MIĘDZY NIEŁADEM A NIEWOLĄ
data:06 maja 2022     Redaktor: GKut

    Od wielu lat prof. Andrzej Nowak syci nasz głód historii, jego znakomite tomy poświęcone dziejom Polski mówią o tym najlepiej. Najnowszy tom, wydany w krakowskim Białym Kruku pod tytułem „Między nieładem a niewolą”, zaprasza natomiast do podróży po różnych epokach i krajach.

 

Oto trzymamy w ręku jakby wehikuł czasu, który przenosi nas do starożytnych Chin, potem do antycznej Grecji i Rzymu, wreszcie w czasy nowsze, a jednocześnie atrakcyjne ilustracje pogłębiają wrażenie lotu w wehikule czasu. I wędrujemy jak sam Autor zaprasza we wstępie: „...poczynając od klasycznej myśli chińskiej Laozi czy Konfucjusza, poprzez refleksję Platona i Arystotelesa, dziedzictwo spotkania chrześcijaństwa z polityką, myśl św. Augustyna, św. Tomasza aż do kolejnych etapów kryzysu tego dziedzictwa – koncepcji Machiavellego, Hobbesa, Locke’a, Monteskiusza, Rousseau - skonfrontowanych z ciągłością staropolskiej myśli o Rzeczypospolitej, o pojęciu dobra wspólnego, wolności i niepodległości” ( str.10).  Autor jest przewodnikiem w tej podróży i ukazuje nam doktryny filozofów, które  znajdowały odniesienia w naszej epoce. I tak, na przykład,  zalecenia filozofa Lao Tsy ( Laozi) - „by lud niczego nie wiedział i niczego nie pożądał. Ci natomiast, co wiedzą, aby nie śmieli działać” - jakże dziwnie słowa te pasują do repertuaru instrukcji znanych nam dyktatur XX wieku. Odnajdując te paralele do współczesności Autor wtrąca błyskotliwe dygresje, które potwierdzają jak bardzo owa kondycja ludzka „między nieładem a niewolą” jest doświadczeniem naszego losu.

    Wędrujemy tak odkrywając myśli chińskich filozofów od Konfucjusza po Mozi, krytyka konfucjanizmu. Odczytujemy wnioski szkoły legistów, która stanie się wzorem i dziś dla wielu tyranów czy postulaty myśliciela Han Feizi, które „na 2200 lat przed Leninem, Stalinem, Hitlerem i Mao stanowią doskonały wzór porządku totalitarnego” ( str.35) jak zauważył Autor. Wznosząc te polityczne pryncypia, chińska mądrość nie wprowadzała jednak samobójczych założeń gospodarczych, właściwych komunistom w naszym stuleciu. Dlatego ocalono księgi o uprawie roli, zielarstwie i o produkcji broni. Natomiast edyktem cesarskim w 213 roku przed Chrystusem spalono pisma historyczne, aby nikt nie poważył się porównywać władzy ówczesnej z panowaniem poprzednich cesarzy.  Zasady wspomnianego wyżej Han Feizi niejednokrotnie zbiegały się z praktyką komunistycznych urzędów policji jak np. zmuszać ludzi, aby wzajemnie śledzili swe nastroje albo, aby nie liczyć się z żadnymi wartościami moralnymi i aby popierać ogłupianie ludu.  Znacznie więcej ciekawy czytelnik znajdzie sam w omawianym tomie, odkrywając też „subtelności” ówczesnych zakazów i nakazów. Wspomnijmy tylko to, że zdaniem cesarskich legistów „działalność przedstawicieli nauki i sztuki jest szkodliwa. Koniecznie więc trzeba powstrzymywać ich aktywność, zniszczyć ich ośrodki, rozproszyć ich stowarzyszenia” (str.36!). Te metody znalazły po wiekach uznanie w stalinowskiej Rosji, gdy w PRL-u stosowano knebel cenzury, inwigilacji i represji. Totalitarne zapędy szkoły legistów jednak do dzisiaj ścierają się z dziedzictwem konfuncjanizmu i taoizmu i te trzy tendencje istnieją w Państwie Środka ( str.40) jak podaje Autor słusznie preferując nauki Konfucjusza, czasem bliskie i chrześcijańskiej tradycji, choć jeszcze bez pojęcia osobowego Boga i nieśmiertelności duszy. Mniej przemawia do nas scheda taoizmu, jego niechęć wobec norm i rada, by dać się ponieść wiatrom, więc prądom. Natomiast ze strony legistów nie czeka nas nic dobrego, dla nich prawo miało przede wszystkim charakter represyjny ( podobnie i w Rosji, zwłaszcza stalinowskiej i dzisiejszej ), a wsparte w XX wieku wolą partii komunistycznej zawsze było górą. Ideologia komunizmu przyjęła się z woli Mao, zapewne bez udziału tradycji szkoły legistów, po prostu był to masowy gwałt na narodzie, dalej zapatrzonym w konfucjanizm. I pewnie dlatego szafy chińskiego komunizmu są pełne szkieletów, a około 20 milionów Chińczyków zmarło tylko w latach 1959-1962 od represji i z głodu. Dane te do roku 1980 wzrosną do 50 milionów, a w „Czarnej księdze komunizmu” ( Paryż-Warszawa,1999) kontemplujemy też mapy więzień i gułagów, oglądamy sceny tortur intelektualistów z lat Rewolucji „Kulturalnej”, która była apogeum zdziczenia w dziejach ludzkości. A w r.1989 studenci domagający się w Pekinie wolności i demokracji zostali rozjechani czołgami na sowieckiej licencji ( str.42), i zdjęcie tej egzekucji na Placu Niebiańskiego Spokoju (!), gdzie zginęło ponad 10 tysięcy osób, kończy rozdział poświęcony chińskim filozofom i recepcji ich doktryn.

