POLECAMY! Marcin Bogdan: Jaka wiara takie głosowanie
data:26 sierpnia 2022     Redaktor: Anna

Donald Tusk na wiecu partyjnym szukającej sposobu na odzyskanie władzy Platformy Obywatelskiej powiedział: "Wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS, to proste jak drut". Dla Tuska to tak  proste jak naszywki „Gott mit uns” („Bóg z nami”) na mundurach żołnierzy niemieckiego Wehrmachtu dopuszczających się bestialskich zbrodni. To taka prostacka próba zaklinania rzeczywistości.



Można by tę wypowiedź puścić mimo uszu, darować sobie jakikolwiek komentarz. Ale paradoksalnie Tusk zwrócił uwagę na bardzo istotny problem - w jakim stopniu wiara determinuje, czy też powinna determinować, nasze postawy i decyzje, także te przy urnie wyborczej. I nie chodzi tu o ocenę programów gospodarczych czy o politykę zagraniczną. Chodzi przede wszystkim o aspekt moralny dokonywanych wyborów.
 
W czasach PRL-u sytuacja była paradoksalnie prostsza. Osoby zaangażowane czy też uwikłane w działalność komunistyczną dystansowały się od Kościoła i od wiary w Boga. Samo uczestnictwo w obrzędach religijnych skutkowało bowiem brakiem awansu, utratą apanaży, zamknięciem drogi do kariery. Byli wprawdzie tacy, którzy próbowali zapewnić Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek i jeździli do odległych parafii, by ochrzcić swoje dzieci. Bo tam ich nikt nie znał. Ale uczestnictwo we Mszy Św. w swojej parafii było swego rodzaju świadectwem postawy danego człowieka. Pamiętam, gdy jako dziecko wychodziłem po Mszy z kościoła w dużej wielkomiejskiej parafii, często słyszałem, jak rodzice mówili do siebie: zobacz, ci z sąsiedniej ulicy byli w kościele – o, to są porządni ludzie. Osoby chodzące do kościoła, uczestniczące w nabożeństwach, były odbierane jako osoby o podobnej wrażliwości i kierujące się tym samym systemem wartości.
 
A jak jest teraz? Czy osoby, które w czasie pandemicznych obostrzeń zakładały w kościele maseczki ze znakiem nienawiści, jakim jest czerwona błyskawica, kierują się tym samym systemem wartości, którym stara się kierować człowiek wierzący? Czy osoba wierząca może głosować na polityka, który uczestniczy w demonstracjach pod hasłami „jeb.. PiS”, „jeb.. kler” jeb.. drugiego człowieka, swojego bliźniego? Czy osoba wierząca może głosować na polityka partii, która chce „opiłowywać katolików” z rzekomym przywilejów, tak żeby nie mogli podnieść głowy? Czy osoba wierząca w Boga może głosować na polityka, który wyraża pogardę dla drugiego człowieka, mówiąc „chu… tam z Polską wschodnią”? Na polityka, który wyraża pogardę dla swoich rodaków mówiąc, że w Unii Europejskiej „odseparuje się od tego planktonu, od tego folkloru, od tego syfu” jaki jest w Polsce?
 
I nie chodzi tu o ocenę czy pouczanie drugiego człowieka za jego osobiste przywary, wszyscy jesteśmy grzeszni. Ale tu chodzi o zachowania publiczne, o głoszenie haseł i propagowanie wartości, które dla osoby wierzącej powinny być antywartościami. Gdy widzę na ulicy ludzi, którzy publicznie wrzeszczą „wypierd….”, a potem widzę ich w kościele jak gorliwie klęczą przed Najświętszym Sakramentem, to zadaję sobie pytanie, co nas łączy? Got mit uns? Z nimi czy z nami? To bolesne, ale najwyższy czas zadać to pytanie!
 
Czas zadać to pytanie także księżom, siostrom zakonnym i osobom konsekrowanym. To oni prowadzą nas do Boga i mówią, by nie ulegać złu, by czynić dobro. Ale gdy błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko mówił „zło dobrem zwyciężaj”, to wszyscy zgromadzeni w kościele i wokół kościoła Św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu wiedzieli, co jest złem, a co jest dobrem. Teraz słowom nadano inne znaczenia, ludzie są zmanipulowani, już nie wystarczy im powiedzieć, by zło dobrem zwyciężali. Trzeba im przede wszystkim wyjaśnić, co jest dobrem, a co złem. I nie można się bać posądzenia o mieszanie się do polityki. Bo nawoływanie do „jeba…” zwolenników innego ugrupowania, bo nawoływanie, by jacyś silni ludzie wyprowadzili kogoś siłą z jego gabinetu, by kogoś odspawali od demokratycznie obsadzonego stanowiska, to nie jest polityka. To jest anarchia i barbarzyństwo, to stoi w sprzeczności z wiarą w Boga.
 
Niektórzy księża w swoim nauczaniu uciekają przed problemem mówiąc, że każdy kiedyś na Sądzie Ostatecznym odpowie za swoje czyny. Inni prześlizgują się po temacie, mówiąc, że chrześcijanin powinien czynić dobro, a unikać zła, ale współcześnie coraz więcej osób czyni zło uważając je za dobro. Utracili zdolność rozróżniania, zagłuszyli głos sumienia. A przecież Chrystus stawiał sprawę jasno, gdy „w świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie”, nie wahał się ani chwili, „sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś co sprzedawali gołębie rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska! »”. Jak ważna i istotna to scena, świadczy fakt, że opisana została przez wszystkich czterech Ewangelistów. Co więcej, św. Marek przytacza dodatkowo jakże mocne słowa Jezusa: «Czyż nie jest napisane: Mój dom ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów, lecz wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców».
 
Uczynili ze świątyni jaskinię zbójców, czyli – jak tłumaczą bibliści - jaskinię ludzi złych i grzesznych, trudniących się rabunkiem i zabójstwami, rozdzielających między sobą łupy zdobyte w nieuczciwy sposób. Ale współczesny świat posuwa się jeszcze dalej. Przytoczona na wstępie wypowiedź Tuska dowodzi, że diabeł już ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni. A wielu niestety nie potrafi odróżnić Mszy Św. od czarnej mszy. Deklarują, że gorliwie wierzą w Boga, a w działalności publicznej służą szatanowi. A przecież Św. Michał Archanioł ma bronić nas w walce z Lucyferem, księciem ciemności, a nie dążyć do jedności i tolerancji.
Czy można milczeć w takiej sytuacji? Czy w obliczu publicznego zgorszenia księża powinni przymykać oczy w imię budowania fałszywie pojmowanej wspólnoty? Jezus przecież powiedział: „Gorliwość o dom Twój, Boże, pochłania mnie”. (J 2,17)
 
Marcin Bogdan





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.