Czerwona lampka
data:02 listopada 2021     Redaktor: GKut

z daleka lepiej widać....

(fot. M.Fludra/NurPhoto/Getty Images)
 

W głowie Jolanty Kwaśniewskiej zapaliła się czerwona lampka ! – wyznała nam była „pierwsza dama”, odkryła bowiem nagle, że rząd PiS-u...gwałci prawa człowieka ( ?!). Nie potrafiła jednak podać ani jednego przykładu tego „gwałtu”!  I długą szyją żyrafy zajrzała też w przeszłość,  porównując  rządy Prawa i Sprawiedliwości do ...reżimu hitlerowskich Niemiec w latach 30-tych (jaka precyzja!), ujrzała tam bowiem „małego człowieczka w Bawarii, który pohukiwał i wszyscy go bagatelizowali i – skandowała dalej jak Pytia  –  tak rodziły się nacjonalizmy, demony, które doprowadziły Europę do upadku...” Tą głupawą i śmieszną analogią chciała nas ostrzec, że i dzisiaj może dojść do podobnej tragedii...I że jako kraj doszliśmy do ściany!  Niezwykłe to fajerwerki nonsensu...W mózgowych papilotach pani Jolanty od tej czerwonej lampki wybuchł chyba pożar, który strawił ze szczętem jej szare komórki...Po pierwsze – do ściany to doszła tzw. totalna oPOzycja, w tym SLD i wybitny herszt tej formacji, a zarazem małżonek jej ślubny znany też jako TW Alek z numerem rejestracyjnym MSW 72204 jak – 14 września 2000 – oświadczył w Sejmie Janusz Pałubicki, szef Urzędu Ochrony Państwa ...A po drugie – Europa już upadła, proces jej rozpadu trwa już od wielu lat, gdyż lewactwo przekształca Unię Europejską w blok totalitarny, w Lewiatana pożerającego do niedawna jeszcze demokratyczne państwa UE...Po trzecie – opowiadać bajki o jakimś nacjonalizmie to stary chwyt komunistów, którzy zawsze chcieli rozbijać narody i niszczyć ich tożsamość, aby łatwiej dobrać się im do skóry. Walka z tradycyjną rodziną z tych samych intencji pochodzi, gdyż unicestwienie rodzin – które tworzą sukcesję pokoleń, więc narodów – to wstęp do zniszczenia ducha i pamięci plemiennej narodów. Dlatego trzeba postawić tamę tej podstępnej tendencji, która prowadzi do duchowej, choć nie biologicznej, śmierci narodów.

    Majaki pani Jolanty są na miarę nonsensów np. generała Jaruzelskiego, który kiedyś w swym pamiętniku przedstawiał ruch Solidarności jako... „szkołę polskiego homo sovieticus” (?), gdy przecież związek Solidarności nawiązywał do tradycji konfederacji szlacheckich z I Rzeczypospolitej. To Jaruzelski był typowym homo sovieticus, by wspomnieć tylko to, że kiedy w 1956 usunięto marszałka Rokossowskiego i 32 generałów i pułkowników radzieckich, to należał do grupy broniącej tych  zwierzchników Kremla w LWP.

