Kiedy cywilizacja śmierci rozpoczynała swój marsz przez kraje Zachodu, my w Polsce dopiero nieśmiało wyglądaliśmy zza żelaznej kurtyny. Wyglądaliśmy i wypatrywaliśmy wolności, ale wolności do godnego życia, a nie do przyspieszonej śmierci.
Dlatego tak wiele osób nie przywiązywało wagi do napływających informacji, tam może tak, ale nie u nas, tu w Polsce to niemożliwe, to się nie przyjmie. I zamiast przygotowywać się do zbliżającego się zagrożenia żyliśmy w ułudzie, że wolności nie należy stawiać żadnych ograniczeń, że należy ją przyjmować z całym bagażem współczesnych wynaturzeń. I tak niepostrzeżenie przeszliśmy przez pierwszy etap drogi ku cywilizacji śmierci. Nie trzeba żyć w stolicy czy w dużym mieście wojewódzkim, by zetknąć się z powszechnymi już sytuacjami przekraczania granic wolności. Oto matka przyprowadza córkę do męskiego fryzjera, bo ta poczuła się kulturowo chłopakiem i każe się nazywać męskim imieniem. Chłopak chce startować w zawodach sportowych w konkurencji dla dziewcząt, bo albo kulturowo poczuł się kobietą, albo korzysta z okazji, by zrobić łatwą sportową karierę. Przecież nikt mu nie zabroni, nie odbierze prawa do tak pojmowanej przez niego wolności. W szkołach podstawowych pierwsze sympatie i zauroczenia coraz częściej dotyczą relacji między dziećmi tej samej płci. Wszak z internetu wiedzą, że małżeństwo to związek kobiety z kobietą lub mężczyzny z mężczyzną, a relacje heteroseksualne nazywane są co najwyżej mianem partnerstwa.
Skoro pierwszy etap za nami, ideolodzy cywilizacji śmierci uznali, że nadszedł w Polsce czas na etap drugi. Na ulicach miast i miasteczek pojawili się ostatnio „wolontariusze” zbierający podpisy pod petycją popierającą uchwalenie ustawy sankcjonującej eutanazję na życzenie. Celem petycji jest „zalegalizowanie bezpłatnej eutanazji, w imię wolnego wyboru zapewnionego przez konstytucję RP”. Jeszcze ich nie spotkaliśmy? To tylko kwestia czasu, gdy podejdzie do nas na ulicy, w urzędzie czy przy wejściu do supermarketu jakaś elegancka pani w nienagannie skrojonej garsonce, pod którą widoczna będzie bluzeczka z napisem OTUA. Pora zimowa, dżdżysta pogoda, trudno więc na mrozie odsłonić całą bluzkę z nadrukiem „Konstytucja”. Ta pani nad tą konstytucją gotowa by się rozpłakać, jak ten chłoptaś, któremu zamarzyła się kariera polityka. Gotowa by się rozpłakać, ale zapisów konstytucji nie zna. Nie wie, albo wiedzieć nie chce, że Artykuł 138 polskiej Konstytucji stanowi, co następuje:
„Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”.
Konsekwencją tego artykułu Konstytucji są zapisy Kodeksu karnego, który w Artykule 148 stanowi:
„Kto zabija człowieka podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności”.
W obowiązującym w Polsce prawie eutanazja stanowi tzw. uprzywilejowany typ zabójstwa, penalizowany przez Artykuł 150 Kodeksu karnego, który brzmi:
„Kto zabija człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.
Jeśli ktoś uważa, że eutanazja nie jest formą zabójstwa tylko formą swoiście pojmowanego zabiegu medycznego to należy przypomnieć, że eutanazji zakazuje także Kodeks Etyki Lekarskiej, który w Artykule 30 zatytułowanym „Pomoc chorym w stanach terminalnych” stanowi:
„Lekarz powinien dołożyć wszelkich starań, aby zapewnić choremu humanitarną opiekę terminalną i godne warunki umierania. Lekarz winien do końca łagodzić cierpienia chorych w stanach terminalnych i utrzymywać, w miarę możliwości, jakość kończącego się życia.”
zaś w Artykule 31 Kodeks Etyki Lekarskiej wprost jasno stwierdza:
„Lekarzowi nie wolno stosować eutanazji, ani pomagać choremu w popełnieniu samobójstwa”.
Środowiska propagujące eutanazję, a także osoby zbierające podpisy pod petycjami o legalizację eutanazji podżegają do zabójstwa. W Polsce karze podlega nie tylko samo zabójstwo, ale także wszelkie formy namawiania do zabójstwa i wszelkie formy pomocnictwa w popełnieniu zabójstwa. Jednoznacznie określa to Artykuł 19 Kodeksu karnego, który w paragrafie 1 stanowi:
„Sąd wymierza karę za podżeganie lub pomocnictwo w granicach zagrożenia przewidzianego za sprawstwo.”
Oznacza to, że ktoś kto podżega do zabójstwa lub pomaga w zabójstwie, podlega karze sądowej w takich samych granicach jak sprawca zabójstwa. Czyli osoby, które namawiają do eutanazji, podlegają zgodnie z Artykułem 150 Kodeksu karnego karze takiej samej jak dokonujący eutanazji, a więc karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Należy więc postawić pytanie, dlaczego autorzy tych petycji oraz osoby zbierające podpisy pozostają bezkarni? Ale jest ważniejsze pytanie, na które każdy z nas powinien spróbować sam sobie odpowiedzieć. Dlaczego ci ludzie chcą mnie zabić, dlaczego chcą nas zabić. W petycji, pod którą zbierają podpisy stawiają pytanie: „Dlaczego ci, którzy nie chcą żyć zmuszani są do życia?”. Myślą o nas, czy myślą o sobie? Bo jeśli myślą o sobie, jeśli rzeczywiście nie chcą żyć, to dlaczego po prostu nie popełnią samobójstwa? Jest wiele możliwości, nie będę ich tu opisywał, by popełnić samobójstwo, szybko i niemal bezboleśnie. I co najważniejsze, mogą to zrobić w zgodzie z polską Konstytucją i Kodeksem karnym, ponieważ samobójstwo nie jest w Polsce w żaden sposób penalizowane. Jedyną, może nie tyle karą co konsekwencją, może być to, że Kościół odmówi im pochówku na katolickim cmentarzu. Ale to chyba i tak ostatnia rzecz, której by oczekiwali. Twórcy petycji i zbierający podpisy, nie troszczcie się o nas, pomyślcie o sobie. Odwagi, więcej odwagi!
Marcin Bogdan