     Przenosimy się następnie do antycznej Hellady, a rozdziały o Platonie i Arystotelesie przypominają wartości jakże odmienne od ziaren totalitaryzmu kiełkujących w Państwie Środka. Obu tych filozofów przedstawiać Polakom nie trzeba, choć zapewne peerelczycy odeszli od ich założeń daleko. I pewnie nie akceptują platońskiej idei duszy nieśmiertelnej, ani tego, że to Bóg – a nie człowiek – jest miarą wszystkich rzeczy jak uważał Platon. Czy peereelczycy zrozumieją kiedyś istotę sporu między Sokratesem a Trazymachem ? Ten ostatni  sądził, że polityk jest jakby pasterzem wynajętym przez właściciela i pilnuje interesu właściciela stada, a nie trzody. Takim był Trazymach, postać nieco złowroga u Platona, a podobnych polityków można rozpoznać i w III RP: służą oni właścicielom, często nawet obcym, a zatem należą do agentury nieprzyjaznej Polsce. A tylko naród nie ma właściciela, stąd politycy służący narodowi godni są zaufania, gdy rozpoznajemy ich po owocach. Dziś są to ludzie sumienia z PiS-u, tak oczekiwani przez Jana Pawła II, i mają misję uzdrowienia państwa objuczonego przeżytkami z epoki PRL-u.  Niestety, tę tak potrzebną misję utrudniają politycy typu Trazymacha wynajęci przez obcych, czasem nasłani dla siania fermentu, może też idei przewrotu jak Timmermans czy Tusk. Tym warto przypomnieć słowa Platona, że pierwszym obowiązkiem jest odbudowywać ład i razem z innymi tworzyć wspólnotę dobra. Akcentuje to również rada Arystotelesa, że potrzebujemy  „roztropności” ( phronesis) i po prostu „cnoty”, która jest umiarem pomiędzy nadmiarem i niedostatkiem. Ta zasada „złotego środka” między skrajnościami, namiętnościami powinna pozostać nadal ważnym nakazem w polityce. Prof. Nowak omawia też kilka szczebli demokracji, które Arystoteles rozróżniał w IV księdze polityki.  Najwyższy to demokracja zgodna z prawem i sprawiedliwością, w której nikt nie jest panem, a biedni i bogaci mają równe prawa. O taką demokrację należy zabiegać, tak ją kształtować ( str.107), a dodajmy, że i wbrew manipulacjom oligarchów z Platformy. Niebezpieczne są też wysiłki potężnego lobby próbujące zniszczyć rodzinę, by zniewolić większość społeczeństwa, co z kolei by zrujnowało zasady demokracji ( str.101). A do czego zmierza cywilizacja, jeżeli lewicowy polityk i poseł do Parlamentu Europejskiego Daniel Cohn-Bendit publicznie broni czynów pedofilskich, a więc przestępstw ? Czy jakieś lobby zmierza do zniesienia zakazu pedofilii ? Do uznania więc przestępstwa za cnotę i wydania całych pokoleń dzieci na łaskę odmieńców ? I czy przedwczesna „edukacja” seksualna w szkołach nie jest krokiem w tym kierunku ? Omawiany tom jest zatem i zwierciadłem, w którym dostrzec możemy jak świat zrobaczywiał od czasów Platona i Arystotelesa.

