ale także zlaicyzowani Żydzi, którzy odżegnywali się od religii i sami określali siebie internacjonałami, żydowscy komuniści i rebelianci otwarcie sympatyzujący ze Związkiem Radzieckim i spiskujący przeciwko polskiemu rządowi. Ci ostatni dążyli do rewolucji bolszewickiej w Polsce i chcieli, by Polska została przyłączona do ZSRR. Żydzi, którzy chcieli zostać w Polsce, szanowali prawo, mogli spokojnie żyć. Żydzi którzy chcieli wyjechać z Polski i walczyć o założenie własnego państwa, mogli to zrobić legalnie, a polski rząd ich wspierał. Ścigani przez władze byli bolszewicy i rewolucjoniści, ale to nie miało charakteru polityki antysemickiej. Ci właśnie Żydzi we wrześniu 1939 roku witali Armię Czerwoną kwiatami, podejmowali współpracę z NKWD, masowo donosząc na Polaków i ci Żydzi tworzyli wspólnie z polskimi komunistami nowy rząd pod nadzorem Stalina. Ci właśnie Żydzi byli postrzegani jako zdrajcy i sowieccy kolaboranci. Niechęć do nich wynikała nie z jakiejś ogólnej niechęci do Żydów, a z właściwej oceny ich antypolskiej postawy.

Słowo Żyd samo w sobie nie jest obraźliwe. Barbar Engelking dopatruje się antysemityzmu w tym, że w czasie powstania w gettcie Polacy czasem mówili „Żydzi płoną”. Płonęło getto, płonęli Żydzi, ginęli Żydzi. Gdyby było odwrotnie, a Żydzi nie mogliby nam pomóc, to by mówili „Polacy płoną”. To nie od Polaków Żydzi cierpieli, ale od Niemców. Żydek jest zdrobnieniem, to mały Żyd. W języku mamy różne określenia różnych nacji: Rosjanie to Ruscy, o Czechach mówimy czasem Pepiki, o Anglikach Angole. Nie zawsze są to eleganckie określenia, ale nikt do tego nie dorabia ideologii. Jeśli koledze lub znajomemu powiem: „jesteś skąpy jak Żyd”, to nie dlatego, że nie lubię Żydów lub Izraela, ale dlatego, że Żydzi zajmowali się lichwą, byli bankierami, zakładali instytucje finansowe, a często finansowali różne projekty, pomagali Polakom. Mamy w naszym języku powiedzenie „mądry Polak po szkodzie” – sami się czasem śmiejemy z siebie i dodajemy „a głupi przed szkodą”. Przysłowie zaczerpnęliśmy z łaciny „Post mala prudentior” (pol. „Każdy mędrszy po szkodzie”). Czy taki żart można uznać za antypolski?

Mimo że w czasie wojny za pomoc Żydom groziła kara śmierci, Rada Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj, znana jako „Żegota”, pomagała Żydów ukrywać, wydawała im fałszywe dokumenty na polskie nazwiska. Niechęć okazywana czasem Żydom miała dwa powody: za ukrywanie Żydów groziła śmierć ze strony Gestapo, a za wydanie Żyda Niemcom – kara śmierci ze strony polskiego podziemia. Dlatego częściej Żydzi donosili na Polaków do NKWD niż Polacy na Żydów do Gestapo. Nie przypadkiem jesteśmy narodem, który ma najwięcej osób uhonorowanych medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Polacy ratowali Żydów nie tylko na terenie Polski. Dzięki działaniom rządu w Londynie i układowi Sikorski-Majski udało się wydobyć i uratować około 6 tys. polskich Żydów, którzy w 1942 roku razem z armią generała Andersa opuścili ZSRR i przez Iran i Irak dostali się do Palestyny. Wśród nich był Menachem Begin, późniejszy premier Izraela, którego NKWD aresztowało w Wilnie, we wrześniu 1940 r. i który został skazany na 8 lat więzienia. Gdyby nie polski rząd, generałowie Sikorski i Anders, ci ludzie pomarliby w sowieckich więzieniach i łagrach. Nie byli to żydowscy komuniści, ci wrócili do Polski później, razem z Armią Czerwoną i NKWD. Część Żydów, którzy przybyli do Palestyny z armią Andersa zdezerterowała, a Menachem Begin stanął w 1943 roku na czele zbrojnej żydowskiej organizacji Irgun, która dała początek Narodowym Siłom Zbrojnym Izraela.

