Ten tekst powinien napisać ksiądz, osoba duchowna. Może jednak uda mi się nakłonić czytelników do osobistej refleksji, a osoby duchowne do głębszej interpretacji poruszonego tematu.
Wiara katolicka opiera się na prawdach wiary, na dogmatach, wspierana jest też istotną symboliką, która jest uzewnętrznieniem dogmatów i prawd wiary. Taką symboliką było zawsze zanoszenie w święto Ofiarowania Pańskiego Światła Chrystusa z kościołów do naszych domów. Pamiętam z dzieciństwa, że światło to zawsze odpalane było od świecy przy Ołtarzu, przekazywane przez ministrantów wiernym, dzieliliśmy się tym światłem od Ołtarza i nieśliśmy je do domów. Teraz nagminne jest, że ludzie w kościołach sami zapalają sobie świece zapałkami czy zapalniczkami. Płomień świecy jest pozornie taki sam, ale czy nie gubimy jakiejś głębokiej symboliki zawartej w tym obrzędzie?
Dużo poważniejszą, bardziej zasadniczą sprawą jest kwestia sposobu przyjmowania Komunii Świętej. U progu pandemii ktoś wszedł do szeroko otwartych polskich kościołów ostrzegając przed przyjmowaniem Komunii do ust. Nie wyjaśnił jednak na czym polega zagrożenie, w jaki sposób zdezynfekowane tuż przed udzielaniem Komunii ręce kapłana mogą być bardziej zawirusowane od naszych rąk. Ulegliśmy dosyć łatwo tym podszeptom. Tłumaczyliśmy siebie i innych, że to kwestia ochrony naszego zdrowia. Pandemia jednak minęła, ludzie już się ze sobą witają bez obaw, nawet przekazują sobie znak pokoju poprzez podanie ręki, ale wielu już nie powróciło do formy przyjmowania Komunii do ust. Nie będę tu pisał o historycznych początkach formuły przyjmowania Komunii na rękę, nie będę też pisał o tym, że wraz z rozpowszechnianiem się tej formuły w Europie zachodniej, kościoły zaczęły się wyludniać, a Święty Jan Paweł II musiał zadać w 1985 roku przejmujące pytanie: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”. O tym wszystkim można poczytać sobie choćby w internecie bardzo ciekawe teksty i opracowania.
Ja chcę zwrócić uwagę na inną, jakże istotną kwestię. W Kościele Katolickim Sakramenty Święte są udzielane, Sakramenty Święte się przyjmuje. Są dwie strony potrzebne, by akt sakramentalny był skuteczny - udzielający Sakrament i przyjmujący. Żadnego Sakramentu nie można wziąć sobie samemu. Ale dla porządku prześledźmy po kolei wszystkie Sakramenty:
1.Chrzest
Chrztu udziela ksiądz. W sytuacjach zagrożenia życia, np. zagrożenia życia narodzonego dziecka, chrztu może udzielić osoba świecka, rodzic, lekarz czy pielęgniarka w szpitalu. Ale nawet dorosła nieochrzczona osoba w sytuacji zagrożenia życia nie może ochrzcić się sama, potrzebna jest druga osoba, osoba udzielająca chrztu
2.Bierzmowanie
Bierzmowania udziela biskup. W sytuacjach nietypowych, gdy coś stanie na przeszkodzie i biskup nie dotrze na uroczystość bierzmowania nikt go nie może zastąpić, nawet ksiądz, tym bardziej nie można się bierzmować samemu.
4.Pokuta
Sakramentu Pokuty może udzielić tylko ksiądz. Nie można się wyspowiadać samemu, tylko we własnym sumieniu. Warto zwrócić uwagę, że zaraz po tym, jak przyjmowanie Komunii na rękę stało się w Polsce powszechne, znowu ktoś wszedł do szeroko otwartego Kościoła i zaczął podjudzać, by zrezygnować ze spowiedzi wobec kapłana. Jeśli nie zrezygnować całkowicie, to zakazać tego dzieciom i młodzieży. Nauczyć je, by same sobie udzielały rozgrzeszenia.
5.Namaszczenie chorych zwane kiedyś ostatnim namaszczeniem
Sakramentu Namaszczenia udziela wyłącznie ksiądz. Ilekroć, gdy chory jest w stanie krytycznym, ktoś z rodziny czyni starania, by przy chorym jak najszybciej pojawił się ksiądz. Nikt nie może w takiej sytuacji przywieźć oleju chorych i udzielić tego Sakramentu w zastępstwie księdza, tym bardziej chory nie może sam się namaścić.
6.Kapłaństwo
Sakramentu Kapłaństwa udziela biskup. Nawet kleryk po latach nauki w seminarium nie może sam się wyświęcić, nawet, gdyby spełniał wszystkie niezbędne warunki formalne.
