"Fałszywa pandemia"? - cz.7 - tekst Jaromira Matejka oraz Warto rozmawiać 5.10.20207
data:05 października 2020     Redaktor: Redakcja

Jaromir Matejek - czeski teolog [tekst upowszechniony przez Ł. Warzechę na TT]
oraz dziś w Warto rozmawiać Jana Pospieszalskiego 20.30:  Maseczki, limity osób, zakaz odwiedzin, kwarantanna... a obok tego wzrost bezrobocia, bankructwa, osamotnienie i lęk. Czy naprawdę każdy napotkany człowiek to śmiertelne zagrożenie? Jakie ślady w naszej psychice pozostawią miesiące izolacji i pandemia strachu? Czy restrykcje nie okażą się bardziej szkodliwe niż sam wirus? - W programie rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz i ciąg dalszy rozmowy z prof. Ryszardem Rutkowskim. - link wkrótce.



Tu tłumaczenie tekstu na polski:

Wróciłem wczoraj z krótkiego pobytu studyjnego w Niemczech. Obserwowałem stamtąd sieciowy horror w Czechach. Rano, wieczorem, okropne wiadomości. Wszędzie pełno emocji. Nie ma się czemu dziwić.
Nie COVID ale nasze obchodzenie się z nim jest etyczną porażką. I właśnie emocje wykazują, że na szali jest coś, co jest cenne dla każdej osoby. Zawsze tak jest, np. porody w domu czy szczepienia. Jednakowoż takiego społecznego zaangażowania w dziedzinie medycyny, jakie obserwujemy teraz, jeszcze nie doświadczyłem. Spróbuję nakreślić, dlaczego prawdobodobnie tak się rzeczy mają, również w powiązaniu z COVID-em. Oczywiście chodzi o etykę. Przez etykę rozumiem refleksję nad regułami, którymi się kierujemy: jakie wartości i zasady uznajemy jako wspólnota, i w końcu co z tego wynika.
Cała powojenna etyka medyczna jest oparta na czterech zasadach:
autonomii, beneficjencji, nonmaleficjencji i sprawiedliwości.
Autonomia oznacza, że jako pacjent (i tutaj uwaga: nawet z COVID-em znajdujemy się w obszarze medycyny) sam decyduję, co będzie się ze mną działo lub nie. Nikt nie może ze mną robić czegoś, czego nie chcę, nawet wtedy, gdyby cała medycyna była zgodna co do tego, że jest to dla mnie najlepsze.
A jak się ma sprawa z COVID-em? Nikt nikogo o nic nie pyta (jakież to chińskie... ale o tym za chwilę). Muszę na badania, muszę do kwarantanny, muszę nosić maseczkę. Jak w zwykłej medycynie, tak i współczesnej medycynie lekarskiej jest to skandal pierwszego stopnia. O tej sytuacji będzie się za dwadzieścia lat pisało w podręcznikach etyki medycznej jako o etycznym skandalu, ponieważ to, w co jako cywilizacja zachodu wierzymy, a mianowicie iż osoba, jej wolność, jej własne przekonania i godność są najwyższymi wartościami, jest deptane. I to po zaledwie kilku miesiącach COVID-a.
Beneficjencja jest czasami tłumaczona jako „czynienie dobrze”. Jako lekarz w medycynie mogę robić wyłącznie to, co przynosi dobro danemu pacjentowi. Przydatność dla otoczenia nie ma znaczenia. Hasło „moja maseczka chroni ciebie, twoja maseczka chroni mnie” jest zupełnie nie na miejscu. Ja, jako pacjent, nie mam obowiązku chronienia kogoś przez to, że będę robił coś tylko po to, by miało to skutek dla kogoś innego. Tak więc również w wypadku COVID-a obowiązuje zasada, że gdy lekarz mi coś zaleci, ja sam podejmę decyzję, czy jest to dla mnie jako dla pacjenta dobre, a następnie do zalecenia się zastosuję lub nie. I nikt nie może mi nic powiedzieć. Owszem, istnieje możliwość nakazania leczenia ochronnego, ale COVID nie jest syfilisem.
Nonmaleficjencja – przede wszystkim nie szkodzić, jest chyba najważniejszą zasadą medycyny już od Hippokratesa. Jeżeli już nie możesz pomóc, to przynajmniej nie szkodź. Oznajmianie tysiącom ludzi, że są COVID-pozytywni, gdy faktycznie nic im nie dolega, oczywiście im szkodzi. Podobnie jak szkodzi im to, że muszą odbyć kwarantannę (chociaż są zdrowi) tylko dlatego, że się z kimś spotkali. A w wypadku COVID a ponoszą szkodę nie tylko indywidualne osoby, ale również wspólnota jako całość.
I tutaj dochodzę do ostatniej zasady – do sprawiedliwości. Wiele jest teorii sprawiedliwości, ale powiedzmy, że sprawiedliwość to równomierny podział uciążliwości i korzyści związanych ze wspólną egzystencją (np. płacimy podatki..., nie za bardzo nam się chce, ale przeczuwamy, że coś z tego mamy; podobnie wygląda sprawa ubezpieczeń zdrowotnych). W sytuacji COVID-a poszkodowanym jest całe społeczeństwo, bez względu na to, czy jesteśmy zdrowi czy chorzy, czy pozytywni.
Nasze społeczeństwo ulega rozpadowi. Nasze osobiste plany są obracane wniwecz. Niszczone są nasze relacje. Zamknięcie restauracji nie oznacza jedynie mniej wypitych hektolitrów piwa, zjedzonych golonek, żeberek, steków i tataraków. O to przecież w ogóle nie chodzi. Chodzi o to, że z powodu COVID-a wkrótce będę mógł chodzić tylko do pracy i do domu. Przecież nie chodzę do restauracji przede wszystkim z powodu jedzenia, ale z powodu ludzi, z którym spożywam posiłek. I właśnie te relacje się rozpadają. Tak samo kultura i plany związane z pracą, rozwijanie obszarów, którymi się zajmujemy. Zauważam, że ludzie wokół mnie przestają planować, gubią się w nieokreśloności, ich życiowy horyzont się załamuje. Przecież to jest tragedia. Z powodu strachu przed zakażeniem choruje całe społeczeństwo.
Dzieci w szkołach mają nosić maseczki – biedactwa. Nauka online rozbija zamysł, że w szkołach (nawet na uniwersytetach) przede wszystkim ludzie mają być razem. To, że mamy utrzymywać dystans, jest straszną raną dla psychiki. Czy nie dość jest samotności wśród ludzi? Obciążenie, które niosą z sobą rozporządzenia, jest nie do uniesienia.
Powinienem jeszcze wyjaśnić te Chiny wzmiankowane wcześniej. Kiedy wszystko to zaczęło się w Chinach i wszyscy zaczęli nosić maseczki, mówiłem sobie: „no tak, chiński styl, tam się człowiek nie liczy, tam na pierwszym miejscu jest kolektyw”. Później, gdy te rozporządzenia zostały przeniesione i do nas, przyszło mi do głowy, że po prostu bezmyślnie przejęliśmy rozporządzenia, które były w Chinach, że sobie to uświadomimy i będziemy robili coś innego. Rzekłbym, że z chińskim wirusem przyszła do nas także chińska mentalność, czyli że kolektyw znaczy więcej niż jednostka i że jednostka (jej los, pragnienia, plany, godność) nie znaczą nic.
Jako wspólnota musimy sobie sami powiedzieć: albo stoimy przed zmianą paradygmatu w odniesieniu do jednostki, i to również w obszarze medycyny, albo jesteśmy świadkami olbrzymiego skandalu etycznego. Ta zmiana paradygmatu może w przyszłości oznaczać, że jako jednostki nie będziemy mogli robić tego, co uważamy za sensowne, ale będziemy mogli czynić jedynie to, co będzie dobre dla kolektywu. Nawet w medycynie. Będziemy leczyć tylko tych, u których będzie to opłacalne. Będziemy musieli poddać się leczeniu, którego nie będziemy chcieli i to jedynie z tego powodu, że medycyna uważa, iż jest to dla nas dobre.
Uważam, że jako wspólnota powinniśmy ustalić, którą drogą chcemy pójść.
Moja propozycja jest następująca: COVID jest chorobą. Oferujmy pomoc tylko tym, którzy są chorzy. To, że ktoś jest na coś pozytywny, samo w sobie niczego nie oznacza. Jeżeli ktoś jest bardzo chory, mamy jednostki intensywnej opieki. Oczywiście, zdarzy się, że ktoś umrze na COVID. Jasne, że jest to tragedia, jednak jest to w życiu ludzkim powszechna rzecz. Umrzeć nie jest czymś niegodnym. Ale jednocześnie nie jest niegodnym powiedzieć: na taką terapię, lub jej zakres, nie mamy jako społeczeństwo pieniędzy (w naszym życiu też na coś mamy, a na coś innego nie).
Kluczową wartością w naszym społeczeństwie jest godność człowieka. Niemcy mają zawarte w Konstytucji, w pierwszym artykule, doniosłe zdanie: „Godność ludzka jest niezbywalna”. U nas też obowiązuje zasada, że wszystkie rozporządzenia muszą się kończyć tam, gdzie jako jednostka uznam, że to lub tamto mi uwłacza. Osobiście uważam rozporządzenia za uwłaczające i dewastujące społeczeństwo, i dlatego są one dla mnie nie do przyjęcia.





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.