Homilia abp. Marka Jędraszewskiego na Boże Ciało - 16 czerwca 2022 r.
data:17 czerwca 2022     Redaktor: GKut


– Dzisiejsza procesja Bożego Ciała, odbywana tradycyjną drogą od Katedry na Wawelu po Rynek Główny w Krakowie, szlakiem czterech wezwań z Litanii do Serca Jezusowego, w zbliżającą się dwudziestą rocznicę Aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu pozwala nam jeszcze bardzie głęboko przeżyć tę prawdę, że jedynie Jezus Chrystus jest naszym  pokojem i naszym pojednaniem – mówił metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski podczas homilii na zakończenie centralnej procesji Bożego Ciała przy Bazylice Mariackiej.

Dzisiaj, w uroczystość Bożego Ciała, najważniejszym dla nas miejscem na świecie jest jerozolimski Wieczernik. Stamtąd docierają do nas słowa Jezusa o Jego Ciele za nas wydanym (por. Łk 22, 19b) i Jego Krwi wylanej „na odpuszczenie [naszych] grzechów” (por. Mt 26, 28b). Stamtąd płyną również słowa o Jego miłości do Ojca (por. J 14, 31) i do nas (por. J 15, 9-10). A także słowa o Nim samym jako winnym krzewie, z którego my, latorośle nieustannie czerpiemy soki wręcz niezbędne do życia (por. J 15, 1-6). Z tej miłości, którą On sam jest i w którą od chwili Chrztu świętego jesteśmy wszczepieni, wypływają najwspanialsze dla nas jej konsekwencje: pokój i pojednanie. „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” – mówił w Wieczerniku do Apostołów Pan Jezus. I zaraz dopowiadał, wskazując na zwycięską moc pokoju, jakim obdarza wszystkich, którzy w Niego uwierzyli: „Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka!” (J 14, 27). Świat bowiem może dać jedynie taki pokój, co do którego trwałości zawsze będziemy mogli żywić w pełni uzasadnione lęki i obawy. Zbyt często, zbyt szybko i zbyt łatwo obraca się on w przemoc i wojny. Natomiast Chrystus obdarza nas takim pokojem, którego nic nie jest w stanie nas pozbawić. W tym bowiem przypadku wszystko zależy od nas. Będzie on w nas trwał tak długo, jak długo wiernie i do końca będziemy trwali przy tym, który został nazwany Księciem Pokoju (por. Iz 9, 6).

Chrystus – i tylko On! – jest naszym pokojem i naszym pojednaniem. Urzeczywistnia się to w czterech podstawowych wymiarach naszej człowieczej, a zarazem chrześcijańskiej egzystencji.

Chrystus jest naszym pokojem i naszym pojednaniem najpierw wtedy, gdy jedna nas z Bogiem i Kościołem. W sposób ostateczny i na zawsze dokonało się to na krzyżu Golgoty, na którym Chrystus przelał swoją krew. W ten sposób spełnił On zamysł swego Ojca, który właśnie tak pragnął nas pojednać ze Sobą i na powrót uczynić nas swoimi dziećmi. Pisał św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian: „Bóg okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5, 8). Jego śmierć dała nam najważniejszą nadzieję – nadzieję na wieczne zbawienie, a przez to stała się powodem naszej w pełni uzasadnionej chrześcijańskiej dumy i chluby. Czytamy więc dalej w Liście do Rzymian: „Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to – ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie” (Rz 5, 10-11). Dlatego też – właśnie chlubiąc się wobec pogan i Żydów swoją chrześcijańską wiarą, św. Paweł pisał w Pierwszym Liście do Koryntian: „Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2, 2).

O tym przedwiecznym planie Bożym pojednania nas ze Sobą i z całym stworzeniem przez Swego Jednorodzonego Syna Jezusa Chrystusa, a przez to o Bożym pragnieniu obdarowania nas pokojem, pisał św. Paweł również w Liście do Kolosan: „Zechciał bowiem [Bóg], aby w [Chrystusie] zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża. I was, którzy byliście niegdyś obcymi [dla Boga] i [Jego] wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz znów pojednał w doczesnym Jego ciele przez śmierć, by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych” (Kol 1, 19-22).

