„Lewak musi wierzyć w lewactwo!” - poglądy Theodora Kaczynskiego -  polemika z Panem Marcinem Bogdanem
data:28 czerwca 2023     Redaktor: Redakcja

Redakcja publikuje felieton w trybie polemiki. Żaden z tekstów Obu Autorów nie wyraża stanowiska redakcji.


        Po przeczytaniu felietonu Pana Marcina Bogdana pt. „Groźny terrorysta i psychopata ikoną Platformy Obywatelskiej” na portalu Solidarnych 2010, z wrodzonego chyba nonkonformizmu, poczułem się w obowiązku bronić pamięci Theodore’a Kaczynskiego.

Autor w swoim felietonie nie tłumaczy oczywiście powodów, dla których Theodore Kaczynski, który bezsprzecznie był amerykańską ikoną terroryzmu przed zamachami z 11 września 2001 roku, został uznany za groźnego terrorystę, a nawet psychopatę. Podana przez Autora liczba 3 ofiar śmiertelnych i 29 rannych w 10 przeprowadzonych w latach 1978-1995 zamachach wygląda co najmniej blado nie tylko na tle takich terrorystów jak Timothy McVeight, który w dokonanym przez siebie zamachu w Oklahoma City zabił 168, a ranił 680 osób, ale również sprawców strzelanin szkolnych, które od wielu lat powtarzają się w amerykańskim systemie edukacji.

