Myśli, 02/2021, 13 stycznia 2021
W sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm... W świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych. (Jan Paweł II Centisimus annus, 46)
W ostatnich dniach niepokoi nas sytuacja w Stanach Zjednoczonych. My, Polacy uważaliśmy, że tam jest wzorcowy model demokracji i wolności. I oto okazuje się, że są poważne przesłanki wskazujące, że wybory prezydenckie zostały sfałszowane, a także, że dochodzi do próby wyegzekwowania swoich praw siłą. Jednak, gdyby się przyjrzeć wnikliwiej i przeanalizować wcześniejsze wybory w innych krajach, w tym i w Polsce, to nie powinno nas to tak bardzo dziwić.
Po pierwsze demokracja to tylko techniczne narzędzie do wyłonienia przedstawicieli narodu, którzy będą sprawować rządy. Od roku 1990 wmawiano nam, że demokracja to najlepszy ustrój i że trzeba go szczególnie strzec. Wprawdzie pojawiały się głosy, w tym Jana Pawła II, że że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm, ale ci którzy kierowali mediami, starali się, aby ten przekaz nie dotarł do Polaków, by nie był dyskutowany.
Przy czym trzeba zauważyć, że nawet, jeśli w danym kraju przeprowadzano demokratyczne wybory, a wynik ich nie był zgodny z oczekiwaniami jakichś sił ukrytych (bo się nie ujawniali); podburzali oni społeczeństwo w danym kraju, by protestować przeciw temu wyborowi i destabilizować sytuację w kraju. Myślę, że jesteśmy w stanie przypomnieć sobie te przypadki. Również w Polsce w 2016 r. powstał tzw. Komitet Obrony Demokracji. Ponieważ nie spełnił oczekiwań swoich mocodawców, poźniej w Polsce rozgorzała bitwa o tzw. „praworządność”.
Podobnie było w USA po zwycięstwie D. Trumpa w 2016 r. Wpływowe siły nie uznały tego wyboru, uznały to za „wypadek przy pracy”, co objawiło się w silnym ataku większości amerykańskich mediów; D. Trump musiał korzystać z mediów internetowych, by komunikować się ze społeczeństwem. I być może te siły postanowiły, że taki przypadek nie może się powtórzyć. Wygląda to trochę jak teoria spiskowa, ale czy tak nie jest? Właściciele tzw. „mediów społecznościowych” zostali wciągnięci do rozgrywki, by nie został ponownie wybrany. Tak więc trwał zmasowany atak na D. Trumpa w mediach. Aby jednak nie było niespodzianki, widać postanowiono dopilnować tego przy organizacji wyborów i liczeniu głosów. Z pomocą przyszła „pandemia” i wybory korespondencyjne w masowej formie. Co to są za siły? Nie mam tu wiedzy; niektórzy jawnie opowiedzieli się przeciwko D. Trumpowi, innych mogłaby ujawnić analiza tych, którzy ponieśli wielkie straty. Ale prawdopodobnie są również tacy, którzy chcieliby przemodelować całe społeczeństwo, a D. Trump był dla nich przeszkodą.
Wydaje się, że są takie siły, które chciałyby wykorzystać narzędzie demokracji do ustanawiania na czele państw swoich ludzi. Jeśli to się nie uda to podejmują działania destabilizujące, by doprowadzić do upadku tej władzy. Zatem demokracja nie jest sposobem wyboru przedstawicieli danego narodu, ale ustanowienia wygodnych dla siebie ludzi.
Skąd ci zakulisowi aktorzy mają tyle sił, by nakłonić społeczeństwa danych narodów do takich, a nie innych wyborów? Olbrzymie znaczenie ma to, kto jest właścicielem mediów w danym kraju i na ile potrafi do „swoich” mediów pozyskać użytkowników. A zatem, by rozpoznać te siły trzeba przyjrzeć się właścicielom tych mediów. Choć może być też tak, że jest to jeszcze bardziej ukryte, że właściciele mediów realizują tylko to, czego inni od nich oczekują, a dzięki temu osiągają wielkie zyski.
Głównym zadaniem mediów jest więc „fabrykowanie” poglądów zgodnych z tzw. „demokratycznymi standardami”, które określane są przez samozwańcze elity, kto zaś nie podziela tych poglądów, nie może brać udziału w debacie.
