BARTOSZCZE i inni (ku pamięci)
data:04 lutego 2022     Redaktor: GKut

Niespełna dwa miesiące temu minęła 40. rocznica wprowadzenia stanu wojennego, ogłoszonego przez gen. Jaruzelskiego - tchórza – zdaniem prezydenta Dudy, a faktycznie starego sowieckiego agenta, który musiał wykonać rozkaz z centrali.

 

Wobec tchórza można okazać pogardę, natomiast zdrajcom  wieczne potępienie. Najwidoczniej salon nadal woli okazywać generałowi tylko pogardę. Wronia wojna spowodowała masową emigrację, w tym niżej podpisanego. Bilans tej wojny to również 122 zamordowanych ( tylko wg raportu Rokity) i bliżej nieznana liczba zmarłych, którzy nie mogli wezwać karetek pogotowia. Zgodnie z propagandą stan wojenny zniesiono 20 lipca 1983, a zatem po 20 miesiącach represji. Ustawa o amnestii, uchwalona 21 lipca 1983 , okazała się jednak fikcją, bo w roku 1984 dalej przetrzymywano za kratami setki więźniów politycznych. Urzędy bezpieczeństwa, tak  jak w stanie wojennym, stosowały represje pozaprawne jak np. nieuzasadnione prawnie przetrzymywanie w aresztach, w tym groźby i bicie. A funkcjonariusze policji politycznej byli bezkarni i mogli swobodnie mordować Polaków, albowiem ze strony sądów PRL-u nie groziła im absolutnie nic, gdyż chroniono ich przed oskarżeniem i karą.  Nieznani sprawcy nie potrzebowali stanu wojennego, system peerelowski także i w czasie „pokoju” wykorzystywał wszelkie  możliwości do prześladowań obywateli podejrzanych o opozycyjność wobec reżimu PZPR.

