(w 20-tą rocznicę Jej odejścia )
W tym roku minie właśnie dwadzieścia lat od od zgonu Marianny Bocian, która zgasła w szpitalu w Radzyniu Podlaskim 5 kwietnia 2003 roku. Była córką Podlasia, przyszła bowiem na świat w 1942 r. w podlaskiej wsi Bełcząc, ale prawie całe życie spędziła we Wrocławiu. Studiowała tam polonistykę i filozofię, a później pracowała jako bibliotekarka, a także w redakcjach pism społecznokulturalnych. Debiutowała w r.1968 zbiorem wierszy „Poszukiwanie przyczyny”, a w latach 70. stała się czołową przedstawicielką tzw. poezji konkretnej, nawiązującej typograficzną formą do plastyki. Po tych eksperymentach wróciła do poezji silnie zmetaforyzowanej, o dużym stopniu ekspresji. Dla niektórych hermetycznej. Czy znała słynną definicję poezji hiszpańskiego filozofa Ortegi y Gasseta ? Jego zdaniem poezja jest wyższą algebrą metafor. W kolejnych tomikach wierszy Marianny Bocian widać pewne ambicje filozoficzne, skłonność do metafizyki. Wydała kilkanaście tytułów: „Wieża Babel pospolita” ( 1972), „Narastanie” (1975), „Strzępy fotografii” (1977), „Actus hominis” (1979), „Ograniczone z nieograniczonego” (1982), „Odczucie i realność” ( 1983), „Spojenie” (1988), „Stan stworzenia” (1989), „Gnoma” (1992”, „W kręgu stanów ludzkich” ( 1995), Ostatni zbiór wierszy ukazał się w r. 1998, a jego tytuł „Bliskie i konieczne” jakby artykułował przeczucie nadchodzącej śmierci. Zbiór ten zamykał 30-lecie jej twórczości poetyckiej, a także przemyśleń nie zawsze optymistycznych, ale przecież geopolityka nie oszczędzała nas na przestrzeni dziejów, poczynając od najazdu i obu okupacji, niemieckiej i sowieckiej, a potem w latach stalinizmu i okresu PRL-u:
z własnej winy nierozwinięci duchowo,
nie uznający żadnej świętości,
cynicznie wynaturzeni, zbestwieni,
mogą zostać już bez oporu zniewoleni,
mogą łatwo się sprzedać i zdradziecko okupować
własny naród, wszędzie, bez wyjątku,
niszcząc bestialsko ludzi i ziemię ( str.22)
Poetka częściej wychodzi jednak poza tu i teraz, a jej refleksje wybiegają w wymiar uniwersalny, planetarny. I tu również dominuje pesymistyczna wizja ludzkości: „Homo demens roznieca ciągle zew zbrodni w obrębie Rodzaju/ Spotwarza naturę, zwyradnia umysły...”. A zatem krążymy w świecie zdegradowanym, nie zasługujemy na miano homo sapiens, obarczeni przymiotem szaleństwa. I Marianna Bocian wpada w ton kassandryczny: „W naszej teraźniejszości rodzą się czasy potworów/ które zaskoczą ludzi w niedalekiej przyszłości” ( str.18). Zarazem, wytykając nam winy, nie sądzi, aby stworzenie człowieka było omyłką i klęską Stwórcy. Zły użytek wolnej woli nie przekreśla tego, że „nie powstałeś z prochu, w proch się nie obracasz / dźwigasz w przemianie niepojęte życie do końca...”(str.18).
W naszym ciele („pierwotna bazylika Oddechu i Słowa”) nosimy więc cząstkę Ducha wiecznego, „myśl jest szybszą od światła” ( str.45), a dar życia jest świętym przed wędrówką w niewyobrażalne i nieskończone ( str.15). I poetka – co sugerują pewne wersy – wierzy jak Empedokles w wieczyste ciągi wcieleń.
Wieloletni przyjaciel poetki Jerzy Bogdan Kos, prezes SPP we Wrocławiu, podkreśla niepokorę Marianny Bocian, jej nieuleganie gustom, samodzielność w ocenach, jasność poglądów. Chętnie bywała nauczycielem i doradcą młodych adeptów pióra. Istotnie, w przeciwieństwie do innych poetek kolekcjonujących legitymacje partyjne i piszących peany dla politycznych „totemów”, Marianna Bocian wybrała drogę kontestacji. W r.1973 w Piwnicy Świdnickiej ułożyła z czarnego kartonu krzyż, a w miejscu głowy Chrystusa rozsypała polski alfabet. Ten krzyż przykryła sowieckimi gazetami „Izwiestia” i „Krokodyl”. Zrozumiano symbolikę tego happeningu – że polska literatura zmartwychwstanie – i deptano gazety okupanta. Po tym wydarzeniu urząd bezpieczeństwa nękał poetkę i szykanował, grożono jej nawet śmiercią. Dzwoniono do niej, samotnie żyjącej w małym mieszkaniu przy ulicy Ścinawskiej, o różnych porach dnia i nocy, co przypomniał inny jej przyjaciel, prozaik Wacław Grabkowski. Tajniacy czekali na nią pod domem. Straszyli, że wyrzucą ją przez okno. Nie złamano jej, była mocniejsza dzięki wierze w Ducha Świętego. I dzięki swej miłości do literatury ojczystej, do rodzimych korzeni. Kochała Polskę i ludzi prawych, kochała przyrodę. Była osobą wielkiego ducha, a jak w nekrologu wyraził sie prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz, „swoje życie poświęciła bez reszty poszukiwaniu Slowa wiernego prawdzie i godności ludzkiej”. Kultura polska i Wrocław poniosły niepowetowaną stratę.
Niemal całe swe życie związała z Wrocławiem. Działała w grupie literackiej Agora, redagowała miesięcznik „Nowator” i pisała w nim recenzje ( pokaźny bagaż krytyczny), współpracowała z „Odrą”, „Nadodrzem” i „Kontrastami”. Uprawiała też prozę ( „Odejście Kaina”, 1979, i „Przebudzeni do życia”, 1984), monodram i esej. Nie zapomniała i o dzieciach, ułożyła dla nich podręcznik literatury „Narodziny słowa” (1991). A ostatnią książką było „O ukrytych nurtach w polskiej literaturze” ( rozmowy z Joanną Salamon). W przeczuciu śmierci wróciła w rodzinne strony Podlasia, by w tej chwili znaleźć się blisko korzeni i ziemi dzieciństwa, gdzie „współpielgrzymem pracy był kiedyś koń ciągnący wóz naładowany zbożem” ( str.48), pamiętający czas dobrego gospodarza. To była przedwojenna wolna Polska.
Marek Baterowicz
![]() | Marek Baterowicz (ur. 1944) jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” (1971). Debiut książkowy - „Wersety do świtu” (W-wa,1976); tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W 1981 r. wydał poza cenzurą zbiór wierszy pt. „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, od 1987 w Australii. Autor kilku tytulów prozy(M.in "Ziarno wschodzi w ranie"-1992 i 2017) oraz wielu zbiorów poezji, jak np. „Serce i pięść” (Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” (Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” (Sydney, 1996), „Cierń i cień” (Sydney,2003), „Na smyczy słońca” (Sydney, 2008). W 2010 r. we Włoszech ukazał się wybór wierszy - „Canti del pianeta”, następnie "Status quo" (Toronto, 2014), zbiór opowiadań – „Jeu de masques” (Nantes,2014),"Nad wielką wodą" (Sydney,2015) oraz e-book jego powieści marynistycznej, osadzonej w XVI wieku „Aux vents conjurés”. |