Marcin Bogdan: Czas refleksji – III RP w pigułce
data:18 grudnia 2022     Redaktor: ArekN

 
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, powoli zbliża się także koniec roku. To okres sprzyjający zadumie, refleksji. Wiele osób zapewne zastanawia się nad teraźniejszością i przyszłością naszej Ojczyzny. Stara się zrozumieć przyczynę tak silnych wewnętrznych podziałów. Zastanawia się czy rzeczywiście będzie tak jak przepowiedział zmarły w tym roku poeta Jarosław Marek Rymkiewicz „To co nas podzieliło – to się już nie sklei”. Dlaczego?

 

Dlaczego tak jest, jak to zrozumieć i wytłumaczyć kolejnym, młodym pokoleniom? By spróbować zrozumieć polską teraźniejszość można przeczytać wiele książek, można wysłuchać wielu wykładów historyków i naukowców, można wysłuchać wielu wystąpień polityków czy też komentarzy dziennikarzy i analityków. Ale jest prostsza metoda, wystarczy przyjrzeć się głośnej sprawie wypadku z udziałem znanego aktora Jerzego Stuhra. Tu znajdziemy odpowiedź na wszystkie nurtujące nas pytania – ta sprawa bowiem jest obrazem III RP w pigułce.

Przypomnijmy więc po krótce. Klika tygodni temu Jerzy Stuhr prowadząc samochód w stanie nietrzeźwym (0,7 promila alkoholu w wydychanym powietrzu) spowodował w centrum Krakowa wypadek, w którym poszkodowany został motocyklista. Na opublikowanym filmie z kamery zamontowanej na kasku motocyklisty widać moment zderzenia. Poszkodowany to uczestnik akrobatycznych pokazów motocyklowych, mimo uderzenia w bok opanował motocykl i nie upadł na jezdnię. Sprawca po uderzeniu w motocyklistę kontynuował jazdę, motocyklista go dogonił i po zajechaniu mu drogi krzyczał: „Potrąciłeś mnie człowieku. Mam wszystko nagrane.” Jerzy Stuhr jednak podjął drugą próbę ucieczki, ominął motocyklistę i pojechał dalej. Przed kolejnym skrzyżowaniem poszkodowany znowu dogonił i zablokował samochód sprawcy. Widać tu już duże zdenerwowanie i silne emocje, padły słowa: „Bandyto stój, dzwonię na policję. Nie uciekaj bandyto wszystko się nagrywa.” Ale Jerzy Stuhr dalej próbował kontynuować jazdę trącając lekko zderzakiem poszkodowanego motocyklistę. Ten po telefonicznej rozmowie z policją krzyczał: „Policja powiedziała żebym pana zatrzymał. Niech pan się nie oddala. Niech pan nie próbuje uciekać.

Taki był przebieg wydarzeń. Pierwsze publiczne wypowiedzi Jerzego Stuhra mogły wskazywać na pewną refleksję z jego strony. Przyznałsię policji do spożycia „jednej, może dwóch butelek wina” (to trochę szokujące zeznanie, nie ma mowy o kilku kieliszkach tylko o jednej lub dwóch butelkach!). Stwierdził też: „ Bardzo żałuję i przepraszam, że wczoraj podjąłem tę najgorszą w moim życiu decyzję o prowadzeniu samochodu.” Ale już kolejne zdanie jego oświadczenia stawia pod dużym znakiem zapytania szczerość oceny tego co się wydarzyło. Stuhr stwierdził mianowicie: „nie zbiegłem z miejsca zdarzenia, lecz zatrzymałem się na życzenie jego uczestnika i razem oczekiwaliśmy na przyjazd policji”. To nie tylko sprzeczne z przebiegiem wydarzeń zarejestrowanych przez kamerę na kasku motocyklisty ale urąga też zdrowemu rozsądkowi. Czy sprawca wypadku ma pozostawać na miejscu zdarzenia wtedy i tylko wtedy gdy życzy sobie tego poszkodowany? Można zadać retoryczne pytanie, a co w przypadku gdy poszkodowany jest nieprzytomny lub poniesie śmierć? Czy wtedy sprawca może oddalić się bezkarnie bo ofiara nie wyraża życzenia wspólnego oczekiwania na przyjazd policji”?

