Marcin Bogdan: Upadek proroka
data:21 października 2022 Redaktor: Redakcja
Od redakcji: aktorka Krystyna Janda wzięła kolegę w obronę: na TT opublikowała zdjęcie zmartwionego Stuhra i udostępniła wymowny komentarz Michała Osiecimskiego: „I tak będę Pana kochał, Panie Jerzy. Za te wszystkie łzy wzruszenia i śmiechu, jakie już dzięki Panu wylałem i za te, które dopiero będę ronił. Oczywiście, piszę to, bo mam świadomość jak bardzo trudne chwile musi Pan przeżywać. Wiem, że te chwile są jeszcze bardziej nieznośne przez świadomość, że sam sobie nie potrafi Pan wybaczyć popełnionego błędu (…)” – czytamy na portalu www.tvp.info
Jerzy Stuhr jest dobrym aktorem. Ale dzięki sukcesom na scenie uwierzył, że jest celebrytą a nawet prorokiem. Oprócz scenicznego mikrofonu zaczął używać tuby propagandowej. Pouczał nas z wysokości swojego przerośniętego ego. W jednym z wywiadów, w odpowiedzi na pytanie, jakim jesteśmy społeczeństwem, aktor zawyrokował: „Niedouczonym. Niewychowanym”. A komentując sondażowe poparcie wyborców dla Beaty Szydło dodał: „Jakbyśmy byli bardziej obywatelsko douczeni, tobyśmy nie zrobili takich głupstw, że w rankingu największego zaufania wygrywa pani premier”. I oto człowiek, który wytyka Polakom niedouczenie i brak wychowania 17 października 2022 będąc pod wpływem alkoholu (0,7 promila) wsiada za kierownicę samochodu i doprowadza na jednej z ulic w centrum Krakowa do wypadku, w którym poszkodowany zostaje motocyklista. Co gorsza – próbuje uciec z miejsca wypadku! Ale wtedy jeden z niedouczonych i niewychowanych uczestników ruchu drogowego zajeżdża mu drogę uniemożliwiając ucieczkę. Ideał sięgnął bruku.
Jerzy Stuhr, już jako Jerzy S. stanie niebawem przed sądem. Nie wiem, czy przewidywał taką sytuację, ale mówił swego czasu proroczo: „Ruszając wodze wyobraźni wyobrażam sobie, że musiałbym stanąć przed obliczem sądu, to chciałbym mieć jedną pewność - że ten sąd nie jest poddany żadnej presji, żadnej opcji, żadnemu naciskowi np. partyjnemu. Wtedy takiemu sądowi poddam się z ufnością. I takie sądy chciałbym, i o takich sądach marzę, i w takie sądy wierzę, że mogą mnie sprawiedliwie z czarną opaską na oczach osądzić”. Ja zaś ruszając wodze swojej wyobraźni przypuszczam, jestem wręcz pewien, że sąd, przed którym stanie Jerzy S. nie będzie poddany żadnemu partyjnemu naciskowi, że sądzić go będzie zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi. I zostanie uniewinniony, bo pijąc alkohol miał ograniczoną zdolność oceny tego, co pije, bo motocyklista wtargnął pod jego samochód, bo jako człowiek szalenie wrażliwy nie cierpi widoku krwi, więc nie mógł udzielić pomocy, próbował jedynie dyskretnie oddalić się z miejsca zdarzenia, bo ………. Kasta sędziowska w Polsce potrafi być kreatywna, aż dziwne, że UE tego nie docenia i blokuje należne nam fundusze.
O to, by wyrok sądu spotkał się z właściwym społecznym odbiorem, postarają się inni celebryci. Władysław Frasyniuk ogłosi, że policjanci, którzy zatrzymali Stuhra „to wataha psów, która otoczyła biednego, słabego człowieka”, Iwona Hartwich stwierdzi, że nie wolno było zatrzymywać Stuhra na miejscu wypadku, bo przecież „kim był sprawca, można było ustalić później” a Kurdej-Szatan napisze o policjantach na Instagramie „Kur…., kur…., kur….. to są maszyny bez serca, bez mózgu, bez niczego. Maszyny ślepo wykonujące rozkazy”. A ja odwołam się do niedawnej wypowiedzi pana Jerzego S., który tak odpowiedział dziennikarce: „Jak się mnie pani pyta, jak się czuję jako Polak za granicą, to powolutku już mówię żonie na ulicy: Tylko nie za głośno po polsku” i zaapeluję: Panie Jerzy S., nie za głośno po polsku, może raczej proszę w ogóle nie odzywać się po polsku. Jest tyle języków (daleko nie trzeba szukać), w których może pan wyrazić swoje obywatelskie douczenie i wychowanie. Byle nie po polsku – żebyśmy się za pana nie musieli wstydzić.
Marcin Bogdan
P.S.
Dzień po wypadku Jerzy Stuhr wydał oświadczenie, w którym napisał: „Jednocześnie chciałem zapewnić, że wbrew doniesieniom medialnym, nie zbiegłem z miejsca zdarzenia, lecz zatrzymałem się na życzenie jego uczestnika i razem oczekiwaliśmy na przyjazd policji”. Jak widać osoby douczone i wychowane wiedzą, że sprawca wypadku pozostaje na miejscu zdarzenia wtedy, gdy takie jest życzenie ofiary. Szkoda, że pan Stuhr nie wyjaśnił, jak należy się zachować w przypadku wypadku śmiertelnego, gdy osoba poszkodowana nie może wyrazić takiego życzenia.
[foto_duzy_2]

[/foto_duzy_2]
[foto_duzy_3]

[/foto_duzy_3]
[foto_duzy_4]

[/foto_duzy_4]
[foto_duzy_5]

[/foto_duzy_5]
[foto_duzy_6]

[/foto_duzy_6]
[foto_duzy_7]

[/foto_duzy_7]
[foto_duzy_8]

[/foto_duzy_8]
[foto_duzy_9]

[/foto_duzy_9]