Możliwość prowadzenia polityki informacyjnej jest miarą suwerenności państwa. Dlatego takie kraje jak USA, Francja, Niemcy czy Hiszpania ograniczają ustawowo udział obcych podmiotów w spółkach medialnych. W Niemczech media podlegają bezpośrednio pod przepisy regulujące sektory strategiczne dla bezpieczeństwa państwa. Niestety w Polsce nie ma żadnych regulacji prawnych dotyczących udziału obcego kapitału w wydawnictwach prasowych. Dlatego coraz częściej publicyści sygnalizują w swoich tekstach, że dana informacja czy komentarz ukazały się w gazecie czy portalu internetowym wydawanym wprawdzie w języku polskim, ale należącym do zagranicznego (najczęściej niemieckiego) wydawcy. Nikt jednak nie postawił dotychczas bardzo istotnego dla sprawy pytania: czy artykuły i teksty w tych mediach zarządzanych przez obcy kapitał piszą Polacy pracujący dla zagranicznych wydawców czy piszą przykładowo Niemcy, a teksty są jedynie tłumaczone na język polski.
Postawiłem sobie takie właśnie pytanie po przeczytaniu w tychże niemieckich mediach wydawanych w języku polskim następującej informacji: „Niemiecka parafia chce zwrócić skonfiskowany w czasach Trzeciej Rzeszy dzwon do Polski. To liczący ponad 400 lat zabytek z brązu”. Chyba każdy Polak doskonale rozumie, co znaczy słowo „konfiskata”. Ale dla porządku przywołajmy definicję podaną w Słowniku języka polskiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego:
„Konfiskata – zabranie, zajęcie czego przez władze państwowe:
a) przepadek mienia osoby skazanej wyrokiem sądu na rzecz skarbu państwa, mienie skonfiskowane
b) zabranie, zarekwirowanie przez władze przedmiotów, których posiadanie jest prawnie zabronione
c) wycofanie z obiegu, zabranie przez władze druków zakazanych, skreślenie przez cenzurę artykułu,
druk, artykuł skonfiskowany”
Choć słowo konfiskata pochodzi z łaciny – confiscatio - umieszczenie w skarbie – i świadczy o przymusowym wywłaszczeniu, to jednak Polacy wychowani w kulturze będącej wcieleniem cywilizacji łacińskiej potrafią odróżnić konfiskatę od pospolitej grabieży. Konfiskata w państwie prawa uznawana jest wręcz za formę sprawiedliwości społecznej, gdy zabezpieczane jest mienie osób skazanych za czyny przestępcze. Jak więc ktoś posiadający elementarne wykształcenie w zakresie historii i języka polskiego może nazywać wywożenie przez Niemców z terenów okupowanej Polski dzwonów, obrazów i wszelkich innych dóbr kultury konfiskatą? Dlatego warto zadać sobie pytanie, czy tego typu artykuły piszą Niemcy i ktoś je na potrzeby polskiego czytelnika nieudolnie tłumaczy na język polski czy autorami tych tekstów są po prostu współcześni volksdeutsche.
Marcin Bogdan
Od redakcji:
Polecamy:
https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/kultura/75821,Grabiez-dobr-kultury-w-czasie-II-wojny-swiatowej-jako-zbrodnia-wojenna-Aspekty-p.html
http://dzielautracone.gov.pl/artykuly/121-recenzja-ksiazki-lynn-h-nicholas-grabiez-europy-losy-dziel-sztuki-w-trzeciej-rzeszy-i-podczas-ii-wojny-swiatowej
https://warsawinstitute.review/pl/numer-1-2019/grabiez-dziel-sztuki-w-okupowanej-warszawie/
foto: FOTOGRAFIA Z OKRESU OKUPACJI NIEMIECKIEJ W WARSZAWIE. ŚRÓDMIEŚCIE PÓŁNOCNE. ZAŁADUNEK DZIEŁ SZTUKI NA CIĘŻARÓWKĘ I PRZYCZEPY POD BUDYNKIEM ZACHĘTY PRZY PL. MAŁACHOWSKIEGO 3. ŹRÓDŁO: STEFAN BAŁUK „KUBUŚ” „STARBA”