W październiku rozpoczął się Synod Kościoła Katolickiego. Nowością obecnego Synodu jest zapowiedź wysłuchania całego Ludu Bożego, a więc nie tylko duchownych i osób konsekrowanych, ale także świeckich. Obecnie odbywają się konsultacje na poziomie diecezjalnym. Taka formuła w Kościele Katolickim, który jest hierarchiczny i uznaje nieomylność papieża względem nauczania ex cathedra odnośnie wiary i moralności, jest dla wiernych sporym zaskoczeniem.
Odpowiedzią na obawy co do przyjętej formuły Synodu były słowa kapłana wypowiedziane podczas kazania w lokalnym kościele parafialnym. Ksiądz zwrócił uwagę, że widzimy niejako dwa synody – jeden rzeczywisty wewnątrz struktury Kościoła i drugi synod medialny, gdzie rozpowszechniane i nagłaśniane są nieprawdziwe informacje, często wręcz szkodliwe dla Kościoła i rzeczywistego Synodu. Do takich medialnych działań ów kapłan zaliczył postulat wiernej, by w kościołach wisiały lustrzane kule (coś jak w dyskotekach), bo ludzie są jacyś tacy smutni, a to by ich uczyniło radosnymi.
To były ważne i potrzebne wyjaśnienia wychodzące naprzeciw obawom. Media, których zadaniem jest informowanie, odwzorowywanie rzeczywistości, często chcą tę rzeczywistość kreować. To groźne, ale to też broń obosieczna. Tysiące ludzi uczestniczących w Marszu Niepodległości szło z dziećmi, młodzieżą, osobami starszymi, szło pod biało-czerwonymi sztandarami w atmosferze patriotyzmu i umiłowania Ojczyzny i dowiadywało się potem z mediów, że uczestniczyło w marszu faszystów. Media osiągnęły skutek odwrotny – ci ludzie przejrzeli na oczy. I taką też naukę wyniosłem z przywołanego kazania, nie wierzyć mediom, tylko własnym obserwacjom tego, co dzieje się w Kościele.
Los sprawił, że z przyczyn rodzinnych w kolejną niedzielę uczestniczyłem we Mszy Św. w pokamedulskim kościele pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny przy ulicy Dewajtis w Warszawie. Rozpoczyna się Masza Św., ołtarz spowity w dymach kadzidła, praktycznie niewidoczny, nad prezbiterium góruje wielki ekran a na nim …… film. Budowa autostrady, maszyny, robotnicy, a po chwili pędzące samochody. Na górze ekranu cytat z Ewangelii według Świętego Łukasza przypadającej na drugą niedzielę adwentu: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego. ” Cytat tłumaczy obraz filmowy, ale nic nie tłumaczy tego, że film jest wyświetlany podczas sprawowania Eucharystii. Opadają opary kadzidła, ale widoczny już ołtarz pozostaje przytłoczony jaskrawym blaskiem ekranu, barwami i dynamiką zmieniających się obrazów. Czytanie Słowa Bożego – film trwa. Przypadek lub świadomy zamiar powoduje, że czytający teksty Pisma Św. stoją na tle ekranu i pędzących na nim samochodów. Ksiądz czyta Ewangelię, a tuż za jego plecami samochód wpada do tunelu, by po chwili wyłonić się w blasku słońca po drugiej stronie góry. Film jest bez dźwięku, ale tak sugestywny, że w podświadomości zamiast słów kapłana czytającego Ewangelię w głowie szumi warkot silników.
Kazanie – film trwa. Ksiądz odwołuje się do ciekawych przykładów z historii, ale kilka razy zaznacza, że nie wie, czy w kościele powinno się mówić o historii. A przecież Jezus był postacią historyczną, gdyby nie narodził się w Betlejem, nie byłoby ukrzyżowania i nie byłoby Kościoła, który jest drogą do Zbawienia. Ksiądz ma wątpliwości, czy w kościele powinno się mówić o historii, a nie ma wątpliwości, czy w czasie Najświętszej Eucharystii można w prezbiterium, tuż obok ołtarza wyświetlać film? Może jednak ma wątpliwości. Gdzieś w połowie kazania nawiązuje do tego filmu, mówi o budowie chińskich autostrad i o chińskiej kulturze, która trwa, gdy inne kultury dawno poupadały. I wtedy pojawia się refleksja, ksiądz pyta sam siebie, może kogoś drażni ten film? To ja go już wyłączę.
Porusza się nerwowo za ekranem i wokół ołtarza i wracając do mikrofonu mówi: „nie mogę znaleźć pstryczka”. Kontynuuje więc kazanie, a film trwa. I wtedy myślę sobie, jaki to ciekawy pomysł wysłał ktoś w ramach konsultacji synodalnych, by powiesić w kościołach lustrzane kule. Wtedy mógłbym się przejrzeć w tych zwierciadłach, mógłby dostrzec w nich własne grzechy. A tak patrząc na samochody pędzące na ekranie górującym nad ołtarzem zobaczyłem upadek Kościoła.
Credo, wyznanie wiary, a film trwa. I gdzieś po słowach „i powtórnie przyjdzie w chwale, sądzić żywych i umarłych” obraz zastyga. Ktoś znalazł „pstryczek”? Czy może to tylko awaria sprzętu, bo ekran nie gaśnie, tylko obraz jest już stacjonarny, stopklatka: autostrada w budowie, nad wszystkim góruje dźwig budowlany. I w cieniu tego jaskrawego obrazu, gdzieś pod budowaną estakadą, przy przytłoczonym tym obrazem ołtarzu dokonuje się Przeistoczenie. A potem ludzie wpatrzeni w obraz autostrady w budowie odmawiają modlitwę: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
Czy taki Kościół przyciągnie wiernych? Frekwencja rzeczywiście imponująca, mogą jej pozazdrościć inne kościoły, a także kina, również multikina. Tylko czy ludzie zechcą za rok ponownie pójść na ten sam film? Zobaczyć za rok na ekranie te same słowa z tej samej Ewangelii? Czy żeby ich przyciągnąć jakiś ksiądz, a może osoba świecka nie wpadnie przypadkiem na pomysł napisania nowej Ewangelii, takiej współczesnej, takiej dla ludzi żyjących tu i teraz? Żeby …… no właśnie, żeby wskazać im drogę do Boga? Tylko czy wtedy, jak głosi Ewangelia „drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi”? Obawiam się, że zamiast prostowania drogi do Boga wierni w ten sposób są kierowani na manowce. Ja uczestnicząc w tej kuriozalnej Mszy zadałem sobie pytanie, czy jestem dziennikarzem? Napisałem w ciągu ostatnich miesięcy kilkanaście tekstów, które zostały nawet opublikowane. Chyba jestem dziennikarzem. Gdybym był tylko katolikiem, tobym wyszedł z kościoła, opuściłbym ten żenujący spektakl, pospieszyłbym do swojej parafii. Ale zostałem do końca, by to opisać, by ci co tego nie widzieli, dowiedzieli się, że tak było. Choć wydaje się to wręcz niemożliwe.
Marcin Bogdan