Marcin Bogdan: Car Aleksander I Romanow król Polski  Александр I Павлович
data:21 czerwca 2023     Redaktor: Redakcja

Historia magistra vitae – historia nauczycielką życia. Historię dawną trzeba poznawać, historię współczesną trzeba zapamiętywać, ale pamięć bywa ulotna. Dlatego doskonale się stało, że telewizja publiczna rozpoczęła emisję cyklu dokumentalnego „Reset” autorstwa dziennikarza Michała Rachonia i historyka Sławomira Cenckiewicza. Autorzy cyklu nie tylko przypominają wydarzenia sprzed kilkunastu lat, ale także ujawniają dokumenty, które były dotychczas niedostępne opinii publicznej.

 

                W pierwszym odcinku „Resetu” przypomniano polsko – rosyjskie relacje z okresu pierwszych rządów PiSu w latach 2005 – 2007 i po przejęciu władzy przez PO w roku 2007. Pamięć bywa ulotna – czy pamiętamy, że po objęciu w Polsce władzy przez PiS, dokładnie w dniu zaprzysiężenia przez Sejm rządu Jarosława Kaczyńskiego, Rosja wprowadziła embargo na polskie mięso, a po następnych 5-ciu dniach embargo na produkty roślinne? Rząd PiSu jeszcze nie zaczął rządzić, Sejm jeszcze nie uchwalił żadnej ustawy, a Rosja natychmiast po zaprzysiężeniu rządu wprowadziła restrykcje handlowe przeciwko Polsce. Czy nie podobnie jak Rosja zachowała się „polska” opozycja? Przecież KOD, czyli Komitet Obrony Demokracji, powołano w odpowiedzi na samo ukonstytuowanego się rządu PiSu, także tuż po jego zaprzysiężeniu, a nie w wyniku jakichkolwiek niedemokratycznych działań ze strony rządu.

                Polski rząd podjął negocjacje z Rosją w sprawie embarga, a wobec braku efektów tych negocjacji przez cały 2006 rok próbował włączyć do rozmów Unię Europejską, której byliśmy przecież prawomocnym członkiem. Jednak Niemcy czy też Francja bardziej były zainteresowane prowadzeniem własnych interesów z Rosją „taką jaką ona jest”, niż udzieleniem Polsce wsparcia w kwestii zniesienia rosyjskiego embarga. W konsekwencji braku solidarności ze strony UE w dniu 13 listopada 2006 roku Polska zgłosiła veto w sprawie negocjacji wieloletniej umowy handlowej między UE a Rosją. Taki stan prawny obowiązywał przez cały rok 2007, aż do przedterminowych wyborów na jesieni 2007 roku, po których PO przejęło władzę a Tusk został premierem.

                W lutym 2008 roku zaledwie 3 miesiące po objęciu rządów Donald Tusk udał się z wizytą do Rosji. Wobec opisanej powyżej sytuacji i mocno napiętych stosunków polsko – rosyjskich wizyta ta wymagała szczególnie starannych przygotowań. Dlatego poprzedzona została spotkaniem i rozmowami ministrów spaw zagranicznych Radosława Sikorskiego i Sergieja Ławrowa. Autorzy „Resetu” ujawnili nieznany dotychczas dokument, a mianowicie przygotowane w polskim MSZ z datą 16 stycznia 2008 roku „Tezy odnośnie do filozofii stosunków polsko – rosyjskich”. W materiale tym, przygotowującym polskiego Ministra Spraw Zagranicznych do trudnych rozmów z Rosją, z którą byliśmy skonfliktowani w kwestiach handlowych, czytamy: „Mimo licznych konfliktów w wieku XIX i XX, warto przypomnieć charakterystyczny epizod, kiedy to po utworzeniu w 1815 roku Królestwa Polskiego car i król polski, Aleksander I, nadał mu konstytucję, wzorowaną na liberalnej napoleońskiej konstytucji Księstwa Warszawskiego. Tym aktem Aleksander zaskarbił sobie sympatię Polaków i stał się bohaterem dziękczynnej pieśni Boże coś Polskę”.