7.Małżeństwo
Sakramentu Małżeństwa udzielają sobie nawzajem mężczyzna i kobieta, ale nieodzownym warunkiem ważności Sakramentu jest przyjęcie go przez drugą stronę poprzez publiczne wyrażenie zgody. Przy obrzędzie musi asystować prezbiter lub diakon, który przyjmuje zgodę małżonków w imieniu Kościoła i udziela błogosławieństwa Kościoła.
Warto zwrócić uwagę, że nawet w przypadku związku małżeńskiego niesakramentalnego, tzw. ślubu cywilnego, konieczna jest obecność urzędnika Stanu Cywilnego. Nie można ani w przypadku kościelnego Sakramentu ani w prawie cywilnym samemu ogłosić się czyimś mężem lub żoną.
A teraz powróćmy do trzeciego Sakramentu czyli Eucharystii. Czy przyjmowanie Komunii na rękę nie jest formą udzielenia sobie samemu Sakramentu? Ktoś powie – ale przecież Komunii udziela kapłan, tyle, że nie do ust tylko na rękę. To który moment należy uznać za przyjęcie Komunii, moment otrzymania Komunikantu do ręki czy moment włożenia go samemu do ust? Trudny temat. Sytuacja nie jest tu tak jednoznaczna, jak w przypadku udzielania Komunii do ust. Szczególnie tę niejednoznaczność można dostrzec w przypadku Komunii przyjmowanej pod dwiema postaciami. W takiej sytuacji wierni przyjmujący Komunię na rękę sami zanurzają chleb – Ciało Chrystusa w winie – we Krwi Chrystusa. Zdarza się jednak tak, także w Polsce, że nie odbywa się to w „asyście” księdza, który czuje się w tym momencie niepotrzebny, siada gdzieś z boku a wierni – jakkolwiek to nie zabrzmi – obsługują się sami. W Europie zachodniej praktykowane jest samodzielne branie Komunikantów z Ołtarza, skoro jest to przyjmowanie Pokarmu wprowadzono zwyczaj tak zwanego szwedzkiego stołu, znanego z przyjmowania pokarmu, ale tego przez małe p. A to już zdecydowanie staje się udzielaniem Sakramentu Eucharystii samemu sobie. I to jest właśnie ogromne ryzyko niejednoznaczności – bo czy osoba, która przyjęła Komunikant od Kapłana na rękę, odeszła kilka kroków, wręcz odwróciła się tyłem do Ołtarza i dopiero wtedy włożyła Komunikant do ust, jest bliżej formuły przyjęcia Komunii od kapłana czy wzięcia sobie samemu? A sceny takie są niestety już codziennością także w polskich w kościołach.
Jak napisałem w tytule, nie jest to felieton li tylko religijny. Opisany problem ma szersze, jak najbardziej świeckie podłoże. Współczesny świat próbuje nam wmówić, że jesteśmy panami tego świata. Wszystko zależy od nas i to my możemy o wszystkim decydować. Możemy decydować o narodzeniu lub zabiciu poczętego dziecka, możemy decydować o zabiciu (eutanazja) rodziców czy dziadków, bo są schorowani lub zwyczajnie nam zawadzają. I to wszystko w ramach tzw. postępu nauki a w rzeczywistości w imię nieuctwa. To przecież współczesna nauka pozwoliła badać DNA poczętego dziecka, i nie ważne czy nazwiemy je dzieckiem czy płodem to jest ono odrębnym człowiekiem, ma swoje unikalne DNA. Ale żeby przełamać naturalny opór wmawia się młodym kobietom, że to ich ciało. Przykłady można mnożyć. Cel jest jeden, przełamać naturalny opór człowieka, odwrócić mu znaczenie podstawowych pojęć, odwrócić mu hierarchię wartości. Po prostu zagłuszyć jego sumienie.
Komunizm nazywał religię zabobonem ciemnych mas. Miedzy innymi dlatego upadł. Dzisiejszy świat jest bardziej perfidny. Mówi nam, że religia nie jest złą rzeczą. Ale zamiast podporządkowywać się konserwatywnym regułom, mamy reguły te modyfikować zgodnie z duchem czasu. Jeśli odczuwamy transcendentność, to przecież możemy sami się ochrzcić, sami się bierzmować, sami udzielić sobie rozgrzeszenia i sami przyjąć Eucharystię. Możemy sami uznać się za męża czy żonę i wreszcie sami namaścić się w obliczu śmierci. I nawet jeśli ktoś przyczyni się do naszej śmierci, to przecież w rezultacie sami umrzemy. Ale warto w tym kontekście zadać sobie pytanie: czy potrafimy sami Zmartwychwstać?
Marcin Bogdan