Po wojnie sytuacja się zmieniła, gdyż ponad milion Żydów zamordowali Niemcy w obozach koncentracyjnych, około miliona zostało na anektowanych kresach wschodnich, część wyjechała z Polski. Do Polski wrócili żydowscy komuniści, którzy pomagali Moskwie zniewolić Polskę. To oni tworzyli, razem z NKWD, aparat bezpieczeństwa Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), który wymordował kilkadziesiąt tysięcy Polaków.

Dziwi trochę, że w obronie Barbary Engelking wystąpił Aleksander Kwaśniewski, bo wywodzi się on właśnie z takiej rodziny. Przecież Józef Goldberg (Józef Różański) – jeden z oprawców rotmistrza Witolda Pileckiego, czy Izaak Stolzman (Zdzisław Kwaśniewski) i wielu innych, to oficerowie NKWD żydowskiego pochodzenia i zbrodniarze wojenni. Izaak Stolzman jako dowódca oddziału NKWD dopuścił się zbrodni ludobójstwa na jeńcach niemieckich, szwedzkich marynarzach, żołnierzach AK i NSZ, dokonywał egzekucji całych wsi.

Pan Kwaśniewski na łamach izraelskiej gazety poucza Polaków, stając w obronie Barbary Engelking: „Choć to trudne, dążenie do poznania prawdy jest konieczne i wzmacnia, a nie osłabia polskie społeczeństwo. Przecież nie ma zbrodniczych narodów, są tylko przestępcy danej narodowości. Ujawnienie prawdy o mrocznych aspektach historii oczyszcza nasze sumienia i oddaje cześć tym, którzy zachowali się przyzwoicie, a nawet bohatersko w czasach powszechnej niegodziwości i pogardy w Europie”. Pan Kwaśniewski powinien wyjaśnić, czy wypowiadał się jako były prezydent polski, czy jako Żyd, a właściwie syn zbrodniarza żydowskiego pochodzenia? Ma Kwaśniewski rację, że dążenie do prawdy „jest konieczne i wzmacnia, a nie osłabia”, ale nie można mówić o polskim antysemityzmie po wojnie bez rozliczenia zbrodni żydowskich funkcjonariuszy bezpieki na Narodzie Polskim. Pana Kwaśniewskiego też to wzmocni i może będzie mógł wreszcie zaświadczyć o tych zbrodniach w Tel Avivie.

Wracając do osoby pani Engelking, to jest ona córką Ryszarda Engelkinga – profesora matematyki na Uniwersytecie Warszawskim oraz tłumacza libertyńskiej francuskiej literatury, na której z pewnością się wychowała. Ryszard Engelking tłumaczył między iinymi pisma markiza de Sade i Nicolasa Bretonne, który wydał takie powieści, jak „Wieśniak zdeprawowany”, czy „Pornograf”, w której dokonał typologii prostytutek i dał im różne nazwy, zależne od ich działalności: utrzymanki, dziewczęta publiczne de facto, półutrzymanki, półcnotki (które dorywczo się tym parają), kurtyzany, damy światowe, panienki (utrzymywane w ukryciu w domach publicznych, których usługi oferowane są najzamożniejszym klientom), nierządnice, ladacznice, ulicznice, prostytutki uliczne. W literaturze i nauce też można swoje usługi oferować, a zdarzają się takie przypadki, jak ktoś dobrze zapłaci. Jednym z bardziej znanych przypadków była powieść „Malowany ptak” Jerzego Kosińskiego, w której na zlecenie opisał gehennę żydowskiego chłopca, prześladowanego na polskiej wsi. Okazało się, że całą historię zmyślił, bo dostał takie zalecenie – napisać antypolską powieść o losie Żydów polskich.. Przy okazji zyskał światową sławę. Był to rodzaj prostytucji intelektualnej. Pani Engelking pracuje w PAN, ale dostaje zlecenia na książki od niemieckich i izraelskich wydawców, zabiega o nagrody i zagraniczne tytuły i honory. To z pewnością daje większe dochody niż pensja w PAN. Tylko że Niemcy chcą rozmyć odpowiedzialność za Holokaust, a Izrael kupuje taką narrację w dobrej albo złej wierze. Dają temu wiarę, bo przecież pisała to polska autorka, która przecież nie będzie kłamała i oskarżała swojego narodu.

