Kolejna – już 81-a – rocznica najazdu niemieckich armii na Polskę jak zawsze skłania do refleksji. Fakt, że dopiero siedemnaście dni później doszło do inwazji ze strony Rosji jakby zacierało odpowiedzialność Kremla za rozpętanie drugiej wojny światowej. A przecież to układ Ribbentrop-Mołotow stworzył właśnie warunki do wywołania wojny i do okupacji naszych ziem przez Niemcy i Sowiety. W protokole między Stalinem a Hitlerem ustalono, że Litwa wejdzie w skład niemieckiej sfery wpływów, a Finlandia, Estonia, Łotwa i rumuńska Besarabia – w obręb sfery rosyjskiej. Sowiety anektowały też nasze kresy ze Lwowem. Jeszcze przed wkroczeniem w granice Rzeczypospolitej Armia Czerwona współdziałała z niemieckim agresorem w ten sposób, że sowiecka radiostacja w Mińsku orientowała Luftwaffe w nalotach na polskie miasta. A po inwazji 17 września Kresy spłynęły krwią, także więzienia we Lwowie, miejsca masakry tysięcy Polaków. Sowieci mordowali też polską ludność cywilną i wojskowych zajmując Grodno, Oszmianę czy Wilno i „zapominając” o ustalonych strefach wpływów. Kulminacją układu Ribbentrop-Mołotow była wspólna defilada wojsk niemieckich i sowieckich w Brześciu Litewskim, o czym prawie w ogóle nie wie się na Zachodzie. Rząd polski powinien więc wydać niedużą broszurkę informującą opinię międzynarodową o tych wydarzeniach i o wspólnej odpowiedzialności Niemiec i Rosji za wywołanie wojny.
Londyński „Times” słusznie nazwał najazd Armii Czerwonej „pchnięciem Polski nożem w plecy”. Niestety, Anglia i Francja – choć 3 września wypowiedziały wojnę Niemcom – nie podjęły operacji, choć Francja była zobowiązana do natychmiastowych działań lotnictwa, a wojsk lądowych poczynając od 15 tego dnia wojny. Ba, Francuzi ruszyli nawet już 8 września, ale po przekroczeniu granicy niemieckiej i zajęciu małego obszaru Niemiec stanęli w miejscu. A 12 września w Abbeville, nad rzeką Sommą, spotkali się premierzy Francji Edouard Daladier oraz Anglii Neville Chamberlain i uzgodnili wstrzymanie jakichkolwiek militarnych działań przeciwko Niemcom.
Pomimo dysproporcji sił na korzyść Niemiec ( zwłaszcza w lotnictwie i w ilości czołgów ) Polacy byli się dzielnie i zadali znaczne straty dywizjom Wehrmachtu ( około 90 tysięcy zabitych i 60 tys. rannych), jednak agresja rosyjska zadała ostateczny cios Polsce. Nasz rząd kończący obrady w Kutach, przed przekroczeniem granicy z Rumunią (18 września), uznał za bezcelowy opór wobec połączonych sił Wehrmachtu i Armii Czerwonej. Fakty te są jednak zupełnie nieznane Australijczykom i innym narodom świata. Dlatego raz jeszcze sugeruję, by rząd polski przybliżył światu te mało znane wydarzenia. Do tej sugestii zmierzają moje myśli wrześniowe.
Marek Baterowicz
PS. A na marginesie trzeba wyrazić ogromne zdumienie, że Niemcy zamierzały przysłać nam ambasadora, którego ojciec służył w Werhmachcie. Tak niezwykła arogancja budzi niepokój, bo oznacza, że w Niemczech rośnie stan amnezji wokół dziejów drugiej wojny, a także widać upadek dobrych obyczajów na polu dyplomacji.
Zachęcamy do nabycia wydanej przez nasze stowarzyszenie książki Marka Baterowicza - opowieści o"wojnie jaruzelskiej"- ZIARNO WSCHODZI W RANIE