                Dokument ten i przywołana teza są szokujące. Nie tylko dlatego, że zawierają półprawdy. Owszem, car Aleksander I był formalnie królem Polski, ale przecież nie w wyniku elekcji czy praw dziedzicznych do polskiego tronu, tylko w efekcie powołania niesuwerennego bytu jakim było Królestwo Polskie związane unią personalną z rosyjskim imperium. Każdy car Rosji uznawał się królem Polski. Sama konstytucja nie była zatwierdzona przez struktury parlamentarne tylko nadana odgórnie. Także półprawdą jest przywołana historia powstania pieśni „Boże coś Polskę”. Wprawdzie miała charakter dziękczynny wobec cara, ale nie powstała spontanicznie z woli Narodu, nie została napisana przez żadnego wieszcza. Pieśń powstała na zamówienie wyjątkowo wrogo nastawionego do Polski księcia Konstantego. Polacy zaś odczuwali taką wdzięczność wobec cara Aleksandra, że narzucone odgórnie słowa „Naszego Króla zachowaj nam Panie!” już po kilku miesiącach zastąpili słowami „Naszą ojczyznę racz nam wrócić, Panie”. I w takiej właśnie postaci, z dodatkowo zmienioną melodią, pieśń „Boże coś Polskę” stała się nieformalnym hymnem Polski i towarzyszyła naszym przodkom w kolejnych latach zmagania się z okupantami.

                Dokument „Tezy odnośnie do filozofii stosunków polsko – rosyjskich” oraz przywołane zdanie są szokujące nie tylko dlatego, że zawierają półprawdy. Są szokujące, przede wszystkim dlatego, że przygotowywały mentalnie polską delegację do rozmów z pozycji przegrywającego. Każdy ma jakieś życiowe doświadczenie w uczestniczeniu w negocjacjach. Wiadomo, że udając się na negocjacje musimy uświadomić sobie cel, który chcemy osiągnąć oraz granice ustępstw, na które jesteśmy gotowi przystać. Polska pod koniec XVIII wieku nie utraciła Niepodległości w wyniku zbrojnej napaści. Utraciła Niepodległość w wyniku zdrady i zaprzaństwa. Uświadamianie polskiej delegacji udającej się do Moskwy w roku 2008, że nawet w takiej sytuacji, nawet po zrzeczeniu się suwerenności na rzecz obcego mocarstwa można liczyć na jakąś przychylność ze strony okupanta jest niczym innym, jak formą zdrady i zaprzaństwa. To szokujące wytyczenie granicy ustępstw. Dlatego tak ważne jest, by tego typu dokumenty, rzeczowe dowody uległości wobec wrogiego mocarstwa, były ujawniane opinii publicznej.

                W efekcie zgłoszonej przez Prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji ustawy o komisji do zbadania rosyjskich wpływów w Polsce zakaz sprawowania funkcji publicznych przez osoby, które działały na rzecz Rosji, został zastąpiony miękkim stwierdzeniem, że nie dają one rękojmi należytego wykonywania czynności w interesie publicznym. Dlatego to my jako wyborcy musimy pozyskać wiedzę, kto z kandydatów do Sejmu, Senatu czy też do struktur samorządowych działał, działa lub gotów jest działać na rzecz Rosji, a zarazem na szkodę Polski. To nasz obowiązek a zarazem powinność, szczególnie, gdy Prezydent sprzeciwia się odebraniu tym osobom biernego prawa wyborczego.

                Zinfiltrowani urzędnicy MSZ uznali w roku 2008, że liberalna konstytucja nadana w roku 1815 przez obce mocarstwo była wyższą wartością niż niepodległość i suwerenność własnej Ojczyzny. I taka mentalność przyświeca wielu politykom po dzień dzisiejszy. Liberalne dyrektywy Unii Europejskiej uznają za wyższą wartość niż zapisy polskiej konstytucji uchwalonej przez Zgromadzenie Narodowe i zatwierdzonej w ogólnonarodowym referendum. Konstytucji, którą wprawdzie przywołują na sztandarach i t-shirtach, ale której nie znają, nie przestrzegają i nie szanują. Ku uciesze Rosji, dla której targowiczanie byli i będą zawsze wymarzonym partnerem do rozbiorowych negocjacji.

Marcin Bogdan






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.