Święci, nieskalani, nienaganni. Takimi właśnie chce nas mieć i widzieć sam Bóg. Takimi – prawdziwie nowymi ludźmi – się też stajemy, jeśli trwamy wiernie w Chrystusie jako winnym krzewie. „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto stało się nowe. Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił na posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania” – pisał św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian (2 Kor 5, 17-19). W imię tej nowej godności Bożego dziecka, którą winniśmy się chlubić, św. Paweł – świadomy swego apostolskiego posłannictwa – wzywał więc adresatów tego Listu: „Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!” (2 Kor 5, 20).

Temu wezwaniu do pojednania się przez Chrystusa z Bogiem niejako wtóruje św. Jan Apostoł, pisząc w swoim Pierwszym Liście: „Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet kto zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2, 1-2). Dlatego też umiłowany uczeń Pana zwracał się z apelem do chrześcijan, aby z największym zaufaniem zwracali się do Boga Ojca, prosząc Go o przebaczenie swych grzechów w sakramencie pokuty i pojednania: „Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1 J 1, 9). Odpuści – i obdarzy nas łaską pokoju.

Tę łaskę pojednania z Bogiem i wewnętrznego pokoju możemy osiągnąć pod warunkiem naszego pojednania z braćmi. Pojednanie to wskazuje na drugi podstawowy wymiar naszego związania z Chrystusem jako naszym pokojem i pojednaniem. Wyraźnie mówił nam o tym podczas Kazania na Górze sam Pan Jezus: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!” (Mt 5, 23-24).

Życie w tej światłości, którą jest sam Bóg (por. 1 J 2, 11), wymaga bowiem od nas tego, abyśmy się wzajemnie miłowali. W przeciwnym razie tkwilibyśmy w jakimś fundamentalnym kłamstwie. Jak pisze św. Jan w swoim Pierwszym Liście, „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1 J 1, 5b). Jeżeli natomiast „kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy” (1 J 2, 9. 11). „Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą” (1 J 1, 6). Tylko bowiem wzajemna miłość, której źródłem jest przelana za nas krew Chrystusa, daje nam współuczestnictwo z Ojcem i z braćmi. „Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu” (1 J 1, 7). Z tej postawy prawdziwego trwania w Bożej światłości wyrasta swoista pewność, która staje się udziałem każdego chrześcijanina: „Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć” (1 J 2, 10).

Współuczestnictwo z braćmi wskazuje na jeszcze jeden bardzo ważny wymiar naszego życia. Jest nim wspólnota narodowa. Jej wagę z ogromną mocą podkreślał św. Jan Paweł II Wielki, między innymi w swej ostatniej książce Pamięć i tożsamość, która po dzień dzisiejszy pozostaje jego duchowym testamentem dla nas. „W języku polskim – pisał on – termin «naród» pochodzi od «ród», «ojczyzna» natomiast ma swoje korzenie w słowie «ojciec». Ojciec jest tym, który wraz z matką daje życie nowej istocie ludzkiej. Ze zrodzeniem przez ojca i matkę wiąże się pojęcie ojcowizny, które stanowi tło dla terminu «ojczyzna». Ojcowizna, a w dalszym ciągu ojczyzna są więc treściowo ściśle związane z rodzeniem. Również słowo «naród» z punktu widzenia etymologii jest związane z rodzeniem. Termin «naród» oznacza tę społeczność, która znajduje swoją ojczyznę w określonym miejscu świata i która wyróżnia się wśród innych własną kulturą. Katolicka nauka społeczna uważa zarówno rodzinę, jak i naród za społeczności naturalne, a więc nie owoc zwyczajnej umowy. Niczym innym zatem nie można ich zastąpić w dziejach ludzkości. Nie można na przykład zastąpić narodu państwem, chociaż naród z natury pragnie zaistnieć jako państwo. (…) Tym bardziej nie można zamienić narodu na tak zwane społeczeństwo demokratyczne” (s. 74-75).

