A jak jest w Niemczech? Po upadku III Rzeszy, cztery lata po zakończeniu II wojny światowej podstawowym aktem prawnym w Niemczech stała się Ustawa Zasadnicza Republiki Federalnej Niemiec (Grundgesetz für die Bundesrepublik Deutschland). Ustawa ta funkcjonuje wprawdzie jako Konstytucja Niemiec ale jej prowizoryczny, tymczasowy charakter wynikający z powojennego podziału Niemiec został zaakcentowany już w samej nazwie Ustawa Zasadnicza. W art. 146 zapisano, że Ustawa ta obowiązuje: „do dnia, gdy po odzyskaniu ostatecznej wolności i jedności Niemiec naród niemiecki w drodze swobodnej decyzji przyjmie konstytucję”. Jednak mimo zjednoczenia Niemiec w 1990 roku tymczasowa Ustawa Zasadnicza obowiązuje nadal. Dokonano w niej jedynie stosownych zmian a przytoczony artykuł 146 na mocy art. 4 nr 6 Układu Zjednoczeniowego z 31 sierpnia 1990 roku brzmi obecnie: „Niniejsza Ustawa Zasadnicza, która po dokonaniu się zjednoczenia (Wiedervereinigung) i wolności Niemiec obowiązuje w odniesieniu do całego Narodu Niemieckiego, utraci swoją moc obowiązującą w dniu, w którym wejdzie w życie konstytucja, przyjęta w drodze swobodnego wyboru przez Naród Niemiecki.”
Czy zatem po ostatnich wyborach, w których władzę w Niemczech przejęła nowa koalicja Naród Niemiecki doczeka się wreszcie konstytucji? Czy będzie to priorytetem dla rządzących? Trzy partie SPD, Zieloni i FPD, które tworzą rząd podpisały 24 listopada br. umowę koalicyjną, którą zatytułowano „Odważyć się na wielki postęp. Sojusz na rzecz wolności, sprawiedliwości i zrównoważonego rozwoju”. Nie ma tam jednak zapowiedzi uchwalenia konstytucji. Można by rzecz, po co Niemcom konstytucja, skoro w opublikowanej umowie jest zapisane m.in.:
„Możliwość bezpłatnych aborcji jest częścią niezawodnej opieki zdrowotnej. Podejmiemy skuteczne środki, aby przeciwdziałać tzw. molestowaniu osób na chodnikach przez przeciwników aborcji”.
„Aborcje powinny być częścią edukacji medycznej i szkoleń dla lekarzy”.
„Państwo będzie finansować In vitro oraz pełnoletnim osobom trans operacje zmiany płci”.
Jeśli do tego dodamy zapowiedź wycofania się Niemiec z węgla jako źródła energii do 2030 roku (rząd Merkel mówił o roku 2038) co wg ekspertów spowoduje kryzys energetyczny i niedobory w dostawie prądu, uzyskamy pełny obraz perspektyw jakie czekają Niemców pod rządami nowej koalicji.
Można by rzec, to nie nasz problem. To suwerenny wybór niemieckiego społeczeństwa i wynikające z tego wyboru konsekwencje. Jednak w umowie koalicyjnej jest rozdział VII zatytułowany: „Odpowiedzialność Niemiec za Europę i świat”. A to dotyczy już nas bezpośrednio a sam tytuł tej części umowy koalicyjnej nasuwa najgorsze skojarzenia, które potwierdza następujący zapis w umowie:
Nie zabrakło też odniesień do kwestii migracji:
Aby zrealizować te zapisy nowa koalicja „chce stworzyć bardziej legalne drogi dojazdowe do Niemiec”. Analogia do żądania od Polski w 1939 roku tzw. korytarza jest zapewne czysto przypadkowa. Jednak o determinacji nowego niemieckiego rządu niech świadczy zapowiedź zastąpienia zasady jednomyślności w Radzie Ministrów UE większością kwalifikowaną a więc możliwość przegłosowywania fundamentalnych spraw zwykłą większością głosów.
Warto jeszcze wspomnieć o zapowiedzi obniżenia wieku wyborczego z 18 do 16 lat. Mniej istotna jest tu ocena merytoryczna zasadności takiej zmiany. Bardziej istotne jest to, że w Niemczech byłoby rządzącym bardzo trudno przeforsować taką zmianę gdyż wymagałoby to zmian w omawianej na wstępie Ustawie Zasadniczej pełniącej tymczasową rolę konstytucji. A to wymaga uzyskania poparcia 2/3 głosów członków Bundestagu. Zaś w wyborach do Parlamentu Europejskiego zmiana ta będzie mogła zostać przyjęta zwykłą większością głosów. Jak widać nowa niemiecka koalicja rządząca jest przekonana o tym, że nawet jeśli czegoś nie będzie w stanie przeprowadzić wewnątrz swojego kraju, to z łatwością narzuci to całej Europie – wszak Niemcy przyjmują na siebie szczególną odpowiedzialność za całą UE.
Zaledwie 7 lat po przejęciu władzy w efekcie demokratycznych wyborów autor „Mein Kampf” rozpętał II wojnę światową by móc zrealizować ideę panowania nad Europą. Ile lat potrzebuje obecny niemiecki rząd by zgodnie z zapisami umowy koalicyjnej podporządkować sobie całą Europę? I do jakich działań się posunie by to zrealizować? Ten współczesny „Ihr Kampf” – ich walka - to dla nas realne zagrożenie. Czy potrafimy się przed tym obronić? Czy w razie konieczności stawimy opór, powiemy non possumus? Czy też powierzymy losy naszej suwerenności i niepodległości politykom, którzy kierując się sentencją „für Deutschland” gotowi są zgodzić się na kolejny zabór Polski, który zapowiadają niemieccy politycy w umowie koalicyjnej.
Marcin Bogdan