Nadużycia wyszły na światło dzienne dzięki doktorowi Davidowi Bellowi, który w ośrodku Gender Identity Development Service pracował z dorosłymi pacjentami. Z prośbą o pomoc zwróciło się do niego siedmiu lekarzy zajmujących się małoletnimi, którzy zauważyli stosowanie nietycznych i niemedycznych metod w klasyfikowaniu dzieci do procesu zmiany płci. Nadużycia dotyczyły m.in. wysyłania na taką terapię dzieci z depresją (jej przyczyna bez odpowiednich badań była klasyfikowana od razu jako wynikająca z problemów z własną tożsamością płciową), problemami rodzinnymi czy ofiary różnych nadużyć. Fundacja korzystała z pracy niewyspecjalizowanych psychologów i psychoanalityków, a na podawanie leków blokujących dojrzewanie kierowano już pod dwóch spotkaniach, nie przeprowadzając wystarczających badań klinicznych.
Brytyjskie media ujawniły m.in. takie nieetyczne praktyki, jak przedstawianie rodzicom terapii blokującej dojrzewanie jako „jedynego możliwego leczenia, które decyduje o życiu lub śmierci ich dzieci”. Wskazano też na rozwój i umacnianie w Wielkiej Brytanii transseksualnego lobby, którego indoktrynujące działania sprawiają, że coraz więcej dzieci zgłasza się do kliniki. Zmiana płci przedstawiana była w niej jako coś „naturalnego, łatwego i bezbolesnego”. Zakwestionowała to jedna z pacjentek, która zeznała w sądzie, że została poddana terapii zbyt wcześnie i bez pełnych informacji i gdyby miała obecną wiedzę i doświadczanie nigdy nie zgodziłaby się na blokadę dojrzewania. (...)
Calość: TUTAJ