„Analiza pojęcia ojczyzny – pisał dalej Jan Paweł II – i jej związku z ojcostwem i z rodzeniem tłumaczy też zasadniczo wartość moralną patriotyzmu. Jeśli pytamy o miejsce patriotyzmu w Dekalogu, to odpowiedź jest jednoznaczna: wchodzi on w zakres czwartego przykazania, które zobowiązuje nas, aby czcić ojca i matkę. (…) Patriotyzm zawiera w sobie (…) [pewną ściśle określoną] postawę wewnętrzną w odniesieniu do ojczyzny, która dla każdego prawdziwie jest matką. (…) Patriotyzm oznacza [bowiem] umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. (…) Ojczyzna jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli i jako taka jest też wielkim obowiązkiem. Analiza dziejów dawniejszych i współczesnych dowodzi, że Polacy mieli odwagę, nawet w stopniu heroicznym, dzięki której potrafili wywiązywać się z tego  obowiązku, gdy chodziło o obronę ojczyzny jako naczelnego dobra. Nie oznacza to, że w niektórych o kresach nie można było dostrzec osłabienia tej gotowości do ofiary, jakiej wymagało wprowadzenie w życie wartości i ideałów związanych z pojęciem ojczyzny. Były to te momenty, w których prywata oraz tradycyjny polski indywidualizm dawały o sobie znać jako przeszkody” (s. 71-72).

Były takie momenty – i, niestety, przejawiają się one niekiedy również w czasach nam współczesnych. Dlatego tym bardziej trzeba dzisiaj z największą wrażliwością i odpowiedzialnością dokonywać rachunku sumienia ze swego patriotyzmu, czyli z umiłowania tego, co ojczyste. Musimy zatem stawiać sobie pytania: Czy miłujemy polską historię i staramy się ją ciągle poznawać? W jakiej mierze ulegamy współczesnym trendom, aby od niej uciekać i nie chcieć jej znać? W jakim stopniu ją zakłamujemy, mniej lub bardziej świadomie powtarzając kalki komunistycznej i liberalnej propagandy na temat naszej chlubnej przeszłości, naszych dokonań i naszych zmagań, między innymi w walce z hitlerowskimi, sowieckimi i późniejszymi okupantami? Idąc dalej za myślą Jana Pawła II, musimy również stawiać sobie pytania o stosunek do naszej polskiej tradycji. Czy ją prawdziwie szanujemy i miłujemy, czy też, być może, wstydliwie odwracamy się od niej, uważając ją za przejaw zaściankowości, zamknięcia na świat, lub za rodzaj kuli u nogi, która nie pozwala nam stawać się obywatelami świata? Czy, na koniec, z największą troską staramy się o wysoką kulturę polskiego języka i jego piękno, czy też aprobujemy tę słowną przemoc i wulgaryzm, które jeszcze stosunkowo niedawno rozbrzmiewały na ulicach naszych miast, budząc przy tym poklask ze strony niektórych polityków?

Musimy stawiać sobie te pytania, ponieważ dość powszechnie znane stwierdzenie „polskość – to nienormalność” bardzo boli, tak jak zawsze boli ośmieszanie i szyderstwo z tego, co dla nas jest prawdziwie święte i drogie, i co kochamy całym sercem. Równocześnie doskonale wiemy, że tego rodzaju stwierdzenie stanowi niezmierne niebezpieczny krok idący w kierunku utraty naszej tożsamości i duchowej wolności. Że  jest to rodzaj zdrady wobec tych wszystkich, którzy walczyli o wolną Polskę i oddawali za nią własne życie, i którym zawdzięczmy naszą dzisiejszą wolność.

