Br. Tadeusz Ruciński FSC - Rozważanie na  Wielki Post
data:17 lutego 2021     Redaktor: Redakcja

„Mądrej głowie dość dwie słowie” – mawiali przodkowie, więc z początku Wielkiego Postu weźmy te dwa słowa: „Kiedy pościcie”. O czym więc myślicie, kiedy pościcie? – O głodach ciała, czy o głodzie duszy? Jednak o dogadzaniu ciału słyszy się ciągle i wszędzie, ale o potrzebach czy głodzie duszy – rzadko i gdzieniegdzie.

Pamiętam z dzieciństwa, gdy któreś z nas dzieci snuło się z kąta w kąt, to babcia nie pytała: A może coś zjesz, wypijesz? A może coś ci zrobić, kupić? Ale: „Czego dusza pragnie?” Ciekawe, czy współczesne babcie i mamy mają przepisy na „zdrową żywność lub smakołyki dla duszy”? A wiedzieć trzeba, że anoreksja i bulimia, to nie tyle zaburzenie odżywiania ciała, co raczej… zagłodzenie duszy.

Ciekawe, że Buszmeni – mały afrykański ludek, który nie zawsze potrafi nawet przechowywać żywność na drugi dzień, więc chadza czasem głodny i który ma dość prymitywny język, ma w tym języku dwa określenia głodu: Mały głód i wielki głód. Ten mały dotyczy ciała, a ten wielki jest głodem… sensu. A to już jest sprawa duszy. Głodów duszy nie zapcha się jedzeniem, choćby wyszukanym. Ludzie bogatego Zachodu – często przesyceni, przejedzeni – nawet nie wiedzą, że cierpią często na powolne umieranie duszy. Rosnąca szybko ilość chorujących na depresję jest tego przejawem i dowodem. Bo my bardzo rzadko pytamy o swoje dusze. Nie bardzo nawet wiemy, czym ta nasza dusza jest. – Poetycką metaforą? Pierwiastkiem życia? Czymś z podobieństwa do Boga? Zalążkiem wieczności? Co ją żywi, a co zabija?

Pewien młody misjonarz otrzymał polecenie natychmiastowego wyjazdu do Kenii, ponieważ zmarł tam na misji jedyny kapłan. Był jakiś czarterowy lot, więc zapakował trochę żywności, leków, aparatury i poleciał. Na prymitywnym lotnisku czekali tragarze, którzy przybyli z tej misji. Przywitali misjonarza, chwycili toboły i ruszyli razem do dość odległej wioski. Misjonarz, nawykiem Europejczyka, spoglądał na zegarek i lekko przynaglał tragarzy, sądząc, że idą za wolno. Jednak w pewnym momencie tragarze zatrzymali się, zrzucili toboły i usiedli na nich. Nie wyglądali jeszcze na zmęczonych. Gdy misjonarz zapytał o przyczynę postoju, najstarszy z nich powiedział: „Ojcze, szliśmy za szybko i przegoniliśmy nasze dusze”.

Misjonarz myślał, że ten żartuje i zapytał: „To co, dusz teraz nie macie?” A tamten odpowiedział poważnie: „Ojcze, gdy człowiek przegoni swoją duszę, to w jej miejsce wchodzi duch wiatru, duch pustki i duch śpiączki… I człowiek już nie jest swój. Dlatego poczekamy, aż nasze dusze nas dogonią. Misjonarz siadł przy nich i już nie patrzył na zegarek W pewnym momencie tragarze zerwali się, zarzucili na plecy toboły i ruszyli w górę ze śpiewem.

Wobec tej przypowieści rodzi się pytanie: Jak daleko my, ludzie „zaśpieszeni”, wciąż nie nadążający, przegoniliśmy nasze dusze? I czy one nas mogą jeszcze dogonić? Bowiem człowiek, zapominający o swojej duszy, głodzący ją, staje się powoli BEZDUSZNYM, BEZMYŚLNYM i BEZWOLNYM. A przejawy tego widać dookoła…

 

Wróćmy jednak do tych duchów, o których mówił tamten mądry tragarz, bo to nie tylko metafory.

DUCH WIATRU – to właśnie ów stan „zaśpieszenia”, nienadążania, zabiegania - z nieustannym refrenem: „Nie mam czasu”. Na co?  Ale jest to  także uleganie wpływom, miotaninie, chwiejności, zmienności, kapryśności.

DUCH PUSTKI – to stan nudy, czczości, ssania nicości: nic nie smakuje, nic nie cieszy, nic nie warto… Dlatego potrzeba ucieczki od nudy, zapełnienia tej pustki, zalania jej czymś, co pobudzi, co podnieci, co spowoduje skok adrenaliny, wyrwie z tego bólu agonii duszy.

DUCH ŚPIĄCZKI – to stan ospałości, otępienia,. poddawania się telewizyjnej pół-hipnozie, różnym formom znieczulenia. Ale to też lenistwo umysłu, serca i sumienia. „I wtedy człowiek nie jest swój”, czyli nie jest sobą i u siebie - nie może znaleźć sobie miejsca.

Podobny stan nawiedzał mnichów na pustyni i nazywany był demonem południa, jednym z kusicieli lub acedią. Jeden z ojców pustyni Ewagriusz z Pontu określi ten stan jako życie na podobieństwo demonów, kiedy człowiek nienawidzi tego, co jest, a pożąda tego, czego nie ma. To właśnie niechęć, wstręt do obowiązku, do powinności, do modlitwy, dobrej pracy… a pogoń za zachciankami, podnietami, doznaniami. To bezruch duszy przy podnieceniu ciała… Słowo „acedia” oznaczało też brak troski o duszę, o bliźnich, o zbawienie i był to ósmy grzech, z którego poczynało się siedem innych. Teraz badający depresję, sięgają po opisy owej acedii, bo podobieństwa narzucają się same. My możemy to nazwać nieustannym stanem pokuszenia.

Dlatego Wielki Post jest czasem walki o swoją duszę.

Read more: https://www.pch24.pl/br--tadeusz-rucinski-fsc--kiedy-poscicie,82053,i.html#ixzz6mlSjKqsD






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.