Polemika do polemiki
Pojawienie się na portalu „Solidarni2010” polemiki z tekstem mojego felietonu „Groźny terrorysta i psychopata ikoną Platformy Obywatelskiej” przyjąłem z miłym zaskoczeniem. Wszak to dowód, że mój tekst był czytany i w dodatku skłonił kogoś do jakieś refleksji. Jednak po przeczytaniu tej polemiki miałem mocno mieszane odczucia, dlatego zdecydowałem się odnieść do kilku kluczowych kwestii przywołanych przez autora.
Po pierwsze mój tekst nie był, jak pisze autor w konkluzji, krytyką samego Theodore’a Kaczynskiego. Był krytyką Platformy Obywatelskiej, której przekaz stał się agresywny, która sugeruje użycie przemocy w walce o władzę. I w tym kontekście eksponowanie transparentu z wizerunkiem Teda Kaczynskiego, który, jak sam autor polemiki przyznał na wstępie, był amerykańską ikoną terroryzmu, było skandaliczne. I nie można tego bagatelizować stwierdzeniami, że to jeden ze zwolenników opozycji przyniósł ten transparent na manifestację. Największe partie polityczny zatrudniają zarówno ochroniarzy, jak i specjalistów od wizerunku, po to, by uniknąć sytuacji przypadkowych i niepożądanych. Trudno mi zatem uwierzyć, że Donald Tusk przemawiał kilka minut na tle tego transparentu i nikt ze służb organizatora wiecu tego nie zauważył. Również sugestia, że transparent był „swego rodzaju grą słów, hiperbolą”, jest nietrafiona. Pomijając kwestie negatywnych emocji i groźby w stosunku do Prezesa PiSu, treść transparentu mogła brzmieć: dlaczego nie zabrałeś obu. Stwierdzenie zabrałeś nie tego jest jednoczesną akceptacją Teda Kaczynskiego ustawionego w kontrze do Jarosława Kaczyńskiego.
To tyle co do wyjaśnienia intencji mojego tekstu. Muszę przyznać, że autor polemiki ma dużą wiedzę dotyczącą biografii Theodore’a Kaczynskiego. A wiedza ta dla mnie okazała się równie zaskakująca, jak sama polemika. Autor pisze, że Ted „mógł mieć wszystko, ale porzucił to i zamieszkał we własnoręcznie zbudowanej chacie w lesie”. To rzeczywiście przywołuje na myśl pustelników, ale pustelnicy na przestrzeni dziejów albo przeżywali głęboką transcendencję, albo byli rozchwiani psychicznie. W przypadku Teda Kaczynskiego trudno mówić o tym pierwszym, skoro autor polemiki pisze, że „był kimś w rodzaju współczesnego świętego tylko bez Boga”. Samo zestawienie przez autora świętości z brakiem Boga jest kuriozalne – czyżby współczesny Kościół stał się aż tak otwarty, że zabrakło w nim Boga?
Myślę, że sedno polemiki zawarte jest w stwierdzeniu, że „przyjęcie monopolu państwa na stosowanie przemocy byłoby nie do pogodzenia z naszą, polską tradycją i kulturą”. Tu należy przywołać opinie wielu biblistów, że w dosłownym tłumaczeniu piąte przykazanie „Nie zabijaj” powinno brzmieć „Nie morduj”. Zabijanie w obronie własnej jest i powinno być dopuszczalne, ale czy autor nie myli tu pojęć zabijania i mordowania? Przywołane przez autora przykłady z historii Polski dotyczą okresu zaborów, dotyczą walki z okupantami, którzy chcieli zniszczyć polską państwowość. Przywołanie przez autora Armii Krajowej w kontekście „prywatnego stosowania przemocy” jest kompletnym nieporozumieniem i niezrozumieniem. Armia Krajowa była strukturą wojskową Polskiego Państwa Podziemnego, a wstępujący do Armii żołnierze deklarowali w składanej przysiędze: „Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg”. Warto tu jeszcze przypomnieć, że samowolne podejmowanie odwetowych działań zbrojnych przez członków AK, jakkolwiek moralnie zrozumiałe i uzasadnione, było karane jako niesubordynacja wobec struktur polskiego państwa.
Stany Zjednoczone Ameryki Północnej nie są rajem na ziemi, ale też nie znajdują się pod żadną zewnętrzną okupacją. Dlatego stwierdzenie autora, że dla Teda Kaczynskiego „jedyną skuteczną metodą, aby jego myśl trafiła pod strzechy, było właśnie przeprowadzanie zamachów” jest niedopuszczalną nadinterpretacją. Czy autor gotów jest udzielić podobnego „rozgrzeszenia” Ryszardowi Cybie, który zamordował Marka Rosiaka, działacza patii, której programu Cyba nie akceptował? Granica miedzy zabiciem a morderstwem jest wbrew pozorom ostra i nie powinno jej się zacierać tego rodzaju opiniami. Autor ma rację, że współczesne Stany Zjednoczone afirmują ruchy LGBT czy takie organizacje jak Black Lives Matter. Ale to właśnie te ruchy i te organizacje nawołują do przemocy i przeciwdziałać temu powinny struktury państwowe, a nie samozwańczy szeryfowie. A co robić, jeśli państwo nie potrafi lub wręcz nie chce temu przeciwdziałać? Przywołam tu działania podjęte przez działaczy pro-life po wyroku Sądu Najwyższego z roku 1973 w precedensowych sprawach Roe kontra Wade oraz Casey kontra Planned Parenthood dopuszczającym aborcję na życzenie. Działacze pro-life nie ograniczyli się do modlitwy, podjęli słuszne i odważne działania m.in. pikietowania klinik aborcyjnych. W ten sposób nie tylko „ich myśl trafiła pod strzechy”, przebili się przecież z prawdą do świadomości wielu osób, ale w konsekwencji, po wielu latach doprowadzili do uchylenia przez SN skandalicznego wyroku.
To tyle co do osoby Teda Kaczynskiego i pamięci o nim, której autor polemiki poczuł się w obowiązku bronić. Co do samej polemiki to moją uwagę zwróciło jeszcze użyte przez autora sformułowanie „dzięki uprzejmości skrajnie lewackiej Antify”. Przyznam, że nie przyszłoby mi do głowy skojarzanie słowa uprzejmość z tą organizacją. A co do korzyści osobistych z napisania tamtego tekstu, o które na szczęście autor polemiki jak stwierdził mnie nie podejrzewa, przyznam szczerze, że korzyści takie mi się marzą. Marzy mi się, że może dzięki takim tekstom, znajdą się osoby, które zrozumieją, że stanie pod takimi sztandarami i wykrzykiwanie „wypier….” czy „jeb….” nie jest skuteczną metodą, że jest drogą donikąd. I zamiast uczestniczenia w programie ulica i zagranica przystąpią do polemiki. Nawet jeśli ich poglądy będą tak zaskakujące, jak poglądy autora przedmiotowej polemiki. Przecież jak głosił tytuł programu Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”.
Marcin Bogdan