      W rozdziale czwartym spotykamy Cycerona, św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu, a taki wybór postaci oddaje nową scenerię w strefie Śródziemnomorza. Grecka wspólnota uległa rozpadowi, lecz Rzymianie ulegli całkowicie greckim wpływom i to w każdej dziedzinie – od architektury, sztuk, literatury, retoryki, filozofii, nauk, medycyny, mitologii, edukacji – w domach Rzymian preceptorami byli Grecy. Okręty i porty budowano według greckich wzorów. Nawet w łacinie i w rzymskim prawie są greckie ziarna. Neron umierał deklamując po grecku, a Marek Aureliusz swoje „Rozmyślania”, przesiąknięte stoicyzmem, spisał greką ( str.135). Cyceron także doceniał dziedzictwo Greków, a nawet grecką składnię. Ten wielki zwolennik republiki zginął w 43 roku przed Chrystusem z rąk żołnierzy Antoniusza. Zarys biografii Cycerona i jego pism prof. Andrzej Nowak ukazał  nam jakby na tle fresku, który przybliża nam innych wybitnych Rzymian. Osobisty kontakt z tym freskiem jest nieodzowny, także z racji dygresji Autora do współczesności. Ta rada dotyczy zresztą całej książki, opartej na historycznych freskach oraz na ilustracjach z omawianych epok, a konfrontowanych z naszą lub z innymi okresami dziejów. Bogactw tej książki nie zastąpi żadna relacja. Rada ta dotyczy  również fragmentów poświęconych św. Augustynowi, który przyszedł na świat czterdzieści lat po edykcie mediolańskim. Tu zwróćmy uwagę na to, że biskup z Hippony był przeciwny jednemu państwu światowemu, ponieważ był przekonany, że nie da się zbudować idealnego porządku ( str.146). Jest w tym przestroga przed utopiami, a los wieży Babel czy wieży Nimroda ją potwierdza. Także los projektu Tatlina, by w Moskwie wznieść pomnik sowieckiej rewolucji i III Międzynarodówki. Nowa wieża Babel stanęła w 1999 roku w Brukseli, to parlament europejski, naśladujący kształty wieży znane nam z obrazu Bruegela. „Czy tym razem zbudujemy doskonały porządek, postreligijny i postpolityczny zarazem ?” – pyta Autor. Pewien sceptycyzm płynie z następującej historii. Jak wiemy pogański Rzym stał się naczyniem, w którym okrzepło chrześcijaństwo i doczekało się uznania edyktem Konstantyna w 313 roku, o czym wypada tu wspomnieć, by odsłonić skandaliczną manipulację rady nadzorczej Domu Historii Europejskiej. Oto w projekcie wystawy stałej tego Domu ogłoszono zafałszowaną definicję chrześcijaństwa: „powstało ono w IV wieku z połączenia tradycji judaistycznej  i organizacji kościelnej”(!). A zatem powstanie chrześcijaństwa – które łączy się z Męką Pańską – unijni manipulanci przesunęli o cztery stulecia, a w dodatku połączyli je z faryzeuszami zwalczającymi Chrystusa. Jeśli budowę nowego porządku rozpoczęto od fałszu, jaki będzie finał ?  Czy w ogóle będzie to jeszcze Europa, jeśli grzebie się jej korzenie – od Homera po Ewangelię ? Św. Tomasz z Akwinu potrafił złączyć dorobek Arystotelesa z kanonem teologii chrześcijańskiej i z myślą św. Augustyna, budował więc pluralizm intelektu-ducha i Europę „wielości w jedności”( str.156). Niestety, dzisiaj Europę powoli oplatają i dławią macki prawie orwellowskiej konstrukcji. Warto tu jeszcze przytoczyć cenną dygresję prof. Nowaka, która dotyka choroby III RP: oto i św. Augustyn i św. Tomasz zgadzali się, że warcholstwo czyli podburzanie do niepokojów społecznych jest grzechem i przeciwstawia się dobru społecznemu ( str.173), o które od r.2015 dbają ludzie sumienia.

