Podobno na sympozjum w Davos próbowano lansować projekt jednej i wspólnej waluty światowej, co oczywiście jest absolutną utopią i tylko naiwni mogą uwierzyć, że taki pomysł ma szanse realizacji. Jak na razie różne waluty mają się doskonale. Co najwyżej dojdzie do wprowadzenia tej samej waluty w Argentynie i Brazylii, co jest jednak sprawą marginalną w globalnym systemie, który także jest dopiero w powijakach. A i rozmowy co do sfinalizowania jednej waluty w obu krajach latynoskich dopiero się rozpoczęły i nie wiadomo czy doprowadzą do porozumienia. W sytuacji, gdy trwa wojna na Ukrainie, a Północna Korea straszy pociskami balistycznymi, zaś nad Ameryką Północną fruwał balon z Państwa Smoka niewiele da się załatwić na tym padole. A nad Alaską zestrzelono kolejny „nieznany obiekt” i nie był to latający spodek... Niedaleko leżą wyspy Kurylskie zabrane Japonii po wojnie i czekają na powrót do macierzy...Prezydent Żeleński wprawdzie bywa tu i tam, jest owacyjnie witany, ale kiedy dostanie czołgi i samoloty, a najlepiej rakiety ? Tymczasem rosyjskie państwo, nazwane terrorystycznym w ONZ, bombarduje dalej Ukrainę i jej infrastrukturę. Już dziewięć lat temu w „Niezależnej Gazecie Polskiej. Nowe Państwo” ( nr.8/2014) opublikowano wywiad z dr Anną Geifman – specjalistką od ekstremizmu, terroryzmu i ruchów rewolucyjnych w Rosji. Ta amerykańska historyczka doktoryzowała się na Harwardzie pod okiem Richarda Pipesa. Ustaliła w swej pracy, że współczesny terroryzm narodził się przeszło sto lat temu w carskiej Rosji. Nic dziwnego zatem, że tam właśnie mogła zwyciężyć okrutna rewolucja bolszewicka, podsycana marksizmem. I stąd już niedaleko do ludobójstw w sowieckim imperium, zresztą nigdy nie rozliczonych w przeciwieństwie do uroczystego trybunału w Norymberdze. Osądzono jedynie hitlerowskich katów, którzy działali tylko dwanaście lat, natomiast ponad siedemdziesiąt lat ( 1917-1991) czerwonego faszyzmu pozostawiono bez sądu. I komunistyczni ludobójcy pozostają bezkarni. Tak samo i w III RP, dzięki grubej kresce Mazowieckiego i gardłowaniu Michnika bratającego się z Kiszczakiem i Jaruzelskim doszło tylko do farsy procesów sądowych za zbrodnie PRL-u. A zbrodnie nieosądzone rodzą nowe i nie muszę chyba nikomu wyliczać morderstw politycznych z „najjaśniejszej” III RP, ani przypominać smoleńskiego zamachu spreparowanego przez służby Tuska i Putina. Sprzyja temu międzynarodowe lewactwo, zresztą od dawna, bo i zbrodnie z lat wojny domowej w Hiszpanii tropi ono wyłącznie po stronie frankistów, natomiast ukrywa zbrodnie dokonane przez komunistów, nawet gdy są o wiele bardziej drastyczne jak np. pobicie cepami kilkuset osób i dzieci oraz zepchnięcie ich do wąwozu w Ronda! Nawet w „Czarnej księdze komunizmu” ( Paryż 1997) dość wyważonej, w rozdziale „Cień NKWD nad Hiszpanią” wspomina się ich niewiele, a pomija np. zamordowanie kilkudziesięciu pisarzy, profesorów i intelektualistów z prawicy. Opłakuje się wyłącznie śmierć Lorki i tym fałszuje się obraz tej wojny. Ukrywa się też straty poniesione przez kościół hiszpański, a zamordowano ponad siedem tysięcy duchownych, 283 zakonnice i zniszczono 20 tysięcy świątyń, w tym 170 kościołów od lutego do lipca 1936, a zatem PRZED interwencją generałów, którzy wystąpili w obronie demokracji i przeciwko sowieckim wpływom w rządzie republikańskim. Wojna domowa praktycznie trwała już od lutego, była to i próba bolszewickiej rewolucji, gdyż nawet prasa socjalistów głosiła: „Jesteśmy zdecydowani zrobić w Hiszpanii to, co zrobiono w Rosji...!”. A 1 maja 1936 niesiono w Madrycie portrety Lenina i Stalina. Była to więc druga – po wojnie z Polską w 1920 r. – próba ekspansji marksizmu na Europę i NKWD instalowała swoje agentury w Hiszpanii, mówi o tym nawet „Czarna Księga Komunizmu” , choć pomija inne zbrodnie, także w części poświęconej PRL-owi ( pisałem o tym kiedyś w artykule „Na marginesie księgi”). Krucjata generała Franco uratowała zatem Hiszpanię przed sowietyzacją, o czym lewactwo skrzętnie milczy. Obecna inwazja Ukrainy wynika tylko z imperialnych ambicji Rosji, ponieważ ideologia komunizmu upadła, choć putinizm reanimuje kult Stalina. Na celowniku Kremla są i republiki bałtyckie czy Mołdawia ( zabrana kiedyś Rumunii), a także Polska – dlatego solidarny opór z Ukrainą jest imperatywem. Ta „solidarność strategiczna” pod parasolem NATO jest nadzieją na lepszy świat. Nowe podróże dyplomatyczne prezydenta Zeleńskiego i jego przemówienia w parlamencie amerykańskim, angielskim i w Brukseli czy spotkanie z prezydentem Dudą w Rzeszowie, skąd idzie pomoc dla Ukrainy, zapowiadają dłuższy konflikt. Wojna niestety nie skończy się jutro, chyba że zielona kometa zniszczy armię agresorów. Tymczasem to Rosjanie bombardują bez przerwy ukraińskie miasta i szykują nową ofensywę, choć rosyjscy żołnierze dezerterują przy lada okazji, a w samej Rosji wybuchają tajemnicze pożary. Nowe sankcje, uchwalone w UE, też nie ułatwią życia władcom na Kremlu. I oto właśnie chodzi obrońcom demokracji na naszej starej planecie, a kiedy impotencja ONZ nie pozwala na wygaszenie wojen, a zwłaszcza na zatrzymanie masakry na Ukrainie, musi wreszcie zająć się tym NATO!
Marek Baterowicz
![]() | Marek Baterowicz (ur. 1944) jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” (1971). Debiut książkowy - „Wersety do świtu” (W-wa,1976); tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W 1981 r. wydał poza cenzurą zbiór wierszy pt. „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, od 1987 w Australii. Autor kilku tytulów prozy(M.in "Ziarno wschodzi w ranie"-1992 i 2017) oraz wielu zbiorów poezji, jak np. „Serce i pięść” (Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” (Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” (Sydney, 1996), „Cierń i cień” (Sydney,2003), „Na smyczy słońca” (Sydney, 2008). W 2010 r. we Włoszech ukazał się wybór wierszy - „Canti del pianeta”, następnie "Status quo" (Toronto, 2014), zbiór opowiadań – „Jeu de masques” (Nantes,2014),"Nad wielką wodą" (Sydney,2015) oraz e-book jego powieści marynistycznej, osadzonej w XVI wieku „Aux vents conjurés”. |