Ale ta wypowiedź Jerzego Stuhra to był tylko wstęp do dalszych medialnych komentarzy. Komentarzy, których celem jest przygotowanie gruntu pod przebieg przyszłej rozprawy sądowej. A wypowiadają się nie tylko dziennikarze czy koledzy po fachu znanego aktora ale także prawnicy i to ci o bardzo znanych nazwiskach. Przytoczę tu kilka cytatów z różnych publikacji i wypowiedzi:

  • Sama podwójna ucieczka z miejsca zdarzenia nie zmienia kwalifikacji czynu. Najważniejsze jest określenie, czy doszło do kolizji, czy do wypadku. Od tego będzie zależał wymiar kary.

  • Kolizja to tzw. stłuczka, gdzie nie ma osób poszkodowanych lub ewentualnie są tylko osoby lekko ranne (zadrapania, siniaki itp.). Zgodnie z art. 86 kodeksu wykroczeń sprawca kolizji podlega co najwyżej karze grzywny a nie karze więzienia jak w przypadku wypadku.

  • Z punktu widzenia prawa ważne jest też czy aktor był świadomy, że ucieka.

  • Kierujący pojazdem mógł nie wiedzieć, że doszło do potrącenia, a zatem nie można uznać, że wówczas "zbiegł".

  • Istotne będzie stwierdzenie, czy kierowca spojrzał w lusterko, czy się rozglądał, czy jechał dalej prosto, nie wykonując żadnego ruchu wskazującego na to, że miał świadomość, że coś się wydarzyło.

  • Zeznania motocyklisty o zachowaniu po zdarzeniu są jego subiektywną wersją wymagająca zweryfikowania.

  • Trzeba też pamiętać o zasadzie domniemania niewinności i rozstrzyganiu niedających się usunąć wątpliwości na korzyść oskarżonego.

I jeszcze jeden cytat z opinii – a jakże – prawnika:

  • Gdy motocyklista gonił Jerzego Stuhra, to ten mógł się obawiać tzw. obywatelskiej interwencji osoby, która dostrzegła, że jedzie w sposób niezborny.

Ta ostatnia opinia to już prawdziwy majstersztyk. Słowo niezborny jest rzadko używane w języku polskim. Już to nadaje wyjątkową wagę tej opinii. Niezborny to wg Słownika języka polskiego «niełączący się w harmonijną całość», «niezdarny». Częściej używamy synonimów niezborności takich jak chaotyczność, niezręczność, niezgrabność, niezdarność, nieporadność, nieudolność. I w ten o to sposób Jerzy Stuhr krok po kroku przeistacza się ze sprawcy w ofiarę. Słyszałem też opinię, że poszkodowany goniąc sprawcę i nie będąc zarazem pojazdem uprzywilejowanym mógł łamać przepisy ruchu drogowego, co samo w sobie podlega karze ……

To jeszcze nie koniec tej historii, dlatego polecam Państwu śledzenie dalszego jej przebiegu. Ta historia pokazuje w jakiej rzeczywistości żyjemy. Pokazuje jak na dłoni patologie jakie trawią III RP. Ta historia pokazuje, że w Polsce można łamać przepisy, dopuszczać się przestępstw i być bezkarnym. Ktoś może powie, no tak, ale żeby liczyć na taką ulgową taryfę to trzeba być celebrytą, znanym aktorem, kimś popularnym. Otóż nie, żeby być we współczesnej Polsce bezkarnym wystarczy zadeklarować publicznie, że się wstydzi mówić po polsku, że rządy Zjednoczonej Prawicy są niedemokratyczne, że uczestnicy Marszów Niepodległości to faszyści a upominający się o prawdę o katastrofie smoleńskiej to sekta. I wtedy hulaj dusza piekła nie ma.

Śledźmy dalszy przebieg tej nieszczęsnej historii nieszczęsnego aktora. To pomoże nam zrozumieć teraźniejszą Polskę, to pozwoli nam zrozumieć konsekwencje braku reformy sądownictwa, to pozwoli nam zrozumieć tło finansowych szantaży ze strony Unii Europejskiej. A jeśli to zrozumiemy, jeśli wreszcie większość z nas to zrozumie, to linia podziałów, która przebiega przez środek polskiego społeczeństwa przesunie się na jego margines. Nie odkładajmy refleksji na kolejne Święta, na koniec kolejnego roku. Zróbmy to teraz.

Marcin Bogdan






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.