Historia szarej bluzy
data:05 sierpnia 2021     Redaktor: GKut

Wiesław Kępiński, który jako jedenastoletni chłopiec zbiegł z miejsca egzekucji sprzed Cerkwi św. Jan Klimaka na Woli w trakcie "czarnej soboty" 5 sierpnia 1944 r., czyta jedno ze swych opowiadań. Nazywa je marginaliami.

 
 

Z cyklu "MARGINALIA"

HISTORIA SZAREJ BLUZY

Staram się przypomnieć tę historyjkę (zresztą bez większego trudu), bo jeśli wydaje mi się, ze wszystko dobrze pamiętam, co może być złudzeniem. Ale jak by o tym nie napisać będzie wspomnieniem prawdziwym. Dzięki Bogu, że tyle pamiętam a mija 75 lat. Są obrazy, które nie dają się zatrzeć - tylko śmierć moja je zagrzebie.

Ale do rzeczy. Mając w pamięci tytuł dawno temu przeczytanej książki dla młodzieży – „Historia niebieskiego mundurka”, napiszę inną z mojego życia zapamiętaną: „Historia szarej bluzy”. Dwa różne światy - ale co tam. Piszę... Wspominam dla innych, dla wnuków.

Jest lato 1939 roku. Wojna skończona. W naszej suterenie - ciemnej izbie - najczęściej zostajemy sami: ja i mały Sylwuś. Rodzice zdobywają chleb.

Któregoś dnia wpada do nas Henia - najstarsza z rodzeństwa. Sylwek siedzi na nocniku. Henia płacze bo nie wie czy jej mąż Władek żyje, czy wróci z niewoli? Malutki pociesza swoją ciocię Henię: nie płacz wujek zaraz wróci...

I w tej chwili ktoś puka do drzwi. W otwartych - już - ukazuje się w pełnym słońcu mąż Heni. Jest w długim szynelu - bez pasa - koloru jasnego brązu. Może przez te słoneczne smugi, które ,”otuliły” przegranego żołnierza, stojącego chwilę - zapamiętałem kolor nie jasno-brązowy ale szary.

Później z szynela ktoś uszyje bluzę - dla Wiesia. Jakiż byłem dumny z tego ubioru - z dwiema kieszeniami!!!

Nieważne, że stopy gołe bez butów. Bluza... bluza najważniejsza!.

To w niej - w sobotę 5 sierpnia 1944 roku idę z innymi na stracenie. Wszystko to opisałem nie raz, na innych stronach. Nie mogę po raz któryś mówić. To nie jest łatwe. To jest bardzo trudne. Jednak muszę!.

W połowie Cmentarza prawosławnego - klękam przy krzaku. Zdejmuję bluzę, która miejscami zesztywniała od zakrzepłej krwi.

I porzucam ją !

„Wrócę" do niej wiosną 1945 roku. Leżała nie ruszona - ta BLUZA.

Zawiniętą w papier zaniosłem na przechowanie do mojej najmilszej cioci Wiktorii. W ciągu mijanych lat wszystko się zagmatwało. Ciocia umarła a jej drewnianą chałupę rozwalono, a może spalono...

A między śmieciami, rupieciami paliła się moja piękna BLUZA. I tak się zakończyła historia szarej...

P.S. Pamięci ciotki Wiktorii i jej brata Wacława Tarnowskiego.

 

Stawinoga

2 marca 2020 r.






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.