Spotykam się z opiniami: nie wymieniajmy nazwiska Putina, nie mówmy o deputinizacji, nie drażnijmy tyrana, zadeklarujmy gotowość podpisania kontraktu na dostawę gazu z Rosji, by wykazać dobrą wolę i gotowość do przyszłej współpracy. To trochę tak, jakby ktoś sądził, że słynne słowa ministra spraw zagranicznych Józefa Becka wypowiedziane 5 maja 1939 roku: „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor” – przyczyniły się do wybuchu wojny. To tak, jakby ktoś sądził, że gdyby te słowa nie padły, nie byłoby II wojny światowej.
O błędności takiego rozumowania gorzko przekonał się premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain, a razem z nim cały świat. By nie drażnić Hitlera Chamberlain zgodził się 29 września 1938 roku podczas konferencji w Monachium na rozbiór Czechosłowacji, a po powrocie do kraju oznajmił Brytyjczykom: „Przywiozłem wam pokój na nasze czasy”. Taką postawę proroczo skomentował przyszły premier Winston Churchill: „Chamberlain myśli, że oddalił wojnę za cenę hańby. Tymczasem będzie miał i hańbę, i wojnę”. Niecały rok trzeba było czekać, by się przekonać, że to Churchill miał rację.
Dlaczego? Dlatego, że Hitler nie był szaleńcem, którego można było udobruchać godząc się na jego żądania. Podobnie jak obecnie Putin, który także nie jest szaleńcem. Za Hitlerem stał cały naród niemiecki, który parł do wojny. Niemcy nie stali się okrutni w wyniku walk na froncie. Oni realizowali precyzyjnie z góry przygotowane plany. Doskonale to ukazała Magdalena Ogórek w swoich książkach „Lista Wächtera” oraz „Kat kłania się i zabija”. Niemcy i Austriacy już kilka lat przed wojną przyjeżdżali do Polski, by lustrować polskie muzea i prywatne kolekcje dzieł sztuki. Systemowo przygotowywali się do późniejszej grabieży. 17 grudnia 1939 roku Gubernator Otto Wächter pisał czule do swojej żony Charlotte: „Ukochana Hümmchen, Bardzo dziękuję za Twój miły list; ……. Tutaj wiele się dzieje, z jednej strony wiele pięknego ……Muszę juto rozkazać znów rozstrzelać 50 Polaków……. Chciałbym, jeśli wszystko będzie szło sprawnie, przyjechać na Święta Bożego Narodzenia …….Tobie i ukochanym dzieciom wszystkiego najlepszego !!! Serdecznie, Twój Hümml”. Czy słowa tego listu nie przypominają nagranej kilka tygodni temu telefonicznej rozmowy rosyjskiego żołnierza, który dzwoniąc do swojej ukochanej rodziny mówił: „Szli ulicą tacy jedni, w naszą stronę. Zatrzymaliśmy ich, rozebraliśmy do naga - nic nie mieli. Ale musieliśmy podjąć decyzję co z nimi zrobić. Nie mogliśmy ich puścić żywych, bo wtedy mogliby przekazać nasze pozycje. A wtedy artyleria by nas nakryła. Więc zabiliśmy ich wszystkich, tam w lesie”.
Podobna mentalność, podobne zwyrodnienie. Tak się złożyło, że w marcu przeczytałem obie wspomniane wyżej książki Magdaleny Ogórek. Obraz Niemców doskonale ukazany przez autorkę przeplatał mi się z obrazem Rosjan z medialnych przekazów agresji na Ukrainę. Szokująco spójne to obrazy. Polecam wszystkim lekturę dziennikarskiego śledztwa przeprowadzonego przez Magdalenę Ogórek. Właśnie teraz, w czasie wojny na Ukrainie. Lektura ta pozwoli lepiej zrozumieć teraźniejszość obecnej wojny i zdefiniować przyszłe zagrożenia. W domach żyjących jeszcze, sędziwych esesmanów, do których dotarła autorka, na eksponowanych miejscach stoją portrety Hitlera. Dzieci nieżyjących już zbrodniarzy w przytłaczającej większości uważają, że ich rodzice byli dobrymi nazistami. Ich rodzice żałowali właściwe tylko jednego, że nie przyłączyli się do ruchu 20 lipca a więc do zamachu na Adolfa Hitlera z lipca 1944 kierowanego przez pułkownika Clausa von Stauffenberga. Ale nie po to, by zatrzymać zbrodniczą machinę, lecz po to, by ratować Niemcy od nadciągającej klęski. Szanowany docent w Ośrodku Studiów Wschodnioeuropejskich we Vlotho w Nadrenii-Westfalii, podczas wojny SS-Obersturmfürer, Alexandr Dolezalk w rozmowie z Krzysztofem Kąkolewskim (Magdalena Ogórek cytuje fragmenty z książki „Co u pana słychać?”) stwierdza: „Niech pan bierze pod uwagę cele. My chcieliśmy ratować dla Niemiec to, co jeszcze było do uratowania”.
Kilka dni temu niezależny od Kremla rosyjski ośrodek badań opinii publicznej poinformował, że po kilku tygodniach agresji na Ukrainę poparcie dla Putina wzrosło do 83% ! Można się domyślać, że w wielu rosyjskich domach wiszą portrety Stalina, a sierp i młot są wyrazem nostalgii za potęgą Związku Sowieckiego. Zaś powiedzenie „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica” tkwi głęboko w rosyjskiej świadomości. Dlatego, jeśli pojawią się szanse siłowego odsunięcia Putina od władzy to prędzej po to, by skorygować błędy nieudolnej inwazji na Ukrainę, a nie po to, by powstrzymać zbrodnie. Trzeba to sobie uświadomić, by nie pokładać nadziei w naiwnej uległości, którą podpowiada strach. Zagrożeniem dla Ukrainy, dla Polski i dla Europy nie jest szalony Putin, tylko Rosja. Dlatego jedyną szansą dla nas na uniknięcie wojny jest budowa silnej militarnie i gospodarczo Polski. Tracąc honor na rzecz hańby, nie zapewnimy pokoju ani sobie, ani naszej Ojczyźnie.
Marcin Bogdan
P.S. Totalna opozycja sabotuje propozycję zmian w Konstytucji, które umożliwiłyby zwiększenie wydatków na obronność. Myślą, że oddalą wojnę za cenę hańby …………