   W następnym rozdziale głównym aktorem jest Machiavelli, poprzedzony wizerunkiem Marsyliusza z Padwy ( ok.1275-1343). Tego ostatniego spopularyzował Umberto Eco ( „postmodernistyczny wesołek” jak nazwał go trafnie prof. Andrzej Nowak) w powieści „Imię róży” i w filmie pod tym samym tytułem. Marsyliusz popierał cesarza Ludwika Wittelsbacha w jego walce z kolejnymi papieżami i odrzucał koncepcje prawa naturalnego, uznając tylko prawa stanowione przez świeckiego władcę. Marsyliusz okaże się też jednym z prekursorów relatywizmu kulturowego, który współcześnie zapanował poprzez antropologię kulturową w całej tzw. humanistyce. Do jakiego stopnia ? Polecam zajrzeć do omawianego tomu ( str.186/7), gdzie też wspomina się, że u Marsyliusza rozum przeciwstawia się etyce, a to również przetarło drogę autorowi „Księcia”. Po dygresjach o Dantem i Savonaroli, prof. Andrzej Nowak przedstawia nam więc Machiavellego ( 1449-1527) i jego epokę, karierę i pisma. Nie wszyscy badacze Machiavellego akceptują jego koncepcje, np. Pierre Manent podkreśla u niego akcentowania patologii, gwałtownych przewrotów, podczas gdy przecież nie wszystko opiera się na zbrodniach i kłamstwie. Z kolei Leo Strauss nazywa go nauczycielem zła ( str.198). Czy może być inaczej, jeśli Machiavelli podziwiał najokrutniejszego z papieskich kondotierów Cesara Borgię, a nawet uczynił go wzorem postępowania w „Księciu”?! ( str.193) Podziwiał przeciwstawienie moralności polityce i to akceptował.  Czas tu ujawnić, że podtytuł książki prof. Andrzeja Nowaka brzmi: ”Krótka historia myśli politycznej”.

     Rozdział VI,  przedstawia nam założycieli anglosaskiej linii liberalizmu – Thomasa Hobbesa ( 1588-1679) oraz Johna Locke’a ( 1632-1704). Hobbes, twórca politycznego hedonizmu ( Leo Strauss), zwalczał też religię i akcentował wieczny antagonizm międzyludzki. Jego główne dzieło „Lewiatan” ( 1651) częściowo krytykował Locke antagonizm zastępując consensusem co do władzy ustawodawczej, a lansując szczególnie prawo własności stworzył typ „homo economicus”, wypierający człowieka jako „zwierzęcia politycznego”. Obaj Anglicy w swych postulatach zapomnieli, że u Arystotelesa wspólnota opierała się na poszukiwaniu dobra. Obaj uznali z góry, co powinno być tym dobrem. Ale długotrwała wojna domowa w Anglii nie sprzyjała takim poszukiwaniom. Hobbes dodatkowo odwoływał się do Ockhama, który już dawno wyrokował, że boski rozum nie rządzi światem – ale czy mogło być inaczej, gdy człowiek otrzymał dar wolnej woli?  Dodajmy, że w tym samym rozdziale ukazano nam też sylwetkę Marcina Lutra, który po rewolucji husyckiej, dokonał feralnego rozłamu w chrześcijaństwie. I to właśnie – zdaniem Józefa de Maistre – legło u podstaw reformacji, ale  i rewolucji francuskiej (str.212). A rozłam Kalwina wywołał osiem wojen religijnych we Francji ( 1562-1598), zakończonych edyktem nantejskim. Rozdział kończy opowieść o braciach Bentham, którzy u schyłku XVIII wieku stworzyli doskonały projekt nadzoru nad niedoskonałym człowieczeństwem. Nazwali go Panopticon, a miejscem eksperymentu były kresy Rzeczypospolitej ( dziś wschodnia granica Białorusi), na terenach należących do księcia Potiomkina (vide str.248-251). Wydaje się, że dziś projektem nadzoru nad społeczeństwem zajął się tam Łukaszenko.

