„Pierwszy sierpnia, dzień krwawy”
data:30 lipca 2021     Redaktor: GKut

Z Panem Januszem Sochackim rozmawiała Monika Beyer. Nagranie pochodzi z 29 lipca 2021 r.

 

   Mój przyjaciel pan Janusz Sochacki mimo pięknego już wieku (nie zdradzę, można sobie samemu obliczyć za chwilę) został obdarzony niezwykłą pamięcią, z której nadal robi doskonały użytek. Gdy w upalny dzień w błogosławionym cieniu wierzby w Halinowie rozmawiamy sobie o czasach i wydarzeniach bardzo i mniej dawnych, o Emilii Plater, Stepanie Banderze, o Powstaniu Warszawskim czy o sukcesach i porażkach Igi Świątek, często zaglądamy do mego małego czarnego pudełeczka, w którym, o dziwo, prawie wszystko można znaleźć i uzupełnić naszą wiedzę. Wierzba, jabłonka i czarna porzeczka prócz śpiewu słowików w maju, z którymi Janusz umie rozmawiać, niejedno już słyszały.

Jakiś moment, jakiś błysk pamięci – i Janusz zaczyna recytować „Pana Tadeusza”, mickiewiczowską „Śmierć pułkownika” albo śpiewać piosenki – patriotyczne, kabaretowe przedwojenne i powojenne szlagiery. Zwykle wszystkie zwrotki!

Tuż przed 77 rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego temat nasunął się sam, więc z wielu piosenek, jakie pamięta, Janusz wybrał „Pierwszy sierpnia, dzień krwawy”. I tak, w błogiej ciszy i zieleni, pod sunącymi niespiesznie białymi obłokami płyną strofy zawsze przejmujące, płyną wspomnienia.

Janusz z rodziną podczas wojny i Powstania mieszkał pod drugiej stronie Wisły, w Halinowie. Z grupką kolegów chcieli się przedostać do Warszawy i dołączyć do powstańców, jednak przebicie się przed wojska sowieckie przyglądające się obojętnie rzezi stolicy nie było możliwe. Nieraz wspominał, jakie to robiło wrażenie – sowiecka armia stojąca z bronią u nogi, gdy tam, tuż niedaleko, gorzało piekło. W wieku 19 lat chłopak został zmobilizowany i wraz z innymi wywieziony do lasów Łukowskich. Jak wspomina, chodziło o to, żeby młodzi nie mieli kontaktu z podziemiem niepodległościowym.

Po przeszkoleniu służył w 22 pułku artylerii lekkiej, jako działonowy dowodził II baterią. Po wojnie chciano go zatrzymać w wojsku, jednak LWP to nie było to wojsko, w którym by chciał służyć, przeszedł więc do cywila. Nie zrobił kariery, do której go namawiano.

Mam nadzieję, że „salonik pod wierzbą” jeszcze niejedno usłyszy o czasach i ludziach zapisanych w Januszowej pamięci. Usłyszy też nasze rozmowy o tym, co dziś dzieje się w Polsce i na świecie, bo ten niezwykły starszy pan nadal jest bardzo ciekaw życia i chce w nim uczestniczyć.

Monika Beyer






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.