Joe Biden mieni się katoliikiem, ale bez wahania zniósł zakaz otrzymywania funduszy federalnych przez organizacje międzynarodowe przeprowadzające i promujące aborcje. Przywrócił udział USA w paryskim porozumieniu klimatycznym oraz WHO oraz dokonał szeregu innych posunięć, unieważniająch działania Donalda Trumpa (m.in. wstrzymanie budowy muru na granicy z Meksykiem).
Nie ma sensu się łudzić - wezwania do pojednania to tylko kolejne odwracanie pojęć, ukochane przez wychowanków neomarksizmu. Joe Biden nawet nie musi mieć z tym wiele wspólnego; to nie on decyduje i pociąga za sznurki. Podpisze wszystko, co trzeba, w zamian dostając potężną osłonę medialną i spokojną resztę życia. Czy warto? Zależy od punktu widzenia.
Inna sprawa, że takie posunięcia oznaczają rozpoczęcie kampanii odwetu wobec konserwatywnej części społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. Nie musimy się o tych ludzi specjalnie martwić: są liczni, zdeterminowani i równie uparci, jak my- dawna opozycja wobec rządów Platformy Obywatelskiej. Jeśli nas nie złamały licze szykany i upokorzenia ze strony obecnej totalnej opozycji, tak również zwolenników Donalda Trumpa (bo cięzko mówić o Republikanach jako całości) nie złamią bezwzględne metody mające na celu przeformatowanie społeczeństwa. Opór będzie trwać i przybierać na sile- zwycięstwo w kampanii prezydenckiej to tylko jedna z wielu bitew, aczkolwiek przegrana jest bardzo bolesna.
Jsk to się zakończy? Wydaje się, że walec neomarkismu jest tak potężny, że w krótkiej perspektywie czasowej odniesie zdecydowane zwycięstwo. Ale to tylko złudzenie: równie dobrze może to być tylko kolos na glinianych nogach, którego dni są policzone ze względu na niedostrzegalną, podskórną, ale nieuchronną zmianę nastrojów społecznych. Jeszcze w 1989 roku nikt nie przewidywał upadku ZSRR- a jednak stało się.
Nam, Polakom, pozostaje walka o suwerenność w ramach Unii Europejskiej. Zypełnie inna, niż w Stanach Zjednoczonych, bardziej skomplikowana, ale mająca jednak pewne cechy wspólne: sprzeciw wobec liberalnej dyktaturze, walka z narzucaniem cenzury na media społecznościowe, domaganie się poszanowania dla konserwatywnego punktu widzenia, wiary i tradycji. To tak naprawdę spór o przyszłość następnych pokoeń- być może dlatego z takim zaangażowaniem śledziliśmy zmagania Donalda Trumpa z establishmentem, to była nasza walka i nasze problemy. Pamiętajmy tylko, że nic jeszcze nie zostało rozstrzygnięte a za kilka lat sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
AN