    Rozdział VII omawia głównie Monteskiusza i Rousseau, także fragmenty z ich dzieł poświęcone Polsce. Dorobek obu znany jest dość dobrze, ale niejedna niespodzianka czeka czytelnika, nie mówiąc już o dygresjach Autora do współczesności albo wzmianki o iluminatach pogardzających plebsem ( str.296/7). I tak dotarliśmy do ostatniego rozdziału „Wolność i niepodległość – polska tradycja”, najdłuższego i najbardziej może oczekiwanego przez czytelników. Od Wincentego Kadłubka po Józefa Pawlikowskiego ( 1767-1828), który działał już w okresie Sejmu Czteroletniego, a w r.1800 wydał broszurę „Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość?”, śledzimy ewolucję polskiej myśli politycznej, jakże dojrzałej już w średniowieczu.  Niemal współcześnie brzmią refleksje mistrza Wincentego na temat sprawiedliwości, która musi być jednaka dla wszystkich. Cała sztuka państwowa polega na tym, by państwo stało na straży sprawiedliwości (str.306). Privilegia paucorum commune legem non faciunt ( przywileje nielicznych nie czynią ogólnego prawa), tę maksymę przywoływał Kadłubek dla umocnienia sprawiedliwości. W podobnym duchu mówił na progu XV wieku Stanisław ze Skarbimierza: „Aby wzrastała i rozkwitała rzeczpospolita potrzeba, aby rządy opierały się na słusznej ustawie, sprawującej jedną dla wszystkich sprawiedliwość” ( str.321). Niestety, dziś jeszcze widzimy jak grube ryby wychodzą za kaucją, a inni aferzyści nie są ścigani. Wymiar sprawiedliwości nie działa, korupcją zatkany.

