Temat w zasadzie jest dosyć dobrze omówiony: zarówno wielu publicystów, jak i posłów (w tym europarlamentarzystów) wskazuje na zagrożenia wynikające z niemieckiej polityki. Główne przewinienia to:
- Wymuszanie na kolejnych państwach wprowadzenia euro w miejsce narodowych walut. Korzystają na tym silne gospodarki, w praktyce jednak przede wszystkim Niemcy. Efektem jest faktyczne zubożenie szeregu krajów i ograniczenie ich możliwości prowadzenia samodzielnej polityki monetarnej.
- Polityka energetyczna polegająca na uzależnieniu Europy od surowców z Rosji, połączona z próbą uczynienia z Niemiec głównego europejskiego dystrybutora paliw kopalnych.
- Wspieranie wszelkiego rodzaju pseudonaukowych "ekologicznych" teorii, których wspólnym mianownikiem jest to, że doprowadzają do zduszania gospodarek państw unijnych a zyski kierują prosto do Berlina.
- Rozbijanie europejskiej jedności poprzez forsowanie możliwie dużego zbliżenia z Rosją, stanowiącą poważne zagrożenie dla części Europy.
- Bardzo szkodliwy wpływ na instytucje europejskie, polegający na całkowitym podporządkowaniu ich niemieckim interesom, co skutkuje przekształcaniem poszczególnych organów w bat dyscyplinujący niepokorne kraje.
- Nieustannie podejmowane próby mające na celu federalizację Unii Europejskiej i ograniczenie samodzielności mniejszych państw.
Przykładów na powyższe mamy aż nadto i wypada się jedynie dziwić, że debaty w tej kwestii nie przebiły się do europejskiej opinii publicznej, może za wyjątkiem Wielkiej Brytanii. Republika Federalna Niemiec jest jak pasożyt, żerujący na większym organizmie i czerpiący z tego wymierne korzyści. Już od wielu lat Unia Europejska nie odnosi żadnych korzyści z "hegemonii" Niemiec, za to otrzymujemy kolejne kłopoty i zmartwienia. Kolejne ustawy, deklaracje i porozumienia dziwnym trafem przynoszą zyski Berlinowi a są neutralne lub wręcz szkodliwe dla innych państw- dotyczy to zarówno gospodarek jak i stabliności społeczno-kulturowej.
Polska prowadzi niestety mało skuteczną politykę uchylania się od ciosów, w nadziei na przeczekanie i zmianę wiatrów historii. Tak się nie stanie- Niemcy i wszystkie powiązane z nimi unijne agendy odzyskają siły po chwilowej zadyszce (wojna na Ukrainie wiele zepsuła) i będą dalej robić swoje. Fundusze na KPO już od dawna powinniśmy wykreślić z budżetu; bardzo prawdopodobna jest blokada kolejnych środków z UE pod różnymi pozorami- a są to środki o wiele większe od tych przeznaczonych na KPO. Za chwilę zostaniemy pozbawieni prawa weta w jakiejkolwiek sprawie, co oznaczać będzie przejście do fazy biernej obrony.
Coraz bardziej jest oczywiste, że tu nie ma sensu zważać na Unię Europejską, bo ona i tak ma inny plan. Unia nie wykonuje swoich obowiązków wobec Polski, nie przestrzega żadnych reguł. W tej sytuacji nie mamy powodów brać pod uwagę jej zastrzeżeń, które nie mają żadnych podstaw traktatowych, które nie mają nic wspólnego z praworządnością. Odwrotnie – są ochroną łamania praworządności przez rozgrzanych politycznie sędziów, łamiących polskie ustawy, polską konstytucję.
Powyższy cytat to oczywiście niedawną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego i wypada się z niej cieszyć. Problem leży w tym, że do tej pory dobrowolnie oddawaliśmy pola w zamian za obietnice bez pokrycia a potem płakaliśmy po szkodzie. Czy deklaracje szefa rządzącej partii mają jakiekolwiek przełożenie na działania rządu, czy też jesteśmy świadkami zwykłej gry medialnej?
Wracając jednak do tematu: obecna polityka Niemiec prowadzi Unię Europejską ku przepaści. Państwa sprzeciwiające się jej powinny stworzyć wspólny front i maksymalnie wykorzystać resztki posiadanych możliwości celem blokowania kolejnych posunięć oraz zbiorowego wypowiedzenia niekorzystnych traktatów. Jeżeli teraz nie będzie przełomu, pozstanie tylko praca nad możliwie szybkim opuszczeniem tej niebezpiecznej w obecnym kształcie struktury.
AN