Zgłoszenie do prokuratury w sprawie "pomnika wdzięczności" Armii Czerwonej w Olsztynie
data:01 czerwca 2022     Redaktor: Anna

Paweł Czyż                                                                                                             Prokuratura Okręgowa w Olsztynie                                    
                                              ZAWIADOMIENIE
o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 160 § 1 kk. w związku z art. 231 § 1 Kodeksu karnego

Zawiadamiam o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 160 § 1 kk, cyt. „Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.” w związku z art. 231 § 1 Kodeksu karnego, cyt. „Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3” poprzez pozostawienie w przestrzeni publicznej obiektu znanego jako „pomnik” „wdzięczności” Armii Czerwonej, który znajduje się na olsztyńskim pl. Xawerego Dunikowskiego, pomimo ekspertyzy sporządzonej na zlecenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Olsztynie Dariusza Bartona, w którym rzeczoznawca uznał, że ten obiekt zagraża zdrowiu i życiu oraz grozi zawaleniem. Za gospodarowanie mieniem Gminy Olsztyn odpowiada prezydent miasta Piotr Grzymowicz.
Wnoszę też o przekazanie niniejszej sprawy z uwagi na ważny interes społeczny do jednostki położonej poza województwem warmińsko-mazurskim.

                                                      UZASADNIENIE

W dniu 27 lutego 2022 roku w imieniu Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin zwróciło się do prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza oraz przewodniczącego Rady Miasta Olsztyna Roberta Szewczyka o natychmiastowe usunięcie z przestrzeni publicznej obiektu znanego jako „pomnik” „wdzięczności” Armii Czerwonej, który stoi na pl. Xawerego Dunikowskiego w Olsztynie.
25 maja wraz z Prezesem Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin dr. Bogusławem Rogalskim oraz Prezesem Towarzystwa Patriotycznego im. Jana Olszewskiego Moniką Sochą-Czyż około godziny 10:15 nagrywałem pod w/w obiektem stosowne materiały video i wykonywałem zdjęcia. Chociaż władze Olsztyna od połowy maja br. miały świadomość, że ten „pomnik” stwarza realne zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców z uwagi na ekspertyzę sporządzoną na zlecenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Olsztynie Dariusza Bartona, w którym rzeczoznawca uznał, że ten obiekt zagraża zdrowiu i życiu oraz grozi zawaleniem, to jednak ten obiekt nie został stosownie zabezpieczony. W efekcie w dniu 25 maja lub 26 maja br. od „pomnika” oderwała się blisko 200 kg płyta. Można zauważyć, że płyta mogła oderwać się od obiektu w momencie, w którym wraz z w/w osobami znajdowałem się w jej bezpośredniej bliskości. Tym samym stworzone zostało realne zagrożenie dla mojego zdrowia i życia przez zaniechanie ze strony władz miasta, w tym prezydenta Piotra Grzymowicza. W moim przekonaniu uzasadnieniem bezczynności w zabezpieczeniu lub rozbiórce tego obiektu nie może stać uznawanie go za „pomnik” lub „zabytek”. Ten obiekt nie jest ani pomnikiem, ani zabytkiem. Skoro prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz był w stanie zamówić ze środków publicznych sondaż w sprawie pozostawienia w/w obiektu w przestrzeni publicznej, to znaczy, że dysponował też środkami na zabezpieczenie bezpieczeństwa tych osób, które znajdują się w okolicy tej totalitarnej ruiny.

Warto dodać, że obiekt ten nie spełnia definicji pomnika zgodnie z linią orzeczniczą przyjętą przez sądy powszechne.
