Lewicowo-liberalne media rozpętały swoistą kampanię nienawiści po tym, jak część polityków Zjednoczonej Prawicy wzięła udział w uroczystościach na Jasnej Górze związanych z 32-gą pielgrzymką Rodziny Radia Maryja. Ta medialna kampania została zauważona przez Arcybiskupa Wojciecha Polaka prymasa Polski, który błyskawicznie odniósł się do sprawy mówiąc: "Nie słyszałem o paragrafie, który umożliwia czy akceptuje użyczenie politykom ambony”. Jak widać Arcybiskup Polak mógł się przestraszyć, że z ambony na Jasnej Górze mogły paść słowa „Wypierd…..”, „Dym w kościołach” czy też „Jeb.. kler”. Tu Arcybiskupowi Polakowi należy się wyjaśnienie. Z ambony do zebranych nie przemawiał żaden z tak bliskich Jego Ekscelencji polityków totalnej opozycji, więc nie było żadnego ryzyka, że padną z ambony te czy inne wulgarne słowa. Z ambony przemówił lider obozu Zjednoczonej Prawicy Jarosław Kaczyński, który powiedział m.in. „tak jawnie, bezczelnie, kłamliwie i można powiedzieć odrażająco atakowany jest Kościół, atakowany jest Ojciec Święty, atakowane są nasze podstawowe wartości”.
Tak bardzo brakowało nam w ostatnim czasie stanowczego głosu prymasa Polski broniącego Ojca Świętego Jana Pawła II przed oszczerczymi kłamstwami, tak bardzo brakowało nam głosu prymasa Polski sprzeciwiającego się atakom na Kościół katolicki i sprzeciwiającego się publicznej profanacji Krzyża, Eucharystii, wizerunku Matki Boskiej i innych ważnych dla katolików symboli religijnych. Dlatego dobrze się stało, że głos w tej sprawie zabrał Jarosław Kaczyński, który wprawdzie nie jest biskupem ani nawet księdzem, ale jest członkiem Kościoła i miał prawo wypowiedzieć się w tak ważnych kwestiach. I zrobił to nie tylko w swoim imieniu, ale także w imieniu milionów członków polskiego Kościoła, którzy wyczekiwali tego głosu ze strony hierarchów.
Prymas Wojciech Polak stwierdził też, że rolą Kościoła podczas kampanii wyborczej jest „kształtowanie sumień i wskazywanie fundamentalnych zasad mających swoje źródło w Ewangelii”. Czyż słowa wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego o nadchodzących wyborach: „To będzie moment być może na bardzo długie lata decydujący. I stąd waga tego, co będzie indywidulaną decyzją każdego z nas, każdego, kto ma Polskę w sercu, decyzją o pójściu do tych wyborów i o tym, by zdecydować, że Polska ma trwać i się rozwijać, że Polska ma wykorzystywać swoje szanse” nie były – tak jak słusznie ujął to Arcybiskup Polak - kształtowaniem sumień i wskazywaniem zasad mających źródło w Ewangelii? Czyż Kościół nie wskazuje na obowiązek udziału w wyborach i obowiązek podejmowania decyzji zgodnych z dobrze uformowanym katolickim sumieniem każdego z wiernych?
Widać Prymas Wojciech Polak uwierzył lewicowo-liberalnym mediom, które – tak jak niemiecki Onet – informowały w artykułach zatytułowanych „Taniec Kaczyńskiego na Jasnej Górze”, że „nagranie tańczących ministrów, a przede wszystkim samego wicepremiera — Jarosława Kaczyńskiego, zwróciło uwagę wielu internautów”. Swoje opinie dobrze jest kształtować o własne doświadczenia i obserwacje. Jeśli ktoś nie uczestniczył w tych uroczystościach to zanim wyda wyrok, powinien obejrzeć dostępne w sieci nagrania a nie ograniczać się tylko do komentarzy jakiś pismaków. Szkoda, że Arcybiskup Polak nie obejrzał nagrania, na którym widać jak obecni na Jasnej Górze politycy oraz inni licznie zgromadzeni wierni chwyciwszy się za ręce, lekko kołysali się do melodii śpiewanej pieśni:
……..
O ludzie, bracia, do was wołamy -
niech się zakończą grzechów rozłamy
i w ocalonym rodzinnym domu
obdzielmy siebie znakiem pokoju.”
Zawsze byłem przekonany, że ludzie piszący takie komentarze nigdy w życiu nie byli w kościele, nie uczestniczyli w żadnej Mszy św. ani innym Nabożeństwie, nie wiedzą na czym polega i jak wygląda modlitwa. Ale myślałem, że chociaż chodzili na dyskoteki, uczestniczyli w jakiś świeckich zabawach, że przynajmniej wiedzą jak wygląda taniec. Ale to ich problem, naszym problemem jest to, że prymas naszego Kościoła interpretuje słowa „Abyśmy byli jedno, podajmy sobie ręce” jako „agitację polityczną”.
Kościół tworzą ludzie wierzący, często grzeszni i upadający, ale wierzący. I nikt, kto zostaje politykiem z grona członków Kościoła wykluczony być nie może. Jeśli popiera antychrześcijańskie wartości, jeśli popiera uchwalanie ustaw sprzecznych z prawami natury, wspiera cywilizację śmierci przeciw cywilizacji życia, to sam się wyklucza z Kościoła, ale nie jako polityk, tylko jako człowiek. W Kościele jest więc miejsce dla polityków, ale czy Kościół powinien angażować się w politykę? I do tej kwestii w sposób stanowczy odniósł się prymas Polak mówiąc: „Kościół nigdy nie powinien mieszać się w bieżącą politykę”.