Żeby choć w jakiejś mierze móc pokonać wewnętrzne podziały w naszym kraju i żeby móc cieszyć się wewnętrznym pokojem, trzeba więc najpierw pojednać się z naszą Ojczyzną. Znaczy to uznać patriotyzm, o którym pisał Jan Paweł II, za główny imperatyw codziennego myślenia i postępowania. Znaczy to otworzyć się na wartości zawarte w Ewangelii, na jej nauczanie o obiektywnej prawdzie, o wzajemnej miłości i solidarności. Znaczy to, na koniec, szukać pojednania i pokoju w Chrystusie, zgodnie z tym, co znajdujemy w książce Pamięć i tożsamość: „Historia wszystkich narodów niesie ze sobą wezwanie, by przejść w historię zbawienia. Chrystus bowiem przyszedł na świat, ażeby przynieść zbawienie wszystkim ludziom” (s. 77).

To w świetle tych stwierdzeń warto raz jeszcze wsłuchać się w przesłanie Jana Pawła II Wielkiego zawarte w jego Przemówieniu w Parlamencie polskim w dniu 11 czerwca 1999 roku: „Pamięć o moralnych przesłaniach «Solidarności», a także o naszych, jakże często tragicznych doświadczeniach historycznych, winna dziś oddziaływać w większym stopniu na jakość polskiego życia zbiorowego, na styl uprawiania polityki czy jakiejkolwiek działalności publicznej, zwłaszcza takiej, która jest sprawowana na mocy społecznego wyboru i zaufania. Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne, które zabezpiecza dobro każdego obywatela. (…) Jakże nie przypomnieć w tym miejscu «Kazań Sejmowych» królewskiego kaznodziei, księdza Piotra Skargi i jego żarliwego wezwania skierowanego do senatorów i posłów I Rzeczypospolitej: «Miejcie wspaniałe i szerokie serce. (…) Nie cieśnijcie ani kurczcie miłości w swoich domach i pojedynkowych pożytkach, nie zamykajcie jej w komorach i skarbnicach swoich! Niech się na lud wszytek z was, gór wysokich, jako rzeka w równe pola wylewa! (…) Kto ojczyźnie swej służy, sam sobie służy; bo w niej jego wszystko się dobre (…) zamyka» (Kazanie drugie, O miłości ku Ojczyźnie)”.

Czwartym wymiarem naszego życia, w którym doświadczamy Chrystusa jako źródło naszego pojednania i pokoju, są relacje między narodami i państwami. W Liście do Efezjan św. Paweł Apostoł tak oto ukazywał rolę Chrystusa w dziejach ludów o różnych dziejach, tradycjach i dokonaniach: „On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości. A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca. W Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” (Ef 2,  14-18. 22).

Jeśli Chrystus jest naszym pokojem, jeśli jest On tym, kto pojednał ludzi między sobą przez swój krzyż i jeśli On uczynił ich na nowo Bożymi dziećmi, umożliwiając im przystęp do Boga Ojca, to odrzucenie Chrystusa musi prowadzić do przemocy i wojen, do wrogości między  ludźmi i do przekreślania w innych godności Bożych dzieci, a w konsekwencji do odrzucenia nadziei w wieczne zbawienie. Tę właśnie prawdę potwierdzają tragiczne doświadczenia dwudziestego wieku, w tym przede wszystkim dzieje drugiej wojny światowej, sprowokowanej przez obydwa ówczesne systemy totalitarne: bolszewicki ateizm oraz hitlerowski, pogański nazizm. Tę prawdę potwierdza także toczona obecnie wojna na Ukrainie spowodowana przez imperialne dążenia Rosji. Wraz z okrucieństwami tej wojny, które nie oszczędzają nawet małych dzieci, wraz z ogromem krzywd dotykających ludność cywilną, równocześnie doświadczamy wielkiej obojętności ze strony niektórych państw Europy zachodniej, które tęsknią tylko do tego, aby jak najszybciej mogły powrócić do prowadzenia dawnych interesów.