Dla przykładu. „Czerwona zaraza” – taki napis umieściło 17 września 2011 r. dwóch młodych ludzi na dwóch warszawskich „pomnikach”: Braterstwa Broni (nazywanym potocznie przez warszawiaków „Czterema Śpiącymi”) oraz „Wdzięczności Armii Radzieckiej” w parku Skaryszewskim w Warszawie. Oblali je też czerwoną farbą. Sprawę rozstrzygała sędzia Ewa Grabowska z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ w uzasadnieniu do wyroku: „Oba obiekty wzbudzają wiele kontrowersji i emocji zarówno wśród historyków, jak i mieszkańców Warszawy. Dla jednych są symbolem komunizmu, dla innych zakłamanym świadectwem w historii dziejów Polski, kiedy to armia sowiecka nie udzieliła pomocy Powstaniu Warszawskiemu” – napisała sędzia. Sędzia Grabowska dodała, że zdaniem sądu „przedmiotowe obiekty nie spełniają definicji pomnika, bowiem ochronie prawnej podlega obiekt wzniesiony dla upamiętnienia zdarzenia bądź uczczenia osoby, której ta cześć jest należna” i że oba pomniki „powinny ulec rozebraniu” (tak w oryginale).
Tego typu argumentacja sądów nie jest odosobniona. Stanowi zatem linię orzeczniczą. Jak relacjonował portal Sądeczanin:
„Sąd Okręgowy w Nowym Sączu zasądził zadośćuczynienie (600 zł) dla Mariusza Szewczyka z Niskowej za bezzasadne zatrzymanie przez policję 27 września 2014 r. Chodzi o interwencję funkcjonariuszy po demonstracji niepodległościowców pod nieistniejącym już pomnikiem Armii Czerwonej przy Al. Wolności. Policja zatrzymała wówczas dziewięć osób, głównie z Krakowa i Śląska, m.in. Adama Słomkę i Zygmunta Miernika.
Mariusza Szewczyka i jego 16-letniego wówczas syna Kacpra dwóch tajniaków „zdjęło” na ulicy (…), gdy po manifestacji, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, udawali się na przystanek autobusowy, aby wrócić do domu. W komendzie przy ul. Grottgera ojciec z synem spędzili 6 godzin. Aresztantów „maglowało” kilku funkcjonariuszy.  Grozili, że czeka ich sroga kara za obrzucenie monumentu wydmuszkami z farbą plakatową koloru czerwonego.
Potem był proces w Sądzie Rejonowym w Nowym Sączu i słynny wyrok sędziego Sądu Rejonowego w Nowym Sączu Andrzeja Kuźniara (9 czerwca 2015 roku – przyp. aut.),  który uniewinnił ośmiu demonstrantów. Uzasadnienie wyroku było miażdżące dla policji”.
Sędzia Andrzej Kuźnar w uzasadnieniu wyroku z 9 czerwca 2015 roku (sygn. akt II W 2002/14) uniewinnił sądzonych z wniosku nowosądeckiej policji i jasno stwierdził: „(…) W przekonaniu Sądu ze strony władz miasta oraz organów państwowych (…) nie było woli politycznej , a zapisy umowy (…) należało tak zinterpretować, aby odpowiadały interesom Polski a nie Rosji.(…) Historia bardzo okrutnie obeszła się z naszym Narodem w ostatnich 200 latach. Agresja sąsiadów, powstania, wywózki, ofiary ludzkie jakich doświadczyli Polacy i Polki zrodziły bohaterów, którym należy się cześć, takich jak: Tadeusz Kościuszko, Romuald Traugutt, Józef Piłsudski, bohaterowie II wojny światowej jak gen. Władysław Anders czy bohaterów po 1945 roku, tj. żołnierzy II konspiracji znanych i mniej znanych , takich jak: rotmistrz Witold Pilecki, Danuta Siedzikowna „Inka”, Włodzimierz Dmytryszyn i wielu wielu innych. Takim osobom należy stawiać pomniki, gdyż za sprawą bohaterów istniejemy jako naród i trwa Państwo Polskie. Komendant Miejski Policji w Nowym Sączu natomiast dbając o autorytet organu policyjnego oraz funkcjonariuszy Policji przed wystąpieniem do Sądu z wnioskiem o ukaranie powinien był przemyśleć czy interes społeczny rzeczywiście przemawia (…)za celowością stawiania (…) zarzutów (…), a odśpiewanie Hymnu Narodowego, pieśni konfederatów barskich, hymnu „Boże coś Polskę”, czy pieśni poświęconych „żołnierzom niezłomnym” w czasie trwania legalnej manifestacji nie można traktować jako „krzyków i śpiewów”, tj. jako elementu generującego hałasy”.