Jeśli tak, to pozwolę sobie zadać pytanie: czym było podpisanie w sierpniu 2012 roku na Zamku Królewskim w Warszawie „Dokumentu ze wspólnym przesłaniem Kościołów: katolickiego w Polsce i prawosławnego w Rosji”? Tak Biskup Wojciech Polak mówił wtedy o tym dokumencie: „Jest to orędzie dwóch Kościołów, żyjących w konkretnych narodach, skierowane nie tylko do swoich wyznawców, ale do wszystkich ludzi dobrej woli o wzajemny dialog i próbę zrozumienia siebie także na płaszczyźnie narodowej”. Ani w tej wypowiedzi, ani w innych wypowiedziach hierarchów z tamtego okresu nie ma mowy o ekumenizmie, nie ma mowy o wyznaniu grzechów ani o skrusze, które są niezbędne do przebaczenia i pojednania. Jest tylko mowa o „próbie zrozumienia siebie na płaszczyźnie narodowej” oraz jak to dosadnie ujął zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi prawosławnej Cyryl I jest mowa o tym, że: „powinniśmy pokonać negatywne stereotypy historyczne; powinniśmy się nawzajem szanować, ufać sobie nawzajem”. Toż to czysta polityka i to artykułowana w nowomowie.
Dzisiaj zapewne jesteśmy mądrzejsi w kwestii możliwości zaufania takim osobom jak Cyryl I, który tuż przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę powiedział: „Nasi wojskowi nie mogą mieć żadnych wątpliwości co do tego, że dokonali oni jedynie słusznego i prawidłowego wyboru w swoim życiu”. Ale przecież już wtedy, w roku 2012 było powszechnie wiadomo jakich wyborów dokonywał Cyryl I w swoim własnym życiu. Był współpracownikiem KGB o pseudonimie „Michajłow", zajmował się m.in. obrotem wyrobami tytoniowymi, wwożonymi do Rosji bez cła i składowanymi w Monasterze Daniłowskim, handlował także ropą naftową zarabiając miliony rubli na nielegalnych transakcjach. To nie przeszkodziło jednak sekretarzowi Konferencji Episkopatu Polski bp Wojciechowi Polakowi witać Cyryla I na lotnisku a ówczesnym władzom rządowym zapewnić podczas powitania wojskową kompanię reprezentacyjną i policyjną asystę motocyklistów podczas przejazdu z lotniska. Rosyjskie media chełpiły się tym, że „zwierzchnika Cerkwi prawosławnej powitano w Warszawie z honorami niemal takimi, z jakimi podejmuje się prezydentów”.
Czy te działania hierarchów nie wpisywały się w realizowaną przez ówczesne władze państwowe politykę resetu w stosunkach z Rosją? Wszak Cyryl I spotkał się także z ówczesnym prezydentem Bronisławem Komorowskim, a w uroczystościach podpisania na Zamku Królewskim (na Zamku a nie na terenie kościelnym!) „wspólnego przesłania” uczestniczyli wicepremier Waldemar Pawlak, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, minister Bogdan Zdrojewski i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Dziwne to było przesłanie, tak jak dziwny i niezrozumiały był lansowany przez Donalda Tuska reset. Podczas uroczystości podpisania dokumentu Cyryl I mówił z butą, że „przyjęcie dokumentu odbywa się w znaczącym dla stosunków polsko-rosyjskich okresie: 400. rocznicy wyzwolenia Moskwy od wojsk polskich i 200. rocznicy zwycięstwa wojsk rosyjskich nad Napoleonem”. Zaś po podpisaniu dokumentu pojechał złożyć wieńce na warszawskim cmentarzu żołnierzy radzieckich z okresu II wojny światowej. W ten sposób hierarchowie Kościoła wpisali się w polityczny projekt resetu w relacjach z Rosją. Nie ukrywał tego nawet Donald Tusk mówiąc: „Bardzo się cieszę, że prezydent wziął na siebie trudny i odpowiedzialny polityczny patronat nad tym przedsięwzięciem”.
Mimo wielu pełnych troski apeli ze strony świeckich katolików kierowanych do Episkopatu Polski (m.in. list sygnowany przez Prezes Stowarzyszenia Blogmedia24.pl panią Elżbietę Szmidt) nie doczekaliśmy się do dnia dzisiejszego żadnych wyjaśnień ze strony biskupów zaangażowanych w to przedsięwzięcie, nie doczekaliśmy się publikacji pełnego tekstu „wspólnego przesłania”. W tym kontekście jak ironia brzmią słowa prymasa Wojciecha Polaka odnoszące się do udziału prawicowych polityków w uroczystościach na Jasnej Górze: „Nigdy nie powinniśmy mieszać się w bieżącą politykę ani robić cokolwiek, co naraziłoby nas na taki zarzut”. Niestety, tak w życiu jednostki jak i w wymiarze społecznym i politycznym nie jest problemem samo mieszanie się, problemem jest to, po której stronie próbujemy się wmieszać, po stronie dobra czy po stronie zła, kłamstwa i obłudy. Wydawać by się mogło, że to takie proste a w dodatku chrześcijańskie. Jak widać - nie dla wszystkich.