Przyczyną uznania Kaczynskiego za szczególnie niebezpiecznego terrorystę i osadzenia go w więzieniu  o maksymalnie zaostrzonym rygorze ADX Florence w stanie Kolorado nie była zatem duża ilość ofiar przeprowadzonych przez niego zamachów, ale nieprzeciętna inteligencja i stworzony przez niego anarchistyczny program polityczny.
Nikt nie może odmówić inteligencji Kaczynskiemu, który w wieku 16 lat rozpoczął studia na Uniwersytecie Harvarda, a następnie wykładał na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkley, uczelni,  na której pracowało dotychczas 69 laureatów Nagrody Nobla, wśród nich Czesław Miłosz, Linus Pauling czy Glenn T. Seaborg).
W odróżnieniu od większości naukowców, Kaczynski porzucił obiecującą karierę matematyka, choć jak sam twierdził w swoim manifeście „Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość”: „Wystarczy przejść przez program ćwiczeń w celu zdobycia pewnych mało ważnych zdolności technicznych, później przychodzić na czas do pracy i podejmować naprawdę skromny wysiłek konieczny do utrzymania tej pracy. Jedynymi wymaganiami są umiarkowany poziom inteligencji oraz przede wszystkim proste POSŁUSZEŃSTWO.” Mógł mieć wszystko, o czym większość Czytelników jego manifestu może tylko pomarzyć, ale porzucił to i zamieszkał we  własnoręcznie zbudowanej chatce w lesie.
Może był kimś w rodzaju współczesnego świętego Aleksego, ascety, eremity, tylko bez Boga? Kto wie.
Rezygnacja z dóbr doczesnych, które znajdowały się niewątpliwie w zasięgu Kaczynskiego, pozwala wykluczyć, aby popełnił jakiekolwiek przestępstwo z chęci zysku, braku opanowania swoich pożądliwości, czy pod wpływem impulsu.
I właśnie prywatne stosowanie przemocy, aby osiągnąć cele polityczne, jak się wydaje stanowi dla Pana Marcina Bogdana najcięższy zarzut: „ W ten sposób partia Donalda Tuska wkroczyła na drogę bezwzględnej walki, drogę wytyczoną przez takie organizacje jak baskijska ETA czy irlandzka partia Sinn Féin.” Nawet gdyby rzeczywiście przyjąć, że transparent z wizerunkiem Kaczynskiego nie stanowił swego rodzaju żartu, gry słów, ani hiperboli, ale realny program polityczny opozycji, przyjęcie monopolu państwa na stosowanie przemocy byłoby nie do pogodzenia z naszą, polską tradycją i kulturą.
Potępienie Kaczynskiego oraz niepodległościowej, irlandzkiej partii Sinn Fein oznaczałoby jednocześnie potępienie takich postaci polskiej historii, jak Stefan Okrzeja skazany na karę śmierci za próbę zabójstwa oberpolicmajstra Karla Nolkena w 1905 roku, czy braci Ryszarda i Jerzego Kowalczyków, którzy wysadzili aulę Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu w proteście przeciwko uroczystościom z okazji Dnia Milicjanta, za co zostali skazani na karę śmierci.
Przyznanie państwu moralnego monopolu na stosowanie przemocy prowadziłoby w dalszej kolejności do uznania Żołnierzy Wyklętych (a może nawet całej Armii Krajowej) za „bandytów”, natomiast  wymienionego w „Dziadach” Mickiewicza Piotra Aleksjewicza Pahlena („Gdy będę na zaludnieniu, pojmę córeczkę Tatara – może w moim pokoleniu zrodzi się Palen dla cara”) za terrorystę i królobójcę.  
Prorządowi publicyści, gdy zauważyli wizerunek Kaczynskiego na wiecu Tuska, natychmiast potępili samego Unabombera, a w ślad za nim, jak można się domyśleć, napiętnowaliby z pewnością Herberta za wiersz „Mordercy królów” oraz Rymkiewicza za powieść „Wieszanie”, które przecież wprost gloryfikują stosowanie przemocy w celach politycznych. W „Wieszaniu” Rymkiewicz wprost popiera królobójstwo jako krańcową formę przemocy w życiu politycznym, być może żałując braku rozliczenia komunistów po 1989 roku: „Jego śmierć na szubienicy byłaby wielkim wydarzeniem w historii Polski, wydarzeniem, które w całej swojej ohydzie, potworności i wielkości radykalnie i już na zawsze zmieniłoby nasze dzieje - zupełnie inny ich obraz mielibyśmy teraz w naszych głowach. Naród ufundowałby się na tym morderstwie - stałby się przez ten czyn groźnym i dzikim narodem królobójców - i ten czyn dziki i straszny uczyniłby Polaków (może przedwcześnie, a może w samą porę) narodem nowoczesnym - idącym przez krew ku swoim nowym przeznaczeniom.” Rozumiem, że postawa wielkonakładowych „prawicowych” mediów jest spowodowana formułą „co pan każe, sługa musi”. Jednocześnie nie podejrzewam Pana Marcina Bogdana o osiągnięcie jakichkolwiek korzyści osobistych z napisanego tekstu i dlatego mam nadzieję, że może on spojrzeć na „terrorystę o polskich korzeniach” w kontekście naszej historii i kultury, a nie chwilowej politycznej korzyści.
Powracając jednak do samego  Theodore’a Kaczynskiego, przede wszystkim warto przeczytać jego manifest, aby wyrobić sobie samodzielnie zdanie na temat jego poglądów.
W swoim eseju pt. „Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość” Kaczynski tłumaczy zupełnie racjonalnie przyczynę dokonywania zamachów: „Gdybyśmy nie uczynili nic niezgodnego z prawem, by oddać niniejsze pismo wydawcy, prawdopodobnie nie zostałoby przyjęte. Gdyby zostało przyjęte i opublikowane, prawdopodobnie nie zainteresowałoby wielu czytelników, ponieważ większą zabawą jest oglądanie w mediach programów rozrywkowych niż czytanie trzeźwego eseju. Nawet jeżeli to pismo znalazłoby wielu czytelników, większość z nich zapomniałaby o czym czytała w ogromie materiału serwowanego jej przez media. W celu ukazania naszego przekazu ogółowi z szansą pozostawienia trwałego wrażenia musieliśmy zabijać ludzi.” Będąc codziennie bombardowanym przez media setkami zwykle mało istotnych informacji, trudno nie przyznać racji Autorowi manifestu, iż jedyną skuteczną metodą, aby jego myśl „trafiła pod strzechy”, było właśnie przeprowadzenie zamachów.
Dzięki uprzejmości skrajnie lewackiej „Antify”, możemy samodzielnie zapoznać się z manifestem Theodora Kaczynskiego „Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość” https://pl.anarchistlibraries.net/library/ted-kaczynski-spoleczenstwo-przemyslowe-i-jego-przyszlosc Umieszczenie tego tekstu na stronie Antify, jest szalenie zabawne, ponieważ w świetle poglądów Kaczynskiego lewacy są rodzajem sekty („Lewak MUSI wierzyć w lewactwo, odgrywa ono żywotną rolę w jego gospodarce psychologicznej. Jego poglądy nie są łatwo modyfikowane przez logikę czy fakty.”), albo przynajmniej przykładem zbiorowej choroby psychicznej: „Dwie psychologiczne tendencje stanowiące podłoże współczesnego lewactwa nazywamy “poczuciem niższości” oraz “nadsocjalizacją”. Poczucie niższości charakterystyczne jest dla współczesnego lewactwa jako całość, podczas gdy nadsocjalizacja charakterystyczna jest jedynie pewnego jej segmentu; segment ten jest jednak wysoko wpływowy. “Poczucie niższości” rozumiemy nie tylko w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale jako całe spektrum powiązanych cech: niskiej samooceny, poczucia bezradności, tendencji desperacyjnych, defetyzmu, poczucia winy, samonienawiści, itd.”

W swoim manifeście Kaczynski krytykuje również poprawność polityczną (jako przejaw lewactwa): „Jeśli ktoś interpretuje jako uwłaczające prawie wszystko, co się o nim mówi (lub o grupach, z którymi się identyfikuje) wnioskujemy z tego, że ma on poczucie niższości lub niski poziom samooceny. Ta tendencja jest widoczna pośród rzeczników praw mniejszości, niezależnie od tego, czy należą do grup mniejszości, których praw bronią. Są oni nadwrażliwi na terminy używane do określenia mniejszości. Terminy “murzyn”, “orientalny”, “upośledzony” czy “panienka” dla Afrykanina, Azjaty, osoby niepełnosprawnej czy kobiety pierwotnie pozbawione były jakiegokolwiek uwłaczającego znaczenia. “Babka” i “panienka” były jedynie żeńskimi odpowiednikami “faceta”, “gościa” czy “kolesia”. Negatywne znaczenie zostało przypisane tym terminom przez samych aktywistów. Wielu lewaków mocno identyfikuje się z problemami grup, które postrzegane są jako słabe (kobiety), pokonane (Amerykańscy Indianie), odpychające (homoseksualiści) czy w inny sposób niższe. Lewacy sami również uważają te grupy za niższe. Nie przyznaliby się nawet sami przed sobą do tego, że mają takie odczucia, ale właśnie dlatego identyfikują się z problemami tych grup, ponieważ uznają je za niższe. (Nie chcemy przez to powiedzieć, że kobiety, Indianie, itd. są niżsi, czynimy tylko uwagę na temat lewackiej psychologii).
Feministki desperacko chciałyby udowodnić, że kobiety są równie silne i uzdolnione jak mężczyźni. Najwidoczniej nękane są przez obawę, że kobiety mogą NIE być równie silne i uzdolnione jak mężczyźni.
Lewacy wydają się nienawidzić wszystkiego, co posiada wizerunek silnego, dobrego i pełnego sukcesów. Nienawidzą Ameryki, nienawidzą zachodniej cywilizacji, nienawidzą białych mężczyzn, nienawidzą racjonalności. Powody, jakie podają lewacy na uzasadnienie swej nienawiści do Zachodu, itd. w oczywisty sposób nie odpowiadają ich rzeczywistym motywom. Twierdzą, że nienawidzą Zachodu za jego upodobanie do wojen, imperializmu, seksizmu, etnocentryzmu, itd., lecz gdy tylko te same wady ujawniają się w krajach socjalistycznych lub kulturach prymitywnych, lewacy znajdują dla nich uzasadnienie lub co najwyżej NIECHĘTNIE przyznają, że owe wady istnieją, podczas gdy ENTUZJASTYCZNIE wytykają (często znacznie przesadzając), gdy pojawiają się w cywilizacji zachodniej. Jest więc oczywiste, że wady te nie stanowią rzeczywistego motywu nienawiści do Ameryki i Zachodu. Nienawidzą Ameryki i Zachodu za to, że są silne i pełne sukcesów.”
Jak widać anarchistyczny terrorysta z lat 80 i 90 XX wieku ocenia lewactwo jeszcze bardziej surowo niż współczesne strony nacjonalistyczne.
Obserwując współczesne Stany Zjednoczone i zyskujące w nich na znaczeniu ruchy LGBT i  Black Lives Matter (finansowane przez fundację George’a Sorosa „Open Society Fundation”), trudno nie ocenić poglądów Theodore’a Kaczynskiego, przynajmniej w części dotyczącej lewactwa za wizjonerskie.
Powstrzymałbym się zatem z krytykowaniem samego Theodore’a Kaczynskiego tylko z tego powodu, że jeden ze zwolenników totalnej opozycji przyniósł na manifestację transparent z jego zdjęciem. I o dokonanie podobnej refleksji Pana Marcina Bogdana proszę.

B.L.

[imię i nazwisko Autora znane redakcji]
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.