Zmiana nazwy obiektu, który znajduje się na pl. Dunikowskiego w Olsztynie z „pomnika” „wdzięczności” Armii Czerwonej na „Pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińskiej i Mazurskiej” nie zmiana faktu, że został on wystawiony z inspiracji antysemity i działacza komunistycznego Mieczysława Moczara. Zmiana nazwy obiektu z punktu widzenia przytoczonego wyżej orzeczenia SSR Ewy Grabowskiej z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ nie przesądza, że ten obiekt został wzniesiony dla upamiętnienia zdarzenia bądź uczczenia osoby, której ta cześć jest należna. Co istotne, olsztyńskie sądownictwo wielokrotnie prowadziło sprawy przeciwko patriotom, którzy domagali się zniesienia tego totalitarnego obiektu lub urządzali w tym miejscu stosowne happeningi. Wątpliwa jest też skuteczność wpisania tego obiektu do Rejestru Zabytków, nr B-139/93 z dnia 19 maja 1993 r. pod nazwą „Pomnik Wyzwolenia Ziemi Warmińsko-Mazurskiej”. Fakt udziału w jego powstaniu pupilka komunistycznych władz Xawerego Dunikowskiego nie mogło stanowić i nadal nie stanowi powodu dla uznawania tego obiektu za „zabytek”. W Wałbrzychu nie uznaje się za zabytek, ani nie został wpisany do Rejestru Zabytków obiekt o nazwie „Schlesier-Ehrenmal” wykonany przez znanego niemieckiego architekta Roberta Tischlera. To mauzoleum upamiętniające 170 tysięcy Ślązaków, którzy zginęli podczas I wojny światowej, ofiary wypadków w kopalniach i 25 lokalnych bojowników ruchu narodowo-socjalistycznego. Budowla znajduje się na wschód od centrum miasta, na północnym zboczu Niedźwiadków przy niebieskim szlaku turystycznym na wysokości ok. 510–530 m n.p.m. Budzi zatem zdziwienie, że obiekty wzniesione na chwałę Armii Czerwonej, która zaatakowała terytorium II RP w roku 1920 i 1939, a także zastąpiła w okupacyjnym charakterze Wehrmacht w roku 1944 i 1945, są objęte rzekomo ochroną prawną.
Przypomnijmy zatem Państwu historyczne fakty.
ZSRS stosował wobec Polaków metody ludobójcze jeszcze przed 1 września 1939 roku. W latach 1937–1938 realizowano w Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich tzw. akcję polską NKWD, wynikającą z rozkazu Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRS nr 00485 z dnia 11 sierpnia 1937 r. Według dokumentów NKWD, skazano 139 835 Polaków, z czego zamordowano bezpośrednio 111 091 osób. Po 17 września 1939 do 22 czerwca 1941 ZSRS przez fizyczną eliminację i zsyłki doprowadził do śmierci 1 do 2 milionów polskich obywateli. Po zbrojnej agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 r., okupacji wojskowej wschodnich terenów II Rzeczypospolitej przez Armię Czerwoną i ustaleniu w dniu 28 września 1939 r. przez III Rzeszę i ZSRS w zawartym w Moskwie „pakcie o granicach i przyjaźni” niemiecko-sowieckiej linii granicznej na okupowanych wojskowo przez Wehrmacht i Armię Czerwoną terenach Polski, mieszkańcy obu okupowanych części państwa polskiego zostali poddani