Marcin Bogdan: Maria Lwowa – Biełowa
data:04 kwietnia 2023     Redaktor: Redakcja

Dla wielu osób decyzja Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze o wydaniu nakazu aresztowania Władimira Putina i Marii Lwowej-Biełowej była wprawdzie pozytywnym, ale jednak dużym zaskoczeniem.  Trzeba przy tym mieć świadomość, że szansa na faktyczne zatrzymanie oskarżonych, wytoczenie im procesu, wniesienie aktu oskarżenia, a w konsekwencji na wydanie wyroku jest bliska zeru.

Nie wynika to tylko z faktu zaledwie częściowo nadszarpniętej siły Putina, ale także z niuansów umów i traktatów międzynarodowych. Trybunał haski funkcjonuje w oparciu o Statut Rzymski z roku 1998. Trybunał może na tej podstawie wydawać listy gończe i ścigać zbrodniarzy, ale sądzić może tylko obywateli państw, które uznały jurysdykcję haskiego trybunału. A nie zrobiła tego nie tylko Rosja, ale także USA i Chiny.
Nie zmienia to jednak faktu, że decyzja MTK jest ważna i ma istotne znaczenie polityczne. Wydany list gończy jest czymś innym niż najmocniejsze nawet oskarżenia wypowiedziane przez tego czy innego polityka w jakimś płomiennym przemówieniu. Decyzja MTK praktycznie zamyka drogę do rozmów pokojowych z Putinem jako przedstawicielem Rosji, stawia też w kłopotliwej sytuacji tych, którzy chcieliby prowadzić jakikolwiek dialog, choćby gospodarczy, z obecnym prezydentem Rosji. Także sam Putin będzie musiał brać pod uwagę ryzyko aresztowania w przypadku chęci wyjazdu poza teren Rosji.
Dla wielu osób równie dużym zaskoczeniem jak sama decyzja MTK było to, że drugą osobą obok Putina ściganą listem gończym jest Maria Lwowa – Biełowa. Raczej należało się spodziewać, że na liście tej znajdzie się jakiś bliski doradca Putina, szef Sztabu Generalnego czy któryś z generałów. Ale Maria Lwowa – Biełowa, osoba, której wielu z nas w ogóle nie kojarzy? Kim zatem jest ta pani, która dostąpiła „zaszczytu” znalezienia się u boku Putina w nakazie aresztowania wydanym przez MTK?
Maria Lwowa – Biełowa jest działaczem społecznym i politykiem, od listopada 2019 członkiem partii Jedna Rosja, od września 2020 senatorem Federacji Rosyjskiej, a od października 2021 roku Pełnomocnikiem przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej do spraw Praw Dziecka. Prywatnie jest żoną programisty Pawła Kogelmana, który w sierpniu 2019 roku przyjął święcenia i został duchownym Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Mają pięcioro własnych dzieci, pięcioro adoptowanych, a Maria Lwowa – Biełowa jest także opiekunką prawną trzynaściorga dzieci niepełnosprawnych. Zarzut postawiony jej i Putinowi przez MTK dotyczy udziału w zbrodniach przeciwko ludzkości i ludobójstwie i jest związany z procederem bezprawnych deportacji ukraińskich dzieci i przymusowym przekazywaniu ich do adopcji w rodzinach rosyjskich.
Decyzja MTK może trochę przypominać casus gangstera Al Capone, którego oskarżono o unikanie płacenia podatków, gdyż nie potrafiono mu udowodnić innych przestępstw, które popełnił. Nie chodzi tu w żadnej mierze o przyrównanie win gangstera i zbrodniarzy wojennych, ale o stwierdzenie faktu, że oskarżenie Trybunału nie dotyczy kwestii powszechnie uznawanych za zbrodnie wojenne, jak sama napaść Rosji na Ukrainę czy też torturowanie i mordowanie ludności cywilnej. Te zbrodnie choć pokazywane i nagłaśniane przez media są trudniejsze do prawnego udowodnienia. Zbrodniarz zawsze może się bronić, że rozkazywał jedynie strzelać do kontratakujących żołnierzy, a błąd ludzki lub „niespodziewany podmuch wiatru” przekierował ogień artylerii na ludność cywilną.
Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze za podstawę do wydania listów gończych przyjął kwestie adopcji ukraińskich dzieci w rosyjskich rodzinach, do czego paradoksalnie sama Rosja się przyznaje, wręcz się tym chlubi, przez co dała mocną podstawę prawną do wydania takiej decyzji. Jak wygląda w praktyce ten proceder? Na terenach okupowanych Rosjanie stworzyli tzw. obozy filtracyjne. Umieszczane są w nich całe rodziny z anektowanych terenów. Obozy te przypominają swym charakterem czasy stalinowskie. Obozy w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie też miały charakter filtracyjny. Rosjanie oceniali, czy uwięzieni gotowi będą zaakceptować „sowiecki mir”. Wtedy w obozach tych uwięziona została elita państwa polskiego, mundurowi, politycy, osoby piastujące ważne stanowiska. Dlatego zdecydowana większość została zweryfikowana negatywnie i zamordowana. Ale były osoby, które przeżyły, co nie oznaczało, że zostały złamane, że zadeklarowały współpracę. Oceniono jedynie, że nie stanowią dla sowieckiego miru na tyle istotnego zagrożenia, żeby od razu ich mordować. Dzięki temu stali się w przyszłości nieocenionymi, naocznymi świadkami zbrodni dokonanej na polskiej elicie.
Obecnie na Ukrainie, w obozach filtracyjnych Rosjanie dokonują podobnej oceny. Oceniają czy ojciec, matka czy rodzice rokują nadzieję na zaakceptowanie ruskiego miru i czy w tym duchu wychowają swoje dzieci. Jeśli tak, to dzieci pozostają przy swoich biologicznych rodzicach. Jeśli nie, rodzice są prawdopodobnie mordowani, a dzieci przewożone są na teren Federacji Rosyjskiej do tzw. obozów patriotycznych. Tam nadawane są im nowe, rosyjskie imiona, uczone są rosyjskiego języka, rosyjskiej historii i wpajane jest im poczucie wdzięczności i miłości do nowej ojczyzny. Gdyby nie chodziło o dzieci, o małe, nawet kilkuletnie dzieci, można by powiedzieć, że w obozach patriotycznych przechodzą pranie mózgów. Rosjanie tego nie ukrywają, chwalą się tym w swoich mediach, podkreślają, że ucywilizowali te dzieci. Następnie tak uformowane dzieciaki wysyłane są głównie na daleki wschód, do rosyjskich rodzin, które witają je z radością, obdarowują zabawkami i łakociami i adoptują jako swoje. Proceder wyjątkowo okrutny, odnalezienie i zidentyfikowanie tych dzieci będzie praktycznie niemożliwe, nie mówiąc już o przywróceniu im tożsamości po takich przejściach. W warunkach toczącej się wojny Ukraina udokumentowała 16 226 takich przypadków, ale Rosjanie nazywając ten proceder „humanitarną” ewakuacją sami określają liczbę wywiezionych / porwanych dzieci na kilkaset tysięcy. I dlatego Trybunał Karny uznał, że jest to zaplonowana polityka ludobójstwa narodu ukraińskiego. Dlatego nadzorująca ten proceder Maria Lwowa – Biełowa, która sama przyznaje się do adopcji chłopca z Mariupola, jest razem z Putinem ścigana międzynarodowym listem gończym.
To dzieje się współcześnie, w sąsiednim kraju, za polską granicą. I jest to zagrożenie także dla innych, a przede wszystkim dla naszego kraju, dla Polski, dla naszych dzieci. Trudno więc z zrozumieć i zaakceptować, że są w Polsce politycy, że są wojskowi, którzy krytykują zakupy uzbrojenia, którzy pytają: „po co?” Trudno zrozumieć, że są politycy, którzy deklarują zerwanie podpisanych kontraktów zbrojeniowych w przypadku przejęcia władzy. I że są niestety także wyborcy, którzy gotowi są na nich głosować. Czym się kierują? Czy nie doceniają zagrożenia? Czy może po prostu są przekonani, że w obozach filtracyjnych zostaną pozytywnie zweryfikowani. Wystarczy przecież zaakceptować ruski mir.

Marcin Bogdan





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.