Moje wątpliwości budzą już tytuły polskich książek czy artykułów Barbary Engelking. W 2003 roku wydała książkę pt. Szanowny panie gistapo”: donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940–1941 (Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 2003). Pomijam naiwny i prostacki styl. Jeżeli ktoś umiał pisać, to wiedział, że niemiecka instytucja, do której kierował donos, nazywała się Gestapo, a nie „gistapo”. Widać tu kreatywność autorki, która chciała „cytat” ubarwić a autora donosu ośmieszyć i widać brak czujności wydawcy. Napis „Gestapo” Warszawiacy widzieli na tylu obwieszczeniach, że taki błąd jest niemożliwy. Inna sprawa, że jeżeli było tak wiele donosów Polaków do Gestapo, jak twierdzi Barbara Engelking, to Niemcy nie byliby w stanie ich wszystkich weryfikować i na nie reagować. W AK działała komórka, która zajmowała się celowo wysyłaniem fałszywych donosów, by utrudnić Niemcom ich weryfikację, odróżnienie prawdziwych, od fałszywych. Wysyłano fałszywe donosy o tym, że np. w sklepie żelaznym na ulicy Polnej znajduje się miejsce schadzek, albo magazyn broni. Gestapo przyjeżdżało na ul. Polną do sklepu żelaznego, a takiego sklepu nie było, albo mogła być tam zasadzka na Niemców. Takich fałszywych donosów było najwięcej, więc Gestapo nie chciało reagować na anonimy. Engelking zapewne nie bierze pod uwagę również skali analfabetyzmu w tym czasie. W centralnej Polsce nie umiało czytać i pisać ponad 20% Polaków, a na Kresach Wschodnich i na wsiach prawie 70%. Analfabeci nie byli w stanie wysyłać donosów. Nie można było iść z donosem na Gestapo bez podejrzeń o współpracę i bez obawy o wyrok Podziemia.

W 2008 Barbara Engelking publikuje artykuł pt. „Rada Żydowska a Zarząd Miejski Warszawy w latach 1939–1942,” („Rocznik Warszawski” 36 (2008), s. 341–355). Tytuł jest fałszywy, bo sugeruje, że chodzi o niezależny, polski Zarząd Miejski Warszawy, a to był przecież niemiecki zarząd, nie polski. W 2010r. Engelking wydaje książkę pt. „Żydów łamiących prawo należy karać śmiercią! „Przestępczość” Żydów w Warszawie, 1939–1942” (Warszawa 2010). Razi brak precyzji w tytule, w efekcie przekłamanie jest podobne. To nie Polacy definiowali, co jest przestępstwem, ani decydowali jak karać Żydów, tylko Niemcy. Wystarczyło w podtytule dodać „’Przestępczość’ Żydów w Warszawie według niemieckiego okupacyjnego prawa”. Ale to by się Niemcom nie spodobało i by nie zapłacili, nie zaprosili na konferencję, nie zamówili nowej książki. Chęć spełnienia oczekiwań zagranicznych odbiorców powoduje to, że autorka sama zaczyna wierzyć we własną kreację, w to, co napisała, i zaczyna nienawidzić Polaków.