represjom przez obu najeźdźców. Na terenach okupowanych i anektowanych przez ZSRS obywatele Rzeczypospolitej, zarówno Polacy, jak i obywatele polscy innych narodowości, zostali poddani przez stalinowski aparat przemocy ZSRR brutalnym represjom, obliczonym na załamanie społecznego morale i zniszczenie w zarodku rodzącej się konspiracji. Długofalowym celem polityki ZSRS była depolonizacja Kresów Wschodnich oraz sowietyzacja ludności przyłączonych do ZSRS terenów Rzeczpospolitej. Terytorium Rzeczpospolitej Polskiej na wschód od linii granicznej ustalonej w układzie pomiędzy III Rzeszą a ZSRS zostało w październiku 1939 r. anektowane przez ZSRS. Formalną podstawą były pseudoplebiscyty, a następnie aneksja w trybie uchwały Rady Najwyższej ZSRS. Były to akty prawne równoległe do dwóch dekretów Adolfa Hitlera – z 8 i 12 października 1939 r., którymi jednostronnie wcielił zachodnie terytoria Polski do III Rzeszy, tworząc jednocześnie z centralnych ziem II Rzeczpospolitej Generalne Gubernatorstwo. Wszystkie powyższe akty „prawne” były sprzeczne z ratyfikowaną przez Niemcy i Rosję konwencją haską IV (1907), nieważne w świetle prawa międzynarodowego i nie zostały uznane zarówno przez Rząd RP na uchodźstwie, jak i państwa sojusznicze wobec Polski, a także państwa trzecie (neutralne) przez cały czas trwania II wojny światowej.
Polscy historycy pracujący w IPN twierdzą, że całkowita liczba deportowanych nie przekroczyła 800 tysięcy osób. Krytyka takiego szacunku była jednak tak duża, że nawet prezes IPN, śp. dr hab. Janusz Kurtyka przyznał, że obecnie część historyków ocenia liczbę deportowanych od 700 tysięcy przez 1 milion do 1,5 miliona. Reżim radziecki stosował również inne formy represji, aby zniszczyć polskie oblicze Kresów Wschodnich. Do Armii Czerwonej wcielono ok. 150 tysięcy Polaków. Ginęli oni w 1940 roku w Finlandii oraz w początkowych miesiącach wojny radziecko-niemieckiej. Około 100 tysięcy osób wcielono do specjalnych batalionów budowlanych zwanych strojbatami. Według danych sowieckich z 10 czerwca 1941 r., a więc niemal z przedednia agresji niemieckiej, w kresowych więzieniach przebywało co najmniej 40 tys. więźniów politycznych. Łącznie NKWD zamordowało nie mniej niż 35 tys. uwięzionych. Największe masakry miały miejsce we Lwowie, gdzie zamordowano od 3,5 do 7 tys. więźniów. W Łucku ofiarą masakry padło około 2 tys. więźniów, w Wilnie około 2 tys., w Złoczowie około 700, Dubnie około 1000, Prawieniszkach 500 więźniów, oprócz tego w Drohobyczu, Borysławiu, Czortkowie, Berezweczu, Samborze, Oleszycach, Nadwórnej, Brzeżanach. W ciągu tygodnia w czerwcu 1941 roku Rosjanie wymordowali w więzieniach co najmniej 14 700 obywateli II RP, na szlakach ewakuacyjnych zostało zamordowanych kolejne 20 tysięcy. Zatem było to nie tylko ludobójstwo wojskowych czy policjantów, np. w Katyniu czy Miednoje… Armia Czerwona – potem Armia Radziecka – pozostała w Polsce do 1993 roku.