   Wśród Sarmatów parających się myślą polityczną Autor wspomina i tych, których dostrzeżono w Europie. Oto Paweł Włodkowic na soborze w Konstancji ( 1414-1418) błysnął śmiałą tezą, iż poganie posiadają swoje państwa z mocy prawa naturalnego ( iure naturali gencium), którego prawo Boże bynajmniej nie unieważnia ( str.319). Jan Ostroróg z kolei wystąpił przed papieżem Pawłem II ( w 1467) z łacińską  mową, sławiącą zasługi Królestwa Polskiego. Dzieło Andrzeja Frycza Modrzewskiego „De Republica emendanda” wydano w Bazylei w 1554 roku, później ukazywały się kolejne jego edycje, a nawet tłumaczenie na niemiecki. Wreszcie łacińskie pisma polityczne Andrzeja Maksymiliana Fredry ( 1620-1679) cieszyły się w Europie wielką popularnością. Był i Krzysztof Warszewicki ( 1543- 1603) zwany polskim Makiawelem ( str.342). Zamiast wymienić pozostałych luminarzy naszej myśli politycznej wspomnę, że słowo „niepodległość” pojawiło się u nas – za sprawą księdza Stanisława Konarskiego  kiedy spektakularnie ją tracono – jak zauważył Autor. W r.1734 wojska rosyjskie zmieniły wynik elekcji odbierając koronę Leszczyńskiemu, a dając ją Augustowi III. Interwencja była bezpardonowa, Rosjanie w maju 1734 spalili doszczętnie Gdynię i Sopot, by udaremnić desant Francuzom. Sprawy Leszczyńskiego nie uratowała konfederacja w Dzikowie, zawiązana 5.XI.1734. Pospolite ruszenie było bez szans wobec zawodowej armii. A trawestując tytuł omawianej książki dodam, że chroniczny nieład narodowy wtrącił nas w niewolę na wieki już przed rozbiorami.  Trzeba było wysiłku powstań oraz takich mistrzów myśli politycznej jak wspomniani w zakończeniu Maurycy Mochnacki, ks. Adam Jerzy Czartoryski i Józef Piłsudski, aby wreszcie powrócić na mapę Europy. I dzisiaj jesteśmy dalej jakby między młotem a kowadłem, a nasi odwieczni sąsiedzi głowią się jak zastosować wobec nas zalecenia ze słynnego traktatu „Sztuka wojny” ( circa V wiek przed Chrystusem ) pióra Sun-Zi, gdzie sformułowano myśl, że „...najwyższą sztuką jest zwyciężyć armię wroga bez wydawania bitwy. Zająć miasta wroga bez oblegania i zająć tereny jego państwa bez inwazji”. Zatrzymanie repolonizacji mediów i reformy wymiaru sprawiedliwości, także warcholstwo pogłębiające chaos, ułatwia im niestety to perfidne zadanie. Bezcenny tom prof. Andrzeja Nowaka jest owocem benedyktyńskiej pracy, co potwierdzają listy źródeł dołączone do kolejnych rozdziałów.  A w świecie oderwanym od Boga ( ile zła przyniosła laicyzacja Francji!) ludzkość wydana jest na łaskę „dekonstruktorów” ( wręcz „terminatorów”), a gdy racjonalizm cofa się pod ciosami relatywistów i post-modernistycznych „konceptów” zadajemy sobie pytanie czy postępujący chaos i nieład mają jakieś granice ? I słusznie konstatuje Autor, że jeśli człowiek może być miarą wszystkiego – jak chcą „nowatorzy” – to oznacza tyle miar, ile ludzi, a więc zanikłaby jakakolwiek możliwość  zbudowania w stosunkach między ludźmi obiektywnego ładu. Zapowiada to triumf nieładu, chaosu i rozpadu wszelkich wartości. I trudno wyobrazić sobie dno takiego kryzysu. W tej sytuacji rośnie nostalgia za roztropnością, którą Arystoteles uważał za klucz do pozytywnych wyborów i  rozwiązań.

                                                                                                                  Marek Baterowicz

Prof. Andrzej Nowak, „Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej”, Kraków Biały Kruk, str.383

                                                                                                                                                                                                                                

Od redakcji:

Zachęcamy do nabycia wydanej przez nasze stowarzyszenie książki Marka Baterowicza - opowieści o"wojnie jaruzelskiej"- ZIARNO WSCHODZI W RANIE


Marek Baterowicz (ur. 1944) jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” (1971). Debiut książkowy - „Wersety do świtu” (W-wa,1976); tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W 1981 r. wydał poza cenzurą zbiór wierszy pt. „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, od 1987 w Australii. Autor kilku tytulów prozy(M.in "Ziarno wschodzi w ranie"-1992 i 2017) oraz wielu zbiorów poezji, jak np. „Serce i pięść” (Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” (Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” (Sydney, 1996), „Cierń i cień” (Sydney,2003), „Na smyczy słońca” (Sydney, 2008). W 2010 r. we Włoszech ukazał się wybór wierszy - „Canti del pianeta”, następnie "Status quo" (Toronto, 2014), zbiór opowiadań – „Jeu de masques” (Nantes,2014),"Nad wielką wodą" (Sydney,2015) oraz e-book jego powieści marynistycznej, osadzonej w XVI wieku „Aux vents conjurés”.

      






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.