Jakżeż w tym kontekście nie powrócić do słów Jana Pawła II, które w obecności prezydentów pięciu państw Europy Środkowo-Wschodniej wygłosił dwadzieścia pięć lat temu, 3 czerwca 1997 roku w Gnieźnie, podczas uroczystości tysiąclecia męczeńskiej śmierci św. Wojciecha: „Jest więc św. Wojciech wielkim patronem jednoczącego się wówczas w imię Chrystusa naszego kontynentu. Święty Męczennik tak swoim życiem, jak i swoją śmiercią kładzie podwaliny pod europejską tożsamość i jedność. (…) Potrzebna jest nasza gotowość. Okazuje się bowiem w sposób niekiedy bardzo bolesny, że odzyskanie prawa samostanowienia oraz poszerzenie swobód politycznych i ekonomicznych nie wystarcza dla odbudowy europejskiej jedności. (…) Czyż nie można powiedzieć, że po upadku jednego muru, tego widzialnego, jeszcze bardziej odsłonił się inny mur, niewidzialny, który nadal dzieli nasz kontynent – mur, który przebiega przez ludzkie serca? Jest on zbudowany z lęku i agresji, z braku zrozumienia dla ludzi o innym pochodzeniu i innym kolorze skóry, przekonaniach religijnych, jest on zbudowany z egoizmu politycznego i gospodarczego oraz z osłabienia wrażliwości na wartość życia ludzkiego i godność każdego człowieka. Nawet niewątpliwe osiągnięcia ostatniego okresu na polu gospodarczym, politycznym, społecznym nie przesłaniają istnienia tego muru. Jego cień kładzie się na całej Europie. Do prawdziwego zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jeszcze jest daleka. Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha. Ten najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki go umacniało chrześcijaństwo ze swoją Ewangelią, ze swoim rozumieniem człowieka i wkładem w rozwój dziejów ludów i narodów. Nie jest to zawłaszczanie historii. Jest bowiem historia Europy jakby wielką rzeką, do której wpadają rozliczne dopływy i strumienie, a różnorodność tworzących ją tradycji i kultur jest jej wielkim bogactwem. Zrąb tożsamości europejskiej jest zbudowany na chrześcijaństwie. A obecny brak jej duchowej jedności wynika głównie z kryzysu tej właśnie chrześcijańskiej samoświadomości. (…) Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa. Dlatego mur, który wznosi się dzisiaj w sercach, mur, który dzieli Europę, nie runie bez nawrotu ku Ewangelii. Bez Chrystusa nie można budować trwałej jedności. Nie można tego robić odcinając się od tych korzeni, z których wyrosły narody i kultury Europy, i od wielkiego bogactwa minionych wieków. Jakże można liczyć na zbudowanie «wspólnego domu» dla całej Europy, jeśli zabraknie cegieł ludzkich sumień wypalonych w ogniu Ewangelii, połączonych spoiwem solidarnej miłości społecznej będącej owocem miłości Boga? O taką właśnie rzeczywistość zabiegał św. Wojciech, za taką przyszłość oddał swoje życie. On też dzisiaj nam przypomina, iż nie można zbudować nowego porządku bez odnowionego człowieka, tego najmocniejszego fundamentu każdego społeczeństwa”.

Drodzy Siostry i Bracia!

Dzisiejsza procesja Bożego Ciała, odbywana tradycyjną drogą od Katedry na Wawelu po Rynek Główny w Krakowie, szlakiem czterech wezwań z Litanii do Serca Jezusowego, w zbliżającą się dwudziestą rocznicę Aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu pozwala nam jeszcze bardzie głęboko przeżyć tę prawdę, że jedynie Jezus Chrystus jest naszym  pokojem i naszym pojednaniem. Dlatego też z taką otwartością serca i z takim wewnętrznym przejęciem słuchamy słów, które przed wiekami św. Paweł Apostoł skierował do chrześcijan mieszkających w Kolosach: „Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko [przyobleczcie] miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni!” (Kol 3, 12-15). Amen.






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.