    Pani Jolanta atakuje Jarosława Kaczyńskiego, który po 1989 wraz ze swoim Bratem, zamordowanym w smoleńskim zamachu, dążył do stworzenia partii POLSKIEJ w tej kalekiej III RP, zdominowanej przez partie wywodzące się z kadr dawnej pro-radzieckiej PZPR – i  dlatego Porozumienie Centrum, a potem Prawo i Sprawiedliwość było i jest tak znienawidzone przez peerelczyków. I dlatego zgładzono Lecha Kaczyńskiego, był przecież pierwszym prezydentem III RP spoza szajki Tajnych Współpracowników! A to było nie do pomyślenia dla peerelczyków, nieustannie kontrolujących „koryto”....  Mężusiowi pani Joli trafiły się aż dwie kadencje, choć w Sejmie zdemaskował go Pałubicki, układ niestety był silniejszy od  lustratorów. Ale że Polacy wybaczyli Kwaśniewskiemu stan zamroczenia na polskich mogiłach pod Charkowem ?  Albo szyderstwa z Jana Pawła II, gdy z Markiem Siwcem nabijali się z papieskiego zwyczaju całowania ziemi ojczystej ?! A, niewdzięcznik z tego Kwaśniewskiego, bo przecież Wojtyła podwiózł go z Jolką w swoim papamobile...choć tak naprawdę wrobił go w to Dziwisz. W każdym razie Polacy chyba przegapili incydent z Siwcem, albo wynik wyborów sfałszowano...A jako pani z pałacu Jolanta miała talent do robienia interesów, czego nie ukrywała w wywiadzie dla „Panoramy”, ale dziwiono się, że Jolanta jako żona prezydenta , razem z żoną premiera Oleksego, posiadają większościowy pakiet akcji w Towarzystwie „Polisa”. Fortuna  sprzyjała jej coraz bardziej, potem o jej biznesach pisała Anita Gargas w „Gazecie Polskiej” ( 2003, nr.48), w grę wchodziły miliony. Nic dziwnego, że latem 2004 pani Jolanta miała przedłożyć sejmowej komisji śledczej ds. Orlenu listę sponsorów prowadzonej przez siebie Fundacji „Porozumienie bez Barier”(!). I wtedy zapieniła się ze złości, a w wywiadach nieraz powtarzała, że nie ma zamiaru udowadniać, że nie jest wielbłądem...! Być może wzdycha do tych złotych czasów, stąd jej wielka nienawiść do rządu Prawa i Sprawiedliwości ?

     Pani Jolanta jest jednak osobą dowcipną, mówiła często : „Ja jestem wierząca niepraktykująca, a mąż niewierzący praktykujący”...! W r.2001 pani Jolanta martwiła się, że za cztery lata muszą opuścić pałac prezydencki, a nie będą mogli wrócić do starego mieszkania w warszawskiej Zatoce Czerwonych Świń...Zbyteczne troska, spadli oboje na cztery łapy! Czy mogło być inaczej, gdy ma się tak wysokie koneksje ?

    Kiedyś polityka brzydziła panią Jolantę, potem zaczęła ją fascynować, czego dowodem właśnie bajecznie głupie porównania naszych czasów do hitlerowskich Niemiec...Panią Jolantę zasmuca także reforma sądownictwa – czy obawia się, że wreszcie Temida dobierze się do aferzystów?  Panią Jolantę martwi  i to, że rośnie w siłę partia narodowa, a przyjmowanie do niej nowych członków odbywa się na Jasnej Górze ... Ba, a gdzie ma się to odbywać ? W Pałacu Kultury czy na Łysej Górze ?

                                                                                                           Marek Baterowicz

 

 
 
Marek Baterowicz, ur.1944) jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” (1971). Debiut książkowy - „Wersety do świtu” (W-wa,1976); tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W 1981 r. wydał poza cenzurą zbiór wierszy pt. „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, od 1987 w Australii. Autor kilku tytulów prozy(M.in "Ziarno wschodzi w ranie"-1992 w Sydney i 2017 w Warszawie) oraz wielu zbiorów poezji, jak np. „Serce i pięść” (Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” (Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” (Sydney, 1996), „Cierń i cień” (Sydney,2003), „Na smyczy słońca” (Sydney, 2008). W 2010 r. we Włoszech ukazał się wybór wierszy - „Canti del pianeta”, następnie "Status quo" (Toronto, 2014), zbiór opowiadań – „Jeu de masques” (Nantes,2014),"Nad wielką wodą" (Sydney,2015) oraz e-book jego powieści marynistycznej, osadzonej w XVI wieku „Aux vents conjurés”.(www.polskacanada.com/aux-vents-conjures-par-marek-batter





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.