Oficjalny pretekst agresji ZSRS na II RP, a zatem wkroczenie na polskie terytorium przez Armię Czerwoną, był zawarty w przekazanej o godzinie 3:00 w nocy 17 września 1939 roku przez zastępcę Ludowego Komisarza (ministra) Spraw Zagranicznych Potiomkina ambasadorowi RP Wacławowi Grzybowskiemu nocie dyplomatycznej: zamieszczono tam niezgodne z prawdą oświadczenie o rozpadzie państwa polskiego, ucieczce rządu polskiego, konieczności ochrony mienia i życia zamieszkujących wschodnie tereny polskie Ukraińców i Białorusinów oraz uwalnianiu ludu polskiego od wojny. W konsekwencji ZSRS uznał wszystkie układy zawarte uprzednio z Polską (w tym traktat ryski z 1921 roku i pakt o nieagresji z 1932 roku) za nieobowiązujące – zawarte z nieistniejącym państwem. Dlatego też odmawiano wziętym do niewoli polskim żołnierzom statusu jeńców wojennych. Potiomkin przedstawił notę ambasadorowi RP w chwili rozpoczęcia działań wojennych przez Armię Czerwoną. Ambasador odmówił przyjęcia noty i zażądał wiz wyjazdowych dla dyplomatów polskich. Władze ZSRS próbowały, wbrew prawu międzynarodowemu (konwencja genewska dyplomatyczna), uniemożliwić opuszczenie kraju polskim dyplomatom i aresztować ich (stwierdzając utratę statusu dyplomatycznego). Polaków uratował dziekan korpusu dyplomatycznego w Moskwie, ambasador III Rzeszy Friedrich-Werner von der Schulenburg, osobiście wymuszając na rządzie ZSRS zgodę na wyjazd dyplomatów. Sowiecki ambasador w Polsce Nikołaj Szaronow wyjechał zaś z terenu RP (wraz z attaché wojskowym Pawłem Rybałko – późniejszym marszałkiem ZSRR) już 11 września, pod pretekstem nawiązania łączności z Moskwą (Potiomkin odmówił ambasadorowi Grzybowskiemu prawa wyjazdu pierwotnie pod pretekstem konieczności powrotu do ZSRS dyplomatów sowieckich w Polsce, którzy od tygodnia znajdowali się już na terenie ZSRS). Konsul generalny RP w Kijowie, Jerzy Matusiński, wezwany 30 września przez władze sowieckie, zaginął (po aresztowaniu został zamordowany przez NKWD). Warto podkreślić, że legalny rząd II Rzeczypospolitej opuścił granice Polski dopiero późnym wieczorem 17 września, po otrzymaniu wiadomości o wkroczeniu Armii Czerwonej rankiem tego dnia i potwierdzonej informacji o zbliżaniu się sowieckiej kawalerii oddziałów pancernych do miejsca przebywania władz RP. Prezydent Ignacy Mościcki w wydanym w Kosowie orędziu do narodu określił jednoznacznie sowieckie działania wojskowe jako akt agresji. 17 września ZSRS stał się faktycznie uczestnikiem II wojny światowej jako sojusznik III Rzeszy. Premier Władysław Sikorski wyraził pogląd, że Rosja zdradziła, idąc zbrojnie na pomoc Niemcom i uderzając na nas w umówionym z nimi momencie nożem w plecy: (…) odtąd jesteśmy w stanie wojny z Sowietami na równi z Niemcami. 25 kwietnia 1943 Stalin zerwał stosunki z legalnym polskim rządem. Trzeba wspomnieć, że Prezydent RP Władysław Raczkiewicz odmówił podpisania układu z 30 lipca 1941 Sikorski-Majski, a zatem ponowne wkroczenie na terytorium II RP Armii Czerwonej w latach 1944-45 nastąpiło bez formalnej zgody legalnego polskiego rządu, czyli stanowiło realizację przesłanek bezprawnej okupacji.
Samo istnienie w przestrzeni publicznej Olsztyna monumentu chwały Armii Czerwonej jest zatem skandalicznym przykładem promowania fałszu i wojsk agresora. Cóż, dziwi również postawa Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, która nie reaguje na fakt, że siedziba Prokuratury znajduje się przy ul. Dąbrowszczaków, tzn. komunistycznej formacji walczącej z nadania Stalina w wojnie domowej w Hiszpanii … To wystarczający argument, aby postępowanie w sprawie mojego zawiadomienia było prowadzone poza jednostkami prokuratury w województwie warmińsko-mazurskim.

Mając na uwadze w/w argumenty wnoszę o wszczęcie śledztwa w kierunku podejrzenia popełnienia przestępstwa jak w petitum.

Paweł Czyż





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.