W 2017 roku autorka wydała w Instytucie Yad Vashem książkę pt. „Such a beautiful sunny day. Jews seeking refuge in the Polish countryside, 1942–1945”, czyli „Taki piękny słoneczny dzień. Żydzi szukający schronienia na polskiej wsi, 1942–1945”. W tytule nie ma informacji przed czym lub przed kim Żydzi szukali schronienia na wsi, ale pisze, że na polskiej wsi. Na 100 osób, które wezmą książkę do ręki, kilkanaście ją przekartkuje, może dwie osoby przeczytają, ale wszyscy zapamiętają, jaki los spotykał Żydów na polskiej wsi. To świadomie stosowana poetyka tytułu, która ma na celu dezinformację. Ludzie zapamiętają, jaki straszny los spotykał Żydów na polskiej wsi, a nie to, że zbrodni dopuścili się Niemcy. A przecież to Niemcy strzelali do Żydów, a nie polscy chłopi. Jednak akcent został przeniesiony na polską wieś i polskich chłopów. W tytule książki powinno być wyraźnie napisane: „Żydzi szukający schronienia przed niemieckimi okupantami na polskiej wsi”.

Na kilkadziesiąt publikacji Barbary Engelking w Polsce i za granicą, tylko w jednym tytule pisze o „niemieckich władzach Warszawy”, co też jest mylące, bo powinno być zaznaczone: „niemieckich okupacyjnych władzach Warszawy”, bo nie były to legalne władze. Raz w tytułach prac Engelking pojawiają się naziści, ale we wszystkich jest Warszawa, inne polskie miasta, polska wieś.

Nie ma zrozumienia, że jeśli Niemcy (Gestapo) wpadło do wsi, to chłopi wydawali Żydów z obawy (co jest zrozumiałe), żeby wszystkich nie zabili i wsi nie spalili.

Według Barbary Engelking i Kwaśniewskiego to naziści wespół z Polakami są winni Holokaustu.

Przypomina mi się absurdalna wypowiedź Władysława Bartoszewskiego z wywiadu dla Die Welt: „w czasie wojny bałem się bardziej Polaków niż Niemców”. Polaków za współpracę z Niemcami Podziemie karało śmiercią. Polak mógł tylko donieść Niemcom, a Niemiec albo rozstrzeliwał na miejscu, albo wysyłał do Auschwitz. Niemcy najczęściej nie ufali donosom. Bać się bardziej Polaków niż Niemców mógł tylko ktoś, kto z Niemcami współpracował. To jak przyznanie się do współpracy i oskarżanie Polaków o niemieckie zbrodnie. Jakby to Polacy wywołali wojnę. Jeszcze trochę, a Barbara Engelking idąc tym tropem napisze, że obozy koncentracyjne tworzono po to, by chronić Żydów przed Polakami.

Barbara Engelking nie zdaje sobie sprawy z tego, że pisząc bezkrytycznie o antysemityzmie Polaków i skali rzekomych donosów na Żydów do Niemców, sama staje się taką donosicielką pracującą dla Niemców, donosi Niemcom. Robi mniej więcej to samo, co robili donosiciele, których opisuje – prawdziwie lub nieprawdziwie. Już tytuły jej książek i artykułów budzą takie wątpliwości, że powinna powstać specjalna komisja do zbadania rzetelności naukowej jej publikacji. Anonimowi donosiciele nie dostawali wynagrodzenia od Niemców, a ona za donosy na Polaków otrzymuje honoraria i nagrody.

Mechanizm działania instytucji i wydawców niemieckich jest prosty. Polega na zapraszaniu polskich historyków na konferencje, goszczeniu i nagradzaniu za ustępstwa, za cenę prawdy historycznej i zgodę na współodpowiedzialność Polski za Holokaust, dzieloną z jakimiś anonimowymi nazistami i przyjęcie niemieckiej wizji, nie mającej nic wspólnego z historią i opcji politycznej. Niektórzy historycy, by podtrzymać te, jakże „cenne” zagraniczne kontakty, godzą się najpierw na drobne ustępstwa, a z czasem akceptują niemiecki punkt widzenia.

Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski (2 tomy, red. nauk. Barbara Engelking i prof. Jan Grabowski, historyk), Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2018

Prof. Zbigniew Ryszard Grabowski, pierw. Ryszard Abrahamer - ojciec Jana Grabowskiego. Pochodził ze zasymilowanej rodziny żydowskiej. Jego matką była rzeźbiarka, jedna z pierwszych studentek na ASP w Krakowie Roma Szereszewska (od 1942 jako Joanna Grabowska). W latach 1939–1941 mieszkał we Lwowie, po agresji Niemiec na ZSRR ukrywał się w Generalnym Gubernatorstwie. Wstąpił do AK i jako jej żołnierz walczył w powstaniu warszawskim

***

 

Wiersz o zabiciu doktora K.

 

 

1.

 

i rozjechali się przyjaciele z Lublina –

sierżant Władysław Wolsztajn i strażnik Bernard

Szwarc do Białegostoku sierżant Salomon Morel

do więzienia w Tarnobrzegu plutonowy Franciszek

Lewin – do więzienia w Siedlcach strażnik Giterman

Leon i sierżant Józef Ruchelsman do Białej Podlaskiej

uczyć polskich bandytów miłości do nowej ojczyzny

pięścią pałką prętem nogą od stołka wbijaną między pośladki

wodą w zalanej zimą piwnicy kulą w tył głowy śpiewem

Die Fahne hoch! Die Reihen fest geschlossen!

Zum letzten Mal wird nun Appell geblasen! - uczył Morel

śpiewać skoczne piosenki w Obozie Zgoda na wszystko

była zgoda na wszy na głód na dur plamisty na śmierć

na gwałt pogrzebaczem uczył Morel śpiewać w Tarnobrzegu

w Świętochłowicach w Jaworznie Chorągiew wznieś!

Szeregi mocno zwarte! Już trąbka gra, to apel nasz ostatni!

śpiewa z Morelem dziesięć tysięcy małych polskich bandytów

ujętych na gorącym uczynku gdy roznosili i rozklejali reakcyjne

ulotki ze słowami Ojcze nasz który jesteś w niebie lub

błogosławionaś Ty między niewiastami obrażając socjalistyczną

ojczyznę która ich przecież karmiła paszą pieśnią pięścią

Morel twardy był i nieustępliwy daleko zaszedł aż do Ziemi Świętej

zawdzięczał to pracy własnych rąk ciężkich butów za ciężkich

na jego słabe nogi zerwane ścięgna od wymierzanych kopniaków

odpocząć też musiał podleczyć się zajechał więc do Kielc z wizytą

do specjalisty doktora K. długo rozmawiali o cierpieniach

Morela zanim wyjechał Polacy myśleli że doktor donosi

no to go zabili wredni polscy bandyci Chorągiew wznieś!

Szeregi mocno zwarte!Już trąbka gra, to apel nasz ostatni!

Do boju gotów jest już każdy z nas! uczy Morel śpiewać

A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie drżą usta Michnika

czytającego wiersz oni wciąż swoje Ojcze który jesteś w niebie

Boże coś Polskę


2. Post scriptum

a Polska to w tej chwili dwie kobiety – matka i piętnastoletnia

córka które Izaak Stolzman każe zgwałcić dwóm enkawudzistom

by rozciąć im nożem pochwy jak brzuchy ryb i dobić

rozpalonym do czerwoności prętem a ich krzyk był krzykiem

Polski jaki chciał słyszeć Stolzman krzykiem Abla którym chciał przerazić

Boga Boże coś Polskę więc trzeba innej kobiecie innemu dziecku zdjąć

krzyż przed powieszeniem na łańcuszku z tego krzyża tryska krew Izaak

Stolzman przeciera twarz przeciera oczy by w lustrze zobaczyć Zdzisława K.

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.