Wszystkich nas stworzył Bóg,
abyśmy panowali nad światem,
może stąd nasze ciągotki,
abyśmy mieli
choć jednego niewolnika,
nad którym będziemy panować.
Pchają się ludzie do władzy.
Więc „zamyśliłem się niemiłosiernie”
nad tym, jak to być powinno
między nami.
Królewiczem jestem, czy żebrakiem,
królewną, czy kopciuszkiem?
Pytanie stare jak świat.
Po wydarzeniach w Betanii
Pan Jezus powiedział uczniom:
„Idę teraz do Jerozolimy.
Tam mnie wyszydzą, oplują
i zabiją, ale Ja zmartwychwstanę” (Mt 16, 21.)
Nie wytrzymał Piotr.
„Panie, nie może to przyjść na Ciebie”.
Jak to, Ciebie zabiją, a co z nami?
„Zejdź mi z oczu szatanie,
jesteś mi zawadą.
Wciąż myślisz po ludzku
nie myślisz po Bożemu” (Mt 16, 23).
I tak będzie zawsze w tym świecie
Matka synów Zebedeuszowych
będzie prosić o stanowiska
dla swoich synów,
w dynastiach rządzących
będą się truć, zabijać,
partie będą walczyć o władzę,
a gdy profani zdobędą władzę,
to nie potrafią od niej odejść.
Oszukają, pokradną
i szczekają na następców.
KODowa to rzecz.
W ewangelii to proste:
Pośród was będzie inaczej.
Przełożony będzie sługą,
a premier – niewolnikiem.
Że też nigdy nie stało się
„Państwo Boże!”
Człowiek zawsze coś popsuł.
Papieże też sygnowali się:
„Servus servorum Dei”
– sługa sług Bożych.
Nie zawsze to była prawda.
A rosną tacy cisi, pokorni, mądrzy.
Nie rozpychają się, nie krzyczą,
a wiedzą, że tylko
„Bóg patrzy w serce człowieka”.
Masz rację biskupie Wojciechu.