A zatem po zniesieniu stanu wojennego tajniacy dalej byli w swoim żywiole. Oto w nocy z 7 na 8 lutego 1984 roku został zamordowany Piotr Bartoszcze, działacz „Solidarności” Rolników Indywidualnych. Miał 34 lata i unikał alkoholu, a jednak oficjalna wersja głosiła, że Bartoszcze był pijany i, upadając, udusił się ziemią(?!). Jego ciało znaleziono zakleszczone w studzience melioracyjnej, w nienaturalnej pozycji, rzecz niewiarygodna. Raczej to sprawcy wciągnęli go tam po zabójstwie. Okoliczności tej śmierci wskazują, że był to mord polityczny. Ofiara pochodziła z rodziny patriotycznej, ojciec Michał był ułanem i brał udział w kampanii wrześniowej. Starszy brat Piotra Roman też działał w „Solidarności”, a obaj byli internowani dwa miesiące w podwłocławskim Mielęcinie. Potem działali w konspiracji, w Ogólnopolskim Komitecie Oporu Rolników, wydawali biuletyn poza cenzurą „Żywią i Bronią”, organizowali głodówki w obronie więzionych. Tych, których nie więziono, prześladowano na różne sposoby. Oto w lutym i marcu 1984 ( a więc blisko rok po zniesieniu stanu wojennego!) SB uprowadzała działaczy „Solidarności” ( czasem ich dzieci!) nie tylko w rejonie Torunia. „Wywożono ich za miasto  w kajdankach i w workach na głowie, straszono, a szczególnie znęcano się nad Antonim  Mężydłą”. ( Jakub Karpiński, „Dziwna wojna”, Instytut Literacki, 1990, str.140). Robiono to i po zniesieniu stanu wojennego, ponieważ taka była natura państwa policyjnego zwanego Polską Republiką Ludową, że wszelkie zbrodnicze działania tajniaków były autoryzowane, a nawet  inspirowane przez władze, zaś Służba Bezpieczeństwa ( dawniej UB) była zbrojnym ramieniem PZPR-u. A perfidią było to, że mimo zniesienia stanu wojennego nie traciły mocy ustawy uchwalane w stanie wojennym, utrwalające w „prawie” różne innowacje stanu wojennego. Trzeba pamiętać i to, że Polaków prześladowano i mordowano przed zakończeniem wojny w 1945, gdy komuniści szykowali się do przejęcia władzy, a w latach stalinizmu krwawe represje osiągnęły apogeum. Nie znaczy to, że po roku 1956 było już inaczej, spadła tylko częstotliwość skrytobójstw i represji. Co jakiś czas zdarzały się też wielkie masakry jak podczas „wypadków” poznańskich ( 1956) czy na Wybrzeżu w grudniu 1970. Długi ciąg zbrodni jednak trwał, w pewnych okresach PRL-u spadała jedynie ich intensywność. Jak wspomnieliśmy na wstępie minęło właśnie 40 lat od ogłoszenia dekretu WRON-u,  a siłą rzeczy lata stanu wojennego przyniosły natężenie represji i śmiertelnych ofiar po stronie bezbronnego społeczeństwa, które dążyło do demokratyzacji państwa. Dostrzeżono to i poza granicami, bo Komitet Helsiński przedstawił Polsce listę 93 zgonów, co do których istniało podejrzenie, że mogły nastąpić wskutek działań organów bezpieczeństwa PRL-u. W następstwie tego 17 sierpnia 1989 powstała Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do zbadania działalności MSW podczas stanu wojennego, której przewodniczył Jan Rokita.  Tak zwany raport Rokity, ogłoszony 26 września 1991, ustalił, że na 122 niewyjaśnione zgony w stanie wojennym aż 88 przypadków miało bezpośredni związek z działaniami funkcjonariuszy MSW. Po tej rzetelnej komisji dziwi to, że tenże sam Jan Rokita pilił, by bezzwłocznie głosować nad wnioskiem o nieufności dla rządu Jana Olszewskiego. Owoc pracy tej komisji ukazał się drukiem w wydawnictwie Arcana w r.2005, o czym dobrze wiedzieć, ponieważ Google utrudnia wyświetlenie listy ofiar z raportu Rokity. Niestety jego raport nie doprowadził do postawienia przed sądem owych funkcjonariuszy MSW, bowiem należą oni do kategorii „sprawców nieznanych” i jako tacy pozostają w mrokach peerelowskiej historii. Podobnie jest z „nieznanymi sprawcami” wielu tajemniczych zabójstw w latach III RP, też w przypadkach tzw. „seryjnego samobójcy”. Albowiem zbrodnie nie ukarane rodzą zawsze nowe zbrodnie. I – jak mówił słusznie Andrzej Gelberg, naczelny „Tygodnika Solidarność”:  „Polska jest krajem nieosądzonych morderców”. Niestety weto z r.2017 podtrzymuje stan zepsucia Temidy. A nieznani sprawcy są zawsze instrumentem „morderców zza biurka”. Natomiast „Bartoszcze i inni” są jakby hasłem wywoławczym długiej list ofiar z epoki PRL-u. W roku 2020 rodzina Piotra Bartoszcze otrzymała od państwa 2 miliony złotych tytułem moralnego odszkodowania, nie dało się ustalić sprawców morderstwa. Umorzono dwa śledztwa w 1984 i 1995 roku, a dochodzenie IPN-u w r.2016 też spełzło na niczym. III RP nie jest jeszcze państwem prawa, ale bodaj ludzie sumienia z PiS-u naprawiają jak mogą to zło, które wyrządzili płatni mordercy ze służb „bezpieczeństwa” PRL-u.

                                                                                                                      Dr Marek Baterowicz

Od redakcji:

Zachęcamy do nabycia wydanej przez nasze stowarzyszenie książki Marka Baterowicza - opowieści o"wojnie jaruzelskiej"- ZIARNO WSCHODZI W RANIE






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.