R. Ziemkiewicz słusznie mówi, że uwierzyliśmy iż demokracja to wolność, którą chcieliśmy posiadać, a tymczasem demokracja to tylko narzędzie wolność umożliwiające. Warto wsłuchać się w ten głos:
Ale jeszcze istotniejsze jest, że nie każde rozstrzygnięcia mozna podejmować metodą demokratyczną, gdyż demokracja nie jest czymś doskonałym, niesie ze sobą zagrożenia i nie może być uznana za wartość podstawową. Co więcej, demokracja nie jest w ogóle wartością. Jest jedynie jednym z mechanizmów podejmowania decyzji w sferze społecznej i politycznej. Mechanizm ten - jak każde narzędzie - może być użyty w sposób właściwy lub błędny. Słuszność i wartość decyzji podejmowanych demokratyczną większością głosów zależy od stopnia dojrzałości tychże obywateli.
Jan Paweł II mówił, że demokracja, która nie opiera się na miłości, prawdzie i odpowiedzialności prowadzi do otwartej lub zamaskowanej dyktatury. To właśnie obserwujemy. Demokratycznie wybrani politycy przypisują sobie władzę decydowania o tym, którzy obywatele mają prawo żyć, a których można w legalny sposób zabić (np. za pomocą aborcji czy eutanazji). Dyktatura zaczyna się wszędzie tam, gdzie człowiek przypisuje sobie prawo do decydowania o ludzkim życiu. Także wtedy, gdy dyktatorskie decyzje podjęte są w oparciu o demokratyczne procedury.
O wartości danego ustroju nie decyduje sposób wyłaniania posłów czy mechanizmy sprawowania władzy, lecz wizja człowieka i hierarchia wartości, na której dany ustrój polityczny się opiera zauważa ks. M. Dziewiecki w artykule CZŁOWIEK, WARTOŚCI I DEMOKRACJA:
Demokracja może stać się wartościowym ustrojem wyłącznie wtedy, gdy opiera się na prawdzie oraz na tych wartościach, które rzeczywiście chronią naszą godność oraz umożliwiają wychowanie obywateli mądrych, dobrych i pracowitych. Wizja człowieka oraz hierarchia wartości, jaką kieruje się dany ustrój społeczny, decydują o tym, czy ustrój ten służy człowiekowi czy też prowadzi do upadku społeczeństwa.
Demokracja ukształtowała się w oparciu o przekonanie, że wszyscy ludzie mają tę samą godność dziecka Bożego oraz że każdy z nas jest osobą, czyli kimś świadomym, wolnym i odpowiedzialnym. W Europie dokonuje się zamach na fundament demokracji, czyli chrześcijańską wizję człowieka. - za: opoka.org
Czy naszymi codziennymi wyborami mediów, z których korzystamy (tv, radio, portale, media społecznościowe) nie wspieramy tych, którzy chcą ograniczyć naszą wolność? Czy mamy tego świadomość, że przyjęliśmy rozwiązania w zakresie mediów, które nie chronią naszej tożsamości narodowej oraz naszych wartości? Czy zdajemy sobie sprawę, że po transformacji ustrojowej oddaliśmy media obcemu kapitałowi, który stosuje wygodny dla siebie przekaz? Czy zdajemy sobie sprawę, że dobra rzadkie, jakimi są koncesje telewizyjne, przydzieliliśmy - po różnych przekształceniach – tym, którzy serwują nam antypolski przekaz?
To są znaki zapytania, które powinniśmy sobie postawić. A efektem przemyśleń powinna być bardziej dojrzała postawa w stosunku do mediów: powinniśmy wykluczyć antypolskie i antychrześcijańskie media. I taką postawę warto promować w swoich środowiskach.
Znam osoby, które twierdzą, że oglądają media przeciwne wartościom, aby wiedzieć, co tam prezentują, by móc polemizować (oczywiście, jeśli podejmujemy z kimś dyskusję, to powinniśmy zapoznać się z materiałem będącym przedmiotem dyskusji). Jest to postawa naiwna, zakładająca, że jesteśmy odpormi na manipulacje przygotowane przez specjalistów w tych mediach i jej nie ulegniemy. To tak jak wystawiać się na pokusy złego, zakładając, że sobie z nimi poradzimy; zły jest bardziej inteligentny od nas. Tak samo firmy medialne angażują najlepszych specjalistów od manipulacji i wcześniej czy później, w sposób niepostrzeżony, ulegamy tej narracji. Natomiast te media z oglądalności uzyskują pieniądze za reklamy i rosną. Strzeżmy się więc przewrotnych mediów!
Zb.