Marcin Bogdan: Piłka nożna a polityka
data:04 lipca 2021     Redaktor: ArekN

 
Wbrew tytułowi niniejszy tekst nie będzie dotyczył związków przyczynowo – skutkowych między piłką nożną a polityką chociaż w historii znamy i takie przypadki. W roku 1969 doszło do konfliktu zbrojnego między Salwadorem i Hondurasem zwanego potocznie wojną futbolową. Relacje między obu państwami były tak bardzo napięte, że punktem zapalnym okazał się rozegrany 15 czerwca 1969 roku mecz w ramach eliminacji do mistrzostw świata, w którym Honduras przegrał z Salwadorem- pisze Marcin Bogdan.
Za nadesłany felieton dziękujemy.

 

Wydaje się, że bardziej zasadne jest porównanie piłki nożnej do polityki, wskazanie podobieństw a nie doszukiwanie się wzajemnych relacji. Piłka nożna to sport drużynowy, sukces możliwy jest tylko dzięki doskonałej współpracy zespołu ludzi, nie tylko zawodników i trenerów ale całego sztabu osób zaangażowanych w organizację i tworzenie warunków do działania, które przełożą się na sukces. Podobnie jest w polityce, gdzie tylko praca zespołowa parlamentarzystów, członków rządu, kancelarii Prezydenta oraz doradców i analityków może przełożyć się na rozwój i bezpieczeństwo państwa. Wiele osób stawia pytanie, czy Polacy są predysponowani do działań zespołowych, czy nie są zbytnimi indywidualistami. Pytanie to podsycane jest bolesnym przysłowiem „Mądry Polak po szkodzie”, które z góry skazuje nas na porażki.


W mojej ocenie problem jest w czym innym, w złym pojmowaniu celu podjętych działań. Reprezentacja Polski w piłce nożnej w ostatnich latach regularnie awansowała do finałów czy to Mistrzostw Europy czy też Mistrzostw Świata by następnie – poza jednym wyjątkiem – kończyć rozgrywki finałowe po pierwszej rudzie, po tak zwanej fazie grupowej. I to kończyć po dość wstydliwych porażkach. Czy nie jest jednak tak, że to sam awans do finałów uznawany był za sukces choć przecież laury i medale przyznawane są nie za awans tylko za wygranie finałowego turnieju ? Zamiast dyskutować czy zawinił ten czy inny piłkarz czy może trener, zastanowiłbym się raczej nad tym co działo się w drużynie i wokół drużyny w okresie miedzy awansem a finałowym turniejem. Jest to zawsze dość długi okres kilku miesięcy a w przypadku obecnych Mistrzostw Europy, opóźnionych przez wirusa był to okres aż półtora roku. W Polsce niestety sam awans uznawany jest już za sukces i następuje odcinanie kuponów od tego sukcesu. Piłkarze zajmują się transferami do lepszych klubów, PZPN zmienia trenera, trener rozpoznaje możliwości zawodników, robi nową selekcję i próbuje zmienić styl gry drużyny. To wszystko są ważne rzeczy ale czas między awansem a finałami to najgorszy okres na ich realizację. My usatysfakcjonowani pozornym sukcesem robimy reorganizację a inni w tym czasie ugruntowują to co ważne w grach zespołowych. Trenerzy innych drużyn kontynuują rozpoczętą podczas eliminacji pracę, cementują zespoły, ćwiczą schematy i uczą zawodników przewidywania zarówno dobrych zagrań jak i błędów nie tylko przeciwników ale także kolegów z własnej drużyny. Bo tylko przy doskonałym zrozumieniu można realizować zasadę jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.


I efekt jest taki, że Austria, którą wyprzedziliśmy w eliminacjach wygrywając na ich boisku, w finałach ME wychodzi z grupy do następnej rundy gdzie przegrywa dopiero w dogrywce, po wspaniałej i równej walce z faworyzowanymi Włochami. A Polska po wstydliwej porażce ze Słowacją, której jedynym osiągnięciem było pokonanie naszej drużyny przegrywa mecz o wszystko ze Szwecją tracąc bramki w drugiej minucie meczu i w doliczonym czasie gry. Przegrywa ze Szwecją, która po kilku dniach ulega Ukrainie i również odpada z dalszych rozgrywek. To co wyróżnia te drużyny, które osiągają obecnie sukcesy, a więc Czechy, Danię, Szwajcarię czy Ukrainę, to doskonała współpraca zespołowa pozwalająca wygrywać z potencjalnie silniejszymi przeciwnikami. Współpraca zespołowa, która była doskonalona w okresie między eliminacjami a turniejem finałowym.


Podobnie jest w polityce. Celem nie jest wygranie wyborów, zdobycie mandatu parlamentarzysty czy zostanie członkiem rządu. To wtedy dopiero rozpoczyna się prawdziwa praca, która może przynieść pożytek dla kraju. Polska nie stanie się bogatsza i bezpieczniejsza przez to, że ten czy innych kandydat zostanie wybrany. Dopiero poprzez dobrą zespołową pracę wszystkich wybranych kandydatów można osiągnąć rzeczywisty sukces. Ale w polityce podobnie jak w piłce nożnej niektórzy już sam wybór uznają za sukces i próbują odcinać kupony. Zamiast pracować dla zespołu szukają zaspokojenia swoich niepohamowanych ambicji. Gotowi nawet zmienić barwy klubowe (partyjne) by wzmocnić swoją pozycję. I oto nagle człowiek, który miał reprezentować swoich prawicowych wyborców ogłasza, że jest liberałem i zamiast wspierać wartości, którym miał służyć przyczynia się do ich niszczenia. To jeden z większych absurdów polskiej polityki. Jeśli ktoś rzeczywiście przeszedł taką metamorfozę to powinien zmienić barwy partyjne przed wyborami, szukać poparcia u właściwego sobie elektoratu a nie mamić wyborców tylko po to by działać potem na ich szkodę.


Suweren wybiera drużynę by wgrała eliminacje czyli wybory. Ale wybiera przede wszystkim po to, by dobrze rządziła, by realizowała założony program. Dlatego w polityce podobnie jak w piłce nożnej czas po wyborach, czas po eliminacjach musi być czasem konsolidowania drużyny, czasem wytężonej pracy a nie czasem na realizację własnych ambicji. Tyle, że w przypadku piłki nożnej Polska co najwyżej może przegrać mecz, zaś w przypadku polityki takim nieodpowiedzialnym działaniem można przegrać Polskę.

Marcin Bogdan






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.