- Pracownicy będą musieli co tydzień (lub częściej) wykonywać testy w kierunku nosicielstwa koronawirusa. Jeśli nie zrobią testu, a w zakładzie pracy ktoś zarazi się covid-19, to będą odpowiadać finansowo za zakażenie kolegi zza biurka, jeśli ten kolega wskaże ich jako osoby, z którymi miał kontakt. Kary nakładane będą na wniosek pracodawcy przez wojewodę w drodze decyzji administracyjnej (a nie wyrokiem sądu po rozpoznaniu sprawy w trakcie procesu).
- Jeśli pracodawca nie będzie chciał pośredniczyć w przekazywaniu wniosku o odszkodowanie, zapłaci je zakażonemu pracownikowi z własnych środków.
- Kary mają wynosić pięciokrotność najniższego wynagrodzenia za pracę, czyli na dziś 15050 złotych.
- Dodatkowo zostanie zniesiona możliwość wydawania pouczeń za złamanie jakichkolwiek restrykcji covidowych. Policja będzie nakładać wyłącznie kary finansowe (6000 złotych), a jeśli dojdzie do nieprzyjęcia mandatu, sąd nie będzie mógł obniżyć wysokości kary.
Wszystko to zmierza w złym kierunku. Pamiętać musimy, że kondycja polskiego społeczeństwa nie opiera się tylko na zdrowotności. Zostaliśmy moralnie, duchowo i gospodarczo pokaleczeni przez komunizm a potem rządy przepoczwarzonych towarzyszy. Poprawa tego stanu rzeczy wymaga wielu lat cierpliwej pracy i stopniowego odbudowywania wzajemnego zaufania- nowy projekt ustawy niszczy to wszystko, nie dając nic w zamian. Tego już nie da się odbudować; potrzebować będziemy kolejnych dwóch dekad, aby kolejne pokolenie, nie obciążone naszymi traumami, podjęło kolejną próbę odbudowy Rzeczypospolitej. Tylko, czy będzie miało w ogóle taką szansę i możliwości?
AN