Każdy człowiek a tym bardziej każda grupa ludzi, każda wspólnota potrzebuje autorytetów, które są dla niej punktem odniesienia. Autorytety są drogowskazem dla wspólnoty, ale także w jakimś sensie swoją narracją definiują tę wspólnotę a nawet często mówią za tę wspólnotę, mówią w jej imieniu. Oczywistym jest więc, że zarówno środowiska patriotyczne we współczesnej Polsce, jak i ludzie skupieni wokół totalnej opozycji, mają swoje autorytety. Autorytety środowisk patriotycznych głoszą przesłanie „zło dobrem zwyciężaj” i oponenci nazywają to mową nienawiści. Autorytety środowisk opozycyjnych kierują się zaś tolerancją i poszanowaniem, ich mowa ich zdaniem jest pełna miłości.
Przytoczę tu parę wypowiedzi z ostatnich dni autorytetów opozycji, tych największych, tych „niekwestionowanych”. Z góry uprzedzam czytelników, że w cytatach tych wypowiedzi nie będę używał wykropkowywania wulgarnych słów. Sprawa jest zbyt poważna, by ją tuszować, to trzeba przeczytać i usłyszeć dosłownie, tak jak to zostało wyartykułowane przez te wybitne autorytety:
Szczególnie wypowiedź Andrzeja Seweryna jest istotna dla zrozumienia powagi sytuacji, dlatego zamiast cytować ją w całości polecam jej wysłuchanie, to zaledwie 76 sek. a mówi nieomal wszystko:
https://twitter.com/a_hrechorowicz/status/1664755202262441986
Andrzej Seweryn mówi do swojego wnuka, do małego dziecka, ale jako autorytet mówi także do wszystkich zwolenników opozycji. I bardziej od wulgaryzmów szokujące jest to, że wzywa do agresji, do użycia siły. Bo powtarzane przez niego wielokrotnie słowo przyp… nie oznacza nic innego, jak tylko przemoc. Andrzej Seweryn jest wybitnym aktorem, dla określenia zwolenników Zjednoczonej Prawicy mógł użyć różnych określeń z bogatego arsenału słownictwa, jakim dysponuje. Ale Andrzej Seweryn nazwał mnie, Ciebie, z pełną premedytacją nazwał nas bandytami. Użył tego samego określenia, którego wobec Żołnierzy Niezłomnych używali zrusyfikowani komuniści. Seweryn po zagraniu w filmie „Prymas” roli Stefana Kardynała Wyszyńskiego mówił: „Oczywiście to wyzwanie mnie onieśmielało, postać prymasa jest bowiem nie tylko wyjątkowa i pełna charyzmy, ale wciąż pamiętana". Teraz, po kilkunastu latach mówi: „żadnych dialogów chrześcijańskich”. Wyciągnięcie ręki na znak pokoju jest więc tylko odegraną przez aktora rolą, nieskrywanym już celem rzeczywistym jest „przypierdolić”. I nie liczmy na żadne rozejmy, na żadne umowy czy ustalenia. Seweryn mówi wyraźnie: „żadnej debaty, żadnego porozumienia, nie kurwa, przypierdolić”.
Ktoś powie - to tylko słowa. Nie, to nie tylko słowa, to manifest totalnej opozycji. Tego nie można bagatelizować. Wybitny polski sędzia piłkarski Szymon Marciniak opowiadał na jednym ze spotkań o swojej karierze zawodowej, o ciężkiej pracy, która zaowocowała sukcesem i powszechnym uznaniem. Nie używał wulgaryzmów, mówił porywająco z pełną kulturą osobistą. Środowiska liberalno-lewackie uznały jednak, że event, na którym wystąpił zorganizowała niewłaściwa osoba. I choć Marciniak nie składał żadnych politycznych deklaracji, nie poruszał żadnych drażliwych kwestii, to za sam fakt uczestnictwa w tym spotkaniu próbowano skazać go na infamię. Zażądano od UEFA odebrania Szymonowi Marciniakowi prawa do sędziowania najważniejszego meczu europejskich rozgrywek klubowych, finału Ligi Mistrzów. Ale jakoś nie słyszałem, by po skandalicznej wypowiedzi Andrzeja Seweryna domagano się pozbawienia go funkcji dyrektora Teatru Polskiego. Nie słyszałem też, by francuski teatr narodowy Comédie-Française potępił jego wulgarne i pełne nienawiści słowa czy wręcz wykluczył go ze swoich szeregów. Tak o to w praktyce realizowana jest słynna doktryna Neumanna : „Jak będziesz w Platformie, będę cię bronił, k***a, jak niepodległości”.
I nie ma tu żadnej symetrii, żadnego tak lansowanego ostatnio symetryzmu. Nie słyszałem, by jakikolwiek autorytet prawej strony sceny politycznej wypowiadał się w tak wulgarny i agresywny sposób, jak to czyni Seweryn i jemu podobni. Nie słyszałem też, a uczestniczyłem w wielu uroczystościach, marszach i wiecach patriotycznych, by uczestnicy tych manifestacji wznosili wulgarne okrzyki, wzywali do nienawiści i przemocy. 4 czerwca setki osób udających się na tzw. marsz Tuska krzyczało na stacjach metra „Jebać PiS”. Już nie setki, a tysiące osób wznosiło ten okrzyk podczas przemarszu ulicami w centrum Warszawy. Ogromna ilość transparentów niesionych przez uczestników marszu 4 czerwca wraz z unijnymi flagami, nawoływała do agresji, zawierała ordynarne, rynsztokowe słownictwo. Ci ludzie idąc za przykładem swoich „autorytetów” upadli tak nisko, że podobnie jak Andrzej Seweryn wychowują swoje dzieci i wnuki w nienawiści. Wychowują w nienawiści, tak jak wychowywał Hitlerjugend czy Komsomoł. Czy scena z marszu 4 czerwca, gdy grupa maluchów z pierwszych klas szkoły podstawowej otoczona „dumnymi” rodzicami wykrzykuje „PiS do piekła” nie przypominała scen z młodzieżowych manifestacji z epoki Hitlera i Stalina?
Słuchajmy autorytetów, ale nie w znaczeniu bycia posłusznym, tylko w znaczeniu zrozumienia tego, co tak naprawdę mówią. Autorytety totalnej opozycji tak jak faszyści głoszą nienawiść, nawołują do agresji, chcą nas wysłać do komór gazowych. Faszyści mówili o sobie, że są faszystami i dlatego wszystko im wolno. Współcześni naśladowcy wyciągnęli z historii tylko jeden czysto taktyczny wniosek. Dla niepoznaki nie siebie, a nas nazywają faszystami i dalej uważają, że wszystko im wolno. Ale nas nie pokonają. Zwyciężymy, bo zło się dobrem zwycięża. Zwyciężymy, bo w perspektywie dobro zawsze zwycięża. Pozostaje tylko jedno bolesne pytanie, jaka będzie cena tego zwycięstwa. Jak wysoką cenę przyjdzie nam tym razem zapłacić?
